Kiedy statystyki rynku pracy od miesięcy pokazują wyraźne pogorszenie, a urzędy pracy dostały właśnie nowe zadania i nowych klientów do obsługi, rząd postanowił radykalnie ograniczyć finansowanie ich działalności. Środowisko jest w szoku: dyrektorzy urzędów nie ukrywają zaskoczenia, a eksperci są zgodni, że coś poszło poważnie nie tak.
Urzędy Pracy bez pieniędzy. Rząd zabrał im ponad 1,5 miliarda zł. Sytuacja niewidziana od 1990 roku
To nie jest zwykła korekta budżetowa ani techniczne przesunięcie środków. Mowa o cięciach tak głębokich, że niektóre powiaty zostają bez grosza na bieżącą aktywizację bezrobotnych. Dosłownie – zero złotych. Zdaniem szefowych największych urzędów pracy taka sytuacja nie zdarzyła się ani razu od czasu, kiedy publiczne służby zatrudnienia w ogóle powstały, czyli od 1990 roku. To zdanie, które robi wrażenie nawet na tle trudnej historii polskiego rynku pracy.
Szczegóły są wstrząsające. I choć na pierwszy rzut oka wygląda to na suchy temat z dziedziny finansów publicznych, chodzi tu o setki tysięcy ludzi, którzy właśnie stracili szansę na pomoc w powrocie na rynek pracy. A ich liczba – jak wynika z danych ministerstwa – wciąż rośnie z miesiąca na miesiąc. Skala problemu jest na tyle duża, że sprawą zainteresowali się parlamentarzyści, a głos w dyskusji zabrały organizacje pracodawców i związki zawodowe. Branżowe środowiska jednogłośnie domagają się zmiany decyzji.
Nowe przepisy, nowe obowiązki i… nagle brak pieniędzy
W połowie 2024 roku weszły w życie długo przygotowywane ustawy o rynku pracy i służbach zatrudnienia. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przekonywało wówczas, że przepisy tworzone ponad dwie dekady temu przestały nadążać za współczesnymi wyzwaniami – demograficznymi, geopolitycznymi i technologicznymi. Nowe regulacje miały to zmienić, a prace nad nimi trwały latami. W momencie wejścia w życie budziły duże nadzieje wśród pracowników urzędów i osób bezrobotnych.
Lista nowości była długa. Bezrobotni zyskali możliwość rejestracji według miejsca zamieszkania, a nie jak wcześniej – zameldowania. Zniesiono ograniczenia wiekowe przy korzystaniu z form aktywizacji zawodowej. Rolnicy po raz pierwszy mogli rejestrować się jako osoby bezrobotne. Priorytetowym wsparciem objęto rodziny wielodzietne oraz rodziców samotnie wychowujących dzieci. Doszły nowe narzędzia: pożyczka na kształcenie i dofinansowanie zatrudnienia osób w wieku emerytalnym. Stypendium stażowe wzrosło ze 120 do 160 procent zasiłku dla bezrobotnych. Uproszczono też procedury obsługi klientów – biurokracja miała ustąpić miejsca sprawniejszej, skuteczniejszej pomocy.
Pracownicy urzędów zabrali się do roboty. Uczyli się nowych procedur, sięgali po nowe instrumenty, starali się jak najszybciej zamienić zmienione przepisy w realne wsparcie dla klientów. Kilka miesięcy intensywnej pracy, nowe możliwości, rosnąca liczba klientów – a potem uderzenie z zupełnie nieoczekiwanej strony. Rząd ogłosił, że na aktywizację bezrobotnych i wspieranie zatrudnienia u pracodawców przeznaczy w 2026 roku radykalnie mniej pieniędzy. Bez wcześniejszych sygnałów i bez uzgodnienia ze służbami zatrudnienia.
Urzędy Pracy do likwidacji? Ponad półtora miliarda złotych mniej przy rosnącym bezrobociu
W 2025 roku rząd przeznaczył z Funduszu Pracy na programy promocji zatrudnienia i aktywizacji zawodowej ponad 3,65 miliarda złotych. W budżecie na rok 2026 zaplanowano na ten cel niespełna 2,15 miliarda złotych. Różnica wynosi ponad 1,5 miliarda złotych, czyli cięcie przekraczające 41 procent. Tak drastycznej redukcji w tej pozycji budżetowej nie było od lat.
Wszystko to w chwili, gdy bezrobocie w Polsce rośnie dziewiąty miesiąc z rzędu. W lutym 2026 roku szacowana stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła 6,1 procent – o 0,1 punktu procentowego więcej niż miesiąc wcześniej. W rejestrach urzędów widniało 956,2 tysiąca osób bezrobotnych, czyli o ponad 22 tysiące więcej niż w styczniu. Więcej ludzi potrzebujących pomocy, mniej pieniędzy na jej udzielenie.
Jak to wygląda na poziomie konkretnego powiatu, pokazuje przykład zawarty w interpelacji poselskiej złożonej przez posłankę Koalicji Obywatelskiej Monikę Wielichowską. Do jej biura wpłynęło pismo Wojewódzkiego Konwentu Dyrektorów Powiatowych Urzędów Pracy z opisem dramatycznej sytuacji. Powiat świdnicki w 2025 roku dysponował środkami Funduszu Pracy w wysokości blisko 7,6 miliona złotych.
Na 2026 rok otrzymał zaledwie 1,67 miliona złotych – spadek o 78 procent. Jednocześnie zobowiązania z ubiegłego roku, wymagające kontynuacji wsparcia w roku bieżącym, przekroczyły ten limit. Ministerstwo uzupełniło brakującą kwotę z rezerwy, ale na bieżącą aktywizację zostało zero złotych. Dyrektorzy piszą wprost, że takiej sytuacji nie było od 1990 roku – od początku istnienia publicznych służb zatrudnienia w Polsce.
Dyrektorka urzędu pracy w Warszawie Monika Fedorczuk tłumaczy, dlaczego żadna ministerialna rezerwa nie rozwiązuje problemu: nawet jeśli rząd uruchomi dodatkowe środki, tegoroczne kwoty i tak nie zbliżą się do zeszłorocznych. Większa liczba bezrobotnych przy mniejszym budżecie oznacza, że mniejszy odsetek potrzebujących otrzyma w tym roku jakiekolwiek finansowe wsparcie. Fedorczuk od samego początku alarmuje i apeluje o zwiększenie środków, mając w tym poparcie Związku Powiatów Polskich.
Fundusz Pracy jako skarbonka do różnych celów
Małgorzata Stafijowska, dyrektorka Powiatowego Urzędu Pracy w Ostrowcu Świętokrzyskim i przewodnicząca Ogólnopolskiego Konwentu Dyrektorów Powiatowych Urzędów Pracy, ocenia sytuację równie krytycznie. Jej zdaniem brak środków przełoży się przede wszystkim na wyraźne zmniejszenie liczby osób objętych formami wsparcia – w tym tymi, które właśnie wprowadzono na mocy nowych przepisów. Przyznaje gorzko, że decyzja o cięciach podcięła motywację pracownikom urzędów, bo ci od miesięcy intensywnie wdrażali nowe narzędzia i liczyli na realne efekty.
Konwent Dyrektorów przekazał swoje stanowisko do wielu instytucji, w tym do ministerstwa. W oficjalnym piśmie dyrektorzy ocenili, że plany finansowe Funduszu Pracy na 2026 rok każą poważnie zastanowić się, czy walka z bezrobociem nie staje się działaniem pozorowanym. Wskazali konkretne konsekwencje redukcji: spowolnienie aktywizacji osób pozostających poza rynkiem pracy, mniejsze wsparcie dla małych i średnich przedsiębiorstw, obniżenie skuteczności działań w regionach o niskim popycie na pracę oraz osłabienie zdolności do przeciwdziałania dezaktywizacji zawodowej wynikającej ze zmian demograficznych.
Monika Fedorczuk opisuje, jak urzędy próbują radzić sobie w tej sytuacji. Skupiają się na osobach bezrobotnych jako priorytetowych klientach, jednocześnie ograniczając pomoc dla poszukujących pracy czy seniorów w wieku emerytalnym. Zaostrzają kryteria przy rozpatrywaniu wniosków o dotacje na działalność gospodarczą. Skracają czas trwania staży – zamiast maksymalnych sześciu miesięcy oferują trzy. Generalnie trwa polowanie na oszczędności wszędzie tam, gdzie jest to choć trochę możliwe.
Nasuwa się pytanie: skąd te braki, skoro Fundusz Pracy zasilają składki pracodawców odprowadzane od wynagrodzeń pracowników, a wynagrodzenia w Polsce systematycznie rosną i pracujących jest wciąż wielu? Fedorczuk wyjaśnia, że to efekt wieloletniej polityki traktowania Funduszu Pracy jako rezerwowego źródła finansowania rozmaitych celów. Z tego funduszu przez lata opłacano staże lekarzy i położnych, zasiłki pogrzebowe, a część środków pochłonął Fundusz Solidarnościowy.
W rezultacie pieniędzy na właściwy cel – aktywizację bezrobotnych – jest coraz mniej, mimo że składki wpływają regularnie i powinny tworzyć solidną podstawę finansową. Krytycznie sytuację ocenia też Związek Rzemiosła Polskiego, który wskazuje, że cięcia mogą szczególnie mocno uderzyć w instrumenty wspierające pracodawców prowadzących przygotowanie zawodowe młodocianych pracowników.
Rzemiosło w dużej mierze korzysta z mechanizmów współfinansowanych z Funduszu Pracy – stąd ZRP, wraz ze stroną pracowników i pracodawców w Radzie Dialogu Społecznego, przyjął uchwałę wyrażającą poważne obawy co do planu wydatków na 2026 rok i zaapelował o jego korektę. Szczególne obawy dotyczą instrumentów służących kształceniu młodocianych pracowników, na których rzemiosło opiera znaczną część swojej działalności. Wszystkie strony dialogu społecznego są w tej kwestii jednomyślne: ta decyzja wymaga pilnej korekty. Na razie jednak rząd nie zmienił swojego stanowiska.
Źródło: pulshr.pl

