Niewiele spraw budzi w Polsce tak gorące emocje jak los zwierząt trzymanych przy domach. Co kilka miesięcy wracają zdjęcia psów na krótkich łańcuchach, a pod nimi setki komentarzy. Politycy wiedzą, że to temat poruszający wyborców niezależnie od partyjnych sympatii. Dlatego kolejna próba uregulowania sprawy od początku przyciągała uwagę.
Ustawa łańcuchowa wraca. Temat, który dzieli Polaków i łączy polityków
Tym razem w Sejmie zapanował nastrój, którego przy innych głosowaniach od dawna brakowało. Posłowie z różnych klubów mówili niemal jednym głosem o potrzebie zmian. Drugie czytanie przeszło wyjątkowo gładko, bo nikt nie zgłosił ani jednej poprawki. To rzadki obrazek na sali plenarnej, gdzie trudno o zgodę nawet w drobiazgach.
Sprawa trafiła już do trzeciego czytania, więc decydujące głosowanie jest blisko. Koalicja rządząca liczy na szybkie uchwalenie przepisów. Wiele wskazuje, że posłowie wrócą do niego w piątkowym bloku głosowań, zgodnie z harmonogramem Sejmu. A za tym spokojem kryje się historia, która kilka miesięcy temu wyglądała zupełnie inaczej.
Środowe obrady zaczęły się od sprawozdania Komisji Nadzwyczajnej ds. ochrony zwierząt. Zajmowała się ona dwoma rozpatrywanymi razem projektami. Pierwszy przygotował prezydent Karol Nawrocki jako nowelizację ustawy o ochronie zwierząt, drugi wniosła grupa posłów KO, PSL-TD, Polski 2050 i Lewicy. Właśnie ten poselski dokument stał się projektem wiodącym, wokół którego toczyły się dalsze prace.
Zgoda ponad podziałami, choć nie wszyscy klaskali
Sprawozdawczyni Katarzyna Piekarska z KO przekonywała, że projekt powstał w porozumieniu z przedstawicielami prezydenta. Liczy, że tym razem przepisy uda się uchwalić i podpisać ponad partyjnymi sporami. Zwróciła uwagę, że zakaz obejmie nie tylko psy, ale i koty. To istotna zmiana wobec wcześniejszych rozwiązań.
Po stronie opozycji pojednawczym tonem zaskoczył Krzysztof Ciecióra z PiS. Jego zdaniem większość sali zgadza się, że psy powinny zniknąć z łańcuchów, a podobny wniosek padał już przy pierwszym podejściu. Podkreślił, że udało się usunąć najbardziej szkodliwe i kontrowersyjne zapisy o wielkości kojców. Liczy też, że proces legislacyjny tym razem dobiegnie końca, a ustawa zostanie podpisana.
Paweł Suski z KO zaapelował do wszystkich środowisk o ponadpartyjne poparcie. Argumentował, że dobro zwierząt nie powinno być przedmiotem politycznych sporów, lecz wspólną wartością wynikającą ze zwykłej wrażliwości. Podobnie mówił Jarosław Rzepa z PSL, który dostrzegł w projekcie znamiona kompromisu i zapowiedział poparcie klubu. Przekonywał, że uchwalenie ustawy będzie wspólnym sukcesem, a prezydent tym razem ją zaakceptuje.
Poparcie zadeklarowała też Ewa Szymanowska z Centrum, nazywając projekt efektem trudnego kompromisu. Chodzi o pogodzenie realnej ochrony zwierząt z przepisami wykonalnymi i proporcjonalnymi. Za przyjęciem regulacji opowiedziała się też Bożena Borowiec z Lewicy, która objęła mandat po tragicznie zmarłym Łukaszu Litewce. Uznała głosowanie za obowiązek wobec pamięci człowieka robiącego wszystko, by zwierzętom żyło się lepiej.
Kojce, budy i jeden wyraźny sprzeciw
Nie wszyscy jednak bili brawo. Witold Tumanowicz z Konfederacji zaznaczył, że klub popiera kierunek zmian, ale po pracach komisji dokument przypomina raczej propozycje wcześniej forsowane przez Lewicę niż wyważony projekt prezydencki. Jego zdaniem największym problemem wciąż pozostają przepisy o kojcach. W tym kształcie Konfederacja nie zamierza ustawy poprzeć.
Sam dokument zmienia codzienne zasady opieki nad zwierzętami poza domem. Pies trzymany poza lokalem mieszkalnym ma mieć zapewnione stałe, swobodne poruszanie się na ogrodzonym terenie. Dopiero gdy posesja nie jest ogrodzona, właściciel może trzymać go w kojcu. Kojec musi mieć powierzchnię pozwalającą zwierzęciu swobodnie się ruszać i realizować naturalne potrzeby.
Konstrukcja ma być trwała i stabilna, a co najmniej dwa jego boki muszą przepuszczać światło i powietrze. Psu trzeba też codziennie zapewnić ruch na zewnątrz, dostosowany do jego wieku, zdrowia oraz potrzeb gatunkowych i behawioralnych. Gdy pies przebywa w kojcu, nieogrzewanym pomieszczeniu lub na otwartej przestrzeni, opiekun musi zapewnić mu budę. Ma być z drewna lub materiałów drewnopochodnych, ocieplona i chroniąca przed pogodą.
Szczegółowe warunki, w tym minimalną powierzchnię kojca zależną od wielkości psa w kłębie, określi rozporządzeniem minister rolnictwa po konsultacji z Głównym Lekarzem Weterynarii. Piekarska tłumaczyła, że to właściwa droga, bo ustawa ustala zasadę, a rozporządzenie dopracuje techniczne standardy. Przepisy przewidują też wyjątki od zakazu trzymania psa i kota na uwięzi. Uwiązać zwierzę będzie można m.in. na czas transportu, wystawy czy zabiegu, a także krótkotrwale i incydentalnie poza miejscem stałego pobytu, o ile nie ucierpi na tym jego dobrostan.
Grudniowe weto, które wszystko cofnęło
Cała ta historia ma dość dramatyczny początek. W grudniu ubiegłego roku prezydent Karol Nawrocki zawetował tak zwaną ustawę łańcuchową. Tamten dokument zawierał sztywne normy powierzchni kojców, w których miały przebywać psy. Według głowy państwa proponowane wymiary były nierealne.
Prezydent nie poprzestał na wecie i skierował do Sejmu własny projekt. Tak rozpoczęło się drugie podejście do tematu, który raz już utknął. Obecna wersja to efekt zderzenia dwóch wizji i szukania wspólnego mianownika. Właśnie dlatego z ustawy zniknęły zapisy budzące największe spory.
Politycy koalicji nie ukrywają, że zależy im na podpisie prezydenta. Kompromis wokół kojców ma sprawić, że tym razem ustawa nie wróci z odmowną decyzją. Zwolennicy zmian przekonują, że stawką jest realne odejście od psów na łańcuchach. Przeciwnicy z Konfederacji obawiają się, że przepisy poszły w stronę rozwiązań trudnych do spełnienia.
Już w najbliższych dniach okaże się, czy mozolnie wypracowany kompromis przetrwa głosowanie. Zgodnie z planem Sejm ma zająć się projektem w piątek, w bloku głosowań bieżącego posiedzenia. Jeśli posłowie przyjmą ustawę, jej los znów spocznie w rękach prezydenta. Dla tysięcy zwierząt spędzających życie na uwięzi może to być moment, na który czekały latami.


