Gdy chirurdzy nie mogą operować, bo szpital nie ma niecałych trzech tysięcy złotych na serwis aparatu, coś w systemie pękło. Szpital nr 1 w Bytomiu od dawna tonie w długach, ale wciąż przyjmuje każdego pacjenta. To, co wydarzyło się ostatnio na oddziale chirurgii, odsłania dramatyczną skalę problemów.
Lekarze i pacjenci złożyli się na naprawę sprzętu. Tak wygląda dziś polska służba zdrowia
Marek Kiełb trafił na oddział z gruczolakiem jelita grubego wykrytym podczas kolonoskopii. Lekarze musieli wyciąć fragment jelita. Po dwóch dodatkowych dniach w szpitalu pacjent stanął na nogi. On sam czuł ulgę, ale za kulisami tego zabiegu sytuacja wyglądała zupełnie inaczej.
Oddział chirurgii ogólnej borykał się z tak poważnymi kłopotami finansowymi, że personel sam musiał zadbać o sprawność bloku operacyjnego. Dr Marek Rudzki, kierownik oddziału, mówił wprost, że bez elektrokoagulacji blok operacyjny można traktować jak zamknięty. Dlatego pracownicy wzięli sprawy we własne ręce i oddolnie zebrali fundusze na przegląd aparatu do diatermii.
Kwota, o którą chodziło, brzmi jak ponury żart. Przegląd techniczny aparatu do diatermii, podstawowego narzędzia chirurgicznego do cięcia tkanek i tamowania krwawień, kosztował 2250 złotych brutto. Pieniądze pomogło zebrać stowarzyszenie „Laparoskop”. Prof. dr Jerzy Arendt z tego stowarzyszenia wskazywał, że większość wyposażenia oddziału, od mebli po lodówki, należy właśnie do tej organizacji.
Placówka leczy ponad limit i zadłuża się po uszy
Szpital nr 1 w Bytomiu ma 60 milionów złotych długu. Dyrektorka Kinga Wieczorek tłumaczyła to narastającymi kosztami, od ustawowych podwyżek wynagrodzeń po rosnące ceny paliw. Miasto dokłada się do szpitala, w ubiegłym roku wpłaciło trzy miliony złotych, a w bieżącym już pięć milionów. Mimo to sytuacja pozostaje krytyczna.
Małgorzata Węgiel-Wnuk z bytomskiego magistratu zaznaczała, że szpital nr 1 nigdy nie odsyła pacjentów, nawet po wyczerpaniu ryczałtu z NFZ. Każdy chory otrzymuje pomoc niezależnie od stanu konta placówki. Szlachetna postawa, która jednak pogłębia finansową przepaść.
Dyrekcja zapewnia, że sytuacja z przeglądem opłacanym z kieszeni personelu ma się nie powtórzyć. Pieniądze na serwisy sprzętu medycznego mają pochodzić z budżetu szpitala. Jak ta obietnica wytrzyma zderzenie z 60-milionowym zadłużeniem, to już zupełnie inna sprawa.
Źródło: katowice.tvp.pl


