Nikt się tego nie spodziewał po koalicji, która obejmowała władzę z hasłami troski o obywateli. A jednak – statystyki są nieubłagane, a społeczny niepokój narasta z tygodnia na tydzień. Coraz więcej Polaków traci pracę, coraz więcej rodzin staje przed trudnymi wyborami, a z ust rządzących nie padają żadne słowa dające nadzieję na realną odpowiedź. Eksperci kręcą głowami, a część komentatorów nie kryje zdumienia skalą politycznej bierności.
Coraz więcej Polaków traci pracę, coraz więcej rodzin staje przed trudnymi wyborami
To nie jest kryzys, który pojawił się nagle, z dnia na dzień. Trend wzrostowy bezrobocia trwa nieprzerwanie od lata 2025 roku i każdy kolejny miesiąc przynosi gorsze dane. Mimo to temat ten w mediach przychylnych rządzącej ekipie traktowany jest jak nieproszony gość, którego najlepiej jak najszybciej wyprowadzić za drzwi. Zamiast alarmów i analiz pojawiają się kolejne spektakularne ogłoszenia, nowe zespoły, nowe inicjatywy mające zająć uwagę opinii publicznej. Ten mechanizm nie jest nowy, ale dziś działa ze szczególną bezwzględnością.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że rządzący są przekonani, iż da się tę sprawę przeczekać i przykryć czymś bardziej emocjonującym. Historia uczy jednak, że problemy rynku pracy – gdy zostaną zignorowane – potrafią narastać z dramatyczną prędkością i odbić się bardzo boleśnie zarówno na społeczeństwie, jak i na politycznej przyszłości tych, którzy przez długi czas woleli nie dostrzegać powagi sytuacji.
Rekordowe liczby, cięcia budżetu i milczenie władzy
Dane opublikowane przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej nie pozostawiają złudzeń. W lutym 2026 roku stopa bezrobocia rejestrowanego w Polsce sięgnęła 6,0 procent – o 0,3 punktu procentowego więcej niż w grudniu 2025 roku i aż o 0,6 punktu procentowego więcej niż rok wcześniej. To najwyższy wynik od czasu pandemicznego szczytu. Za tym wskaźnikiem kryją się konkretni ludzie – liczba zarejestrowanych bezrobotnych przekroczyła 934 tysiące, wzrastając o blisko 47 tysięcy w ciągu jednego miesiąca i o ponad 100 tysięcy od momentu, gdy obecna koalicja objęła władzę.
Liczba bez pracy zbliża się do symbolicznego miliona, a główne redakcje sprzyjające rządowi zachowują wyjątkowy spokój. Część komentatorów zjadliwie przypomina, że Donald Tusk w czasach opozycji mobilizował zwolenników na Marsz Miliona Serc – dziś ta sama liczba nabiera zupełnie innego, dużo smutniejszego wymiaru. Co istotne, nie można mówić o typowym, sezonowym wahaniu statystyk – od maja 2025 do stycznia 2026 roku bezrobocie rejestrowane wzrosło o pełny punkt procentowy. A rok 2025 przyniósł rekordową od osiemnastu lat liczbę zwolnień grupowych: niemal 97,6 tysiąca etatów zlikwidowanych w ramach restrukturyzacji.
Na tym jednak historia się nie kończy – i to właśnie ten fragment jest najbardziej zatrważający. Budżet Funduszu Pracy przeznaczony na programy aktywizacji zawodowej i szkolenia został w 2026 roku okrojony o niemal 40 procent w porównaniu z rokiem poprzednim – przy jednoczesnym rekordowym poziomie wpływów do funduszu. Zamiast inwestować w walkę z bezrobociem, rząd odcina narzędzia, które mogłyby tę walkę wspierać.
Tymczasem premier ogłasza z wielką pompą powołanie zespołu do badania polskich wątków afery Epsteina. Dziennikarz Krzysztof Stanowski w swojej prześmiewczej formie odtworzył mechanizm stojący za podobnymi decyzjami: szukanie tematu zastępczego zdolnego przykryć to, co niewygodne. Mechanizm ten publicysta Łukasz Warzecha ochrzcił niegdyś mianem „przemysłu przykrywkowego” – i wszystko wskazuje na to, że fabryka pracuje dziś pełną parą.
Koalicja bez pomysłu, lewica bez lewicowości
Dlaczego żadna z partii tworzących rządzącą koalicję nie podnosi alarmu? W przypadku Koalicji Obywatelskiej i środowiska skupionego wokół Platformy Obywatelskiej odpowiedź jest w pewnym sensie najbardziej logiczna. Dla tej formacji rosnące bezrobocie nigdy nie stanowiło palącego problemu społecznego. Wręcz przeciwnie – w środowiskach biznesowych blisko związanych z liberalnym zapleczem KO wyższy poziom bezrobocia bywał niekiedy postrzegany jako narzędzie dyscyplinujące pracowników i osłabiające pozycję związków zawodowych. Brak reakcji ze strony tej partii – choć brzmi to ponuro – nie jest zaskoczeniem.
Polska 2050 pod nowym kierownictwem Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz pozostaje w wyraźnym konflikcie z większym koalicjantem, jednak konflikt ten ma charakter bardziej personalny niż programowy. W kwestiach społecznych i gospodarczych obie formacje trudno od siebie odróżnić. PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza pokonał długą drogę ideową – od partii, która wiedziała, czego chce i kogo reprezentuje, do ugrupowania, które samo zdaje się dziś nie wiedzieć, co chce zaoferować swoim wyborcom.
Analitycy wskazują, że wyraźnie widać jedynie to, komu PSL zamierza coś zabrać – nie to, co zamierza dać. Najbardziej skomplikowana – przynajmniej z pozoru – pozostaje sytuacja Nowej Lewicy. Agnieszka Dziemianowicz-Bąk w opozycji mówiła wprost o fałszywej, opiekuńczej twarzy prawicy i podważała jej wiarygodność w sprawach społecznych. Dziś sama firmuje koalicję, która tnie środki na aktywizację bezrobotnych.
Na tle pozostałych ministrów z Nowej Lewicy uchodzi za osobę najbardziej zaangażowaną w pracę własnego resortu – co jednak nie jest specjalnie budującą oceną, skoro efekty tej pracy oceniane są jako poniżej przeciętnej. Lider Nowej Lewicy Włodzimierz Czarzasty, obejmując funkcję marszałka Sejmu, nie zarysował żadnej lewicowej agendy legislacyjnej ani nie zapowiedział projektów ważnych dla elektoratu wrażliwego społecznie.
Rachunek, który wystawią Polacy. Kiedy?
Swoje polityczne przesłanie zredukował do demonstracyjnej lojalności wobec KO i jej lidera oraz do ataków na prezydenta Karola Nawrockiego. Komentatorzy wskazują, że dużo bardziej niż rola szefa lewicy interesuje go pozycja nieformalnego zastępcy Tuska w antypisowskim obozie. Polityczne zaloty marszałka zostały dostrzeżone przez środowisko Silnych Razem – skupiająca radykalnych zwolenników obecnej ekipy organizacja od miesięcy postuluje powołanie ugrupowania, które strzegłoby twardego antypisizmu jako głównej osi polityki liberalnego obozu.
Związana z tym środowiskiem dziennikarka Eliza Michalik publicznie wyraziła nadzieję na prezydencką przyszłość Czarzastego. Brak reakcji koalicji rządzącej na rosnące bezrobocie wpisuje się w szerszy, niepokojący obraz. Obok statystyk rynku pracy narastają problemy zamykanych szpitali i likwidowanych oddziałów porodowych – w kraju zmagającym się z głębokim kryzysem demograficznym. To, że za tę politykę odpowiada PSL, powołujące się na chadecką troskę o spójność społeczną, czy Nowa Lewica, deklaratywnie wrażliwa na los zwykłych ludzi, mówi wiele o kondycji obu tych formacji.
Ignorowanie alarmujących wskaźników, cięcie narzędzi aktywizacji zawodowej i produkowanie kolejnych PR-owych przykrywek zamiast realnych działań – to strategia, która za kilka kwartałów może przynieść konsekwencje trudne do odwrócenia. Problem w tym, że zanim rządzący odczują polityczny koszt swojej bezczynności, społeczną cenę za brak działań płacić będzie musiała coraz większa liczba Polaków. Ani władza, ani sprzyjające jej media nie wydają się tym faktem nadmiernie przejęte.
Źródło: tysol.pl, Business Insider


