Majowy długi weekend kusi wyjazdami w piękne, pozornie bezpieczne zakątki Polski. Tam, gdzie kończy się znany szlak, zaczyna się teren, o którym wielu turystów nie ma pojęcia. A właśnie tam łatwo o bardzo kosztowną pomyłkę.
Majówka może skończyć się mandatem
Góry, rzeki i malownicze lasy przyciągają rodziny z dziećmi, grupy znajomych i pasjonatów fotografii. Pogoda zachęca, plecaki już spakowane, a aplikacje w telefonach prowadzą dokładnie tam, gdzie turysta chce dotrzeć. Problem w tym, że mapa nie zawsze mówi całej prawdy. Są miejsca, w których jeden krok w nieodpowiednią stronę zmienia przyjemny spacer w spotkanie z mundurowymi.
Strażnicy nie są w takich sytuacjach pobłażliwi i coraz częściej wręczają mandaty prosto na leśnej ścieżce. Kto dopiero planuje trasę na majówkę, powinien zatrzymać się na chwilę i przeczytać ten tekst do końca. Bo za błąd, który turyści popełniają niemal każdego dnia, trzeba słono zapłacić. A liczba przyłapanych rośnie z tygodnia na tydzień.
Za to zdjęcie można dostać mandat. Patrole nie odpuszczają
Funkcjonariusze Straży Granicznej od kilku tygodni obserwują wyraźny wzrost liczby osób, które zapuszczają się w miejsca z wyraźnym zakazem wstępu. Wiele z tych osób w ogóle nie zdaje sobie sprawy, że przekracza jakąkolwiek granicę przepisów. Telefon z mapą robi swoje. Wystarczy zobaczyć na ekranie cienką linię oddzielającą dwa państwa i od razu rośnie pokusa, żeby stanąć dokładnie na niej.
Dla wielu turystów to niewinne, dla prawa zdecydowanie nie. Najwięcej takich przypadków notuje się na Podkarpaciu. Tamtejsza granica od miesięcy wymaga szczególnego nadzoru, a patrole pracują właściwie bez przerwy. Ciekawość turystów regularnie krzyżuje się z codzienną służbą funkcjonariuszy.
Sami tylko w Bieszczadach od początku kwietnia zatrzymano osiem osób, które weszły na zakazany teren. Jak informuje Bieszczadzki Oddział Straży Granicznej, w rejonie Czarnej Górnej niedawno wpadła w ręce patrolu pięcioosobowa grupa. Mieli nadzieję obejrzeć z bliska granicę polsko-ukraińską i zrobić sobie pamiątkowe zdjęcia.
Mandat za zdjęcie przy słupku granicznym. Pamiątka droższa niż nocleg z wyżywieniem
I teraz najważniejsze. Za popularne zdjęcie przy słupku granicznym albo stanięcie na samej linii oddzielającej dwa kraje grozi kara w wysokości 500 złotych. Mandat wystawiany jest na miejscu, od ręki. Taki czyn formalnie oznacza wejście na pas drogi granicznej, a przepisy traktują to bardzo poważnie. Straż Graniczna nie bawi się w upomnienia, bo chodzi o bezpieczeństwo państwa i pracę funkcjonariuszy.
Mundurowi dysponują kamerami i nowoczesnym sprzętem obserwacyjnym, więc zauważą nawet kogoś przekonanego, że jest sam w lesie. Na całym Podkarpaciu obowiązuje całkowity zakaz wchodzenia na ten pas ziemi. Wyjątek stanowią wyłącznie oznaczone szlaki turystyczne przebiegające w pobliżu granicy. Wszędzie poza nimi obowiązuje jedna zasada: ani kroku dalej.
Dla wielu turystów 500 złotych to więcej niż koszt noclegu z wyżywieniem. Zdjęcie robi się w sekundę, mandat zostaje na dłużej. Warto pamiętać o tym, zanim ktoś ruszy w stronę charakterystycznego biało-czerwonego słupka.
Szlak turystyczny a pas graniczny, czyli jak bezpiecznie zwiedzać pogranicze?
Nikt nie chce psuć nikomu urlopu, a sami strażnicy podkreślają, że zwiedzanie okolic granicy nadal jest możliwe. Wystarczy zachować zdrowy rozsądek i trzymać się oznaczeń. Kluczem jest rozróżnienie dwóch rzeczy. Szlak turystyczny to wytyczona trasa z oznakowaniem, a pas drogi granicznej to wąski pas tuż przy linii państwa, często zaorany albo dokładnie wykoszony. Na ten drugi nie wolno wchodzić nawet na moment.
Przed wyjazdem w Bieszczady warto więc zajrzeć na stronę Straży Granicznej i sprawdzić komunikaty. Dobrym pomysłem jest też pytanie lokalnych przewodników, bo oni najlepiej wiedzą, gdzie można legalnie podejść pod słupek, a gdzie nie. Przed majówką i wakacjami na szlakach robi się naprawdę tłoczno. Chwila nieuwagi albo zwykłe zmęczenie potrafią skierować stopy w złe miejsce. Kto patrzy na tablice i słucha wskazówek, wróci z wycieczki tylko ze zdjęciami i dobrymi wspomnieniami, a nie z mandatem w kieszeni.


