Polski system ochrony zdrowia znalazł się na niebezpiecznym zakręcie. Narodowy Fundusz Zdrowia zmienia reguły gry dla placówek medycznych w całym kraju. Konsekwencje tych decyzji mogą odczuć miliony pacjentów, którzy już teraz miesiącami czekają na wizytę u specjalisty. Na horyzoncie rysuje się scenariusz, którego nikt nie chciałby doświadczyć na własnej skórze.
Fundusz szuka miliardów w kieszeniach szpitali
Problemy finansowe NFZ narastały od lat, ale dopiero teraz przybrały formę konkretnych cięć. Na Fundusz nałożono dodatkowe obowiązki, na które składka zdrowotna nie wystarcza. Koszty procedur medycznych rosną wraz z postępem technologicznym i podnoszeniem standardów leczenia. Coraz więcej świadczeń ma charakter nielimitowany, co sprawia, że planowanie budżetu przy stałych wpływach przypomina układanie puzzli bez kilku elementów.
Wiceprezes NFZ Jakub Szulc tłumaczył na łamach Medonetu, że dotychczasowy system kwartalnych rozliczeń generował napięcia, bo informacje o przekroczonych limitach docierały z opóźnieniem. Fundusz tracił kontrolę nad przepływem pieniędzy. Nowe zasady mają temu zaradzić. Lecznice patrzą na nie jednak z rosnącym niepokojem.
Szulc przekonywał, że obecna strategia NFZ polega na kierowaniu pieniędzy tam, gdzie dają one największy efekt zdrowotny. Większe wydatki na świadczenia bez limitów nie zawsze oznaczają lepszą dostępność ani krótsze kolejki, zwłaszcza w specjalistyce ambulatoryjnej. To brzmi rozsądnie na papierze. Gorzej wypada w konfrontacji z codziennością pacjentów czekających tygodniami na tomografię.
Wiceprezes Funduszu wskazywał, że działania NFZ mają dwa cele: racjonalizację wydatków oraz naprawienie skutków decyzji sprzed lat, które obciążyły system bez zapewnienia finansowania. W praktyce oznacza to przesuwanie pieniędzy wewnątrz tego samego budżetu. To nie rozwiązuje problemu niedoboru środków. Szpitale potrzebują konkretnej pomocy, nie księgowych przesunięć.
Zaćma i diagnostyka na celowniku oszczędności
NFZ zmienia zasady rozliczania operacji zaćmy wykonywanych ponad przyznane limity. Dotychczas szpitale dostawały za nie pełną kwotę. Teraz Fundusz nie pokryje stu procent kosztów zabiegów nadlimitowych, a wypłaty nastąpią dopiero pod koniec roku. Wcześniej analogiczne ograniczenia dotknęły diagnostykę endoskopową i obrazową w poradniach.
Szpitale wykonujące badania ponad kontrakt mogą liczyć zaledwie na 50-60 procent zwrotu kosztów. Pieniądze trafiają na ich konta z nawet rocznym poślizgiem. Dla wielu mniejszych placówek to cios, z którego trudno się podnieść. Dyrektorzy mówią wprost, że nie stać ich na dokładanie z własnych budżetów.
Szacunki mówią o oszczędnościach rzędu trzech miliardów złotych rocznie. To wciąż kropla w morzu potrzeb, bo luka finansowa w systemie sięga 13-14 miliardów złotych. NFZ łata dziury, ale materiału na łatki zaczyna brakować. Nowe zasady rozliczeń tej przepaści nie zasypią.
Szulc nie ukrywał, że doraźne cięcia nie wystarczą. Potrzebna jest przebudowa systemu ze znacznie większym naciskiem na profilaktykę i wzmocnienie podstawowej opieki zdrowotnej. Takie reformy wymagają lat i pieniędzy, których teraz nie ma. Szpitale potrzebują ratunku tu i teraz.
„Czarny tydzień” w szpitalach powiatowych
Szpitale powiatowe odpowiedziały na nowe zasady akcją protestacyjną „Czarny tydzień”. Dyrektorzy zapowiedzieli ograniczenie wykonywania badań ponad limity kontraktowe. Protest ma na razie charakter symboliczny, z materiałami informacyjnymi w placówkach i lokalnymi akcjami personelu. Ale jego przesłanie trudno zignorować.
Przedstawiciele szpitali ostrzegają, że ograniczenie nadwykonań przełoży się na gwałtowny wzrost czasu oczekiwania. W niektórych przypadkach kolejki mogą sięgnąć 2027 roku. Lekarze alarmują, że opóźniona diagnostyka obniża skuteczność leczenia i zagraża zdrowiu pacjentów. Brak szybkiego rozpoznania choroby potrafi zmienić rokowania z dobrych na dramatyczne.
Sytuację pogarsza zadłużenie szpitali powiatowych, których łączne zobowiązania przekraczają miliard złotych. Setki placówek zalegają ze składkami na ubezpieczenia społeczne i balansują na krawędzi płynności finansowej. Organizacje zrzeszające lecznice biją na alarm: bez szybkich zmian nawet co trzecia placówka może zostać zamknięta jeszcze w tym roku. Pacjenci, którzy już mają problem z dostępem do lekarza, mogą go wkrótce stracić całkowicie.


