Sprawa brutalnego ataku na byłego ministra zdrowia weszła w nową fazę. Choć wielu spodziewało się rozpoczęcia procesu, sąd podjął decyzję, która może wpłynąć na dalszy bieg postępowania. Strony otrzymały szansę na rozwiązanie sporu poza salą rozpraw.
Sąd zatrzymał proces po pobiciu Adama Niedzielskiego. Niespodziewana decyzja w głośnej sprawie
Wtorkowa rozprawa przed Sądem Okręgowym w Siedlcach miała otworzyć proces dotyczący pobicia byłego ministra zdrowia Adama Niedzielskiego. Ostatecznie jednak nie doszło nawet do odczytania aktu oskarżenia. Sąd zdecydował o skierowaniu sprawy do mediacji. Na takie rozwiązanie zgodę wyraziły wszystkie strony postępowania.
Mediacja stanowi dobrowolną formę rozwiązywania sporów przy udziale bezstronnej osoby. Jej celem jest umożliwienie stronom wypracowania porozumienia. Nie oznacza to automatycznego zakończenia sprawy karnej. Ewentualna ugoda może jednak zostać uwzględniona przez sąd podczas wydawania wyroku.
Kolejny termin rozprawy wyznaczono na 30 września. Do tego czasu strony będą mogły podjąć próbę osiągnięcia porozumienia. Wynik mediacji może mieć znaczenie dla dalszego przebiegu postępowania. Ostateczne decyzje nadal pozostaną jednak w gestii sądu.
Sprawa od początku budzi duże zainteresowanie opinii publicznej. Dotyczy bowiem byłego szefa resortu zdrowia i okoliczności, które śledczy uznali za szczególnie poważne. Teraz uwaga skupia się na tym, czy mediacja przyniesie oczekiwane rezultaty.
Wieczór, który zakończył się atakiem
Do zdarzenia doszło 27 sierpnia 2025 roku w centrum Siedlec. Adam Niedzielski opuszczał wtedy restaurację Brofaktura w towarzystwie znajomych. Według jego relacji dwóch mężczyzn podeszło do niego tuż po wyjściu z lokalu. Najpierw mieli upewnić się, że rozmawiają z byłym ministrem zdrowia.
Niedzielski opisywał później, że rozmowa początkowo sprawiała wrażenie niewinnej. Mężczyźni mieli poprosić go o autograf. Chwilę później sytuacja gwałtownie się zmieniła. Były minister został uderzony pięścią w twarz.
Po pierwszym ciosie spadły mu okulary. Gdy próbował je podnieść, został kopnięty i przewrócił się na ziemię. Następnie napastnicy mieli zadawać kolejne kopnięcia. Całe zdarzenie rozegrało się w bardzo krótkim czasie.
Według relacji Niedzielskiego podczas ataku miały paść także groźby i okrzyki o charakterze politycznym. Okoliczności te zostały później objęte postępowaniem prowadzonym przez śledczych. Na miejsce skierowano służby ratunkowe oraz policję.
Świadkowie potwierdzili przebieg zajścia
Relacje świadków były zbieżne z opisem przedstawionym przez byłego ministra. Jeden z nich wskazywał, że mężczyźni najpierw popchnęli Niedzielskiego. Kiedy upadł, został kopnięty. Chwilę później sprawcy oddalili się z miejsca zdarzenia.
Na miejscu pojawiły się dwie karetki pogotowia oraz policyjne patrole. Według świadków działania funkcjonariuszy trwały około trzech godzin. Policjanci zabezpieczali materiał dowodowy i ustalali przebieg wydarzeń. Sprawa szybko trafiła do dalszego postępowania.
Jeszcze tego samego dnia udało się ustalić osoby podejrzewane o udział w ataku. Byli to dwaj mieszkańcy Siedlec. Po pewnym czasie sami zgłosili się na policję. To zakończyło ich krótką ucieczkę po zdarzeniu.
Badania wykazały, że obaj znajdowali się pod wpływem alkoholu. Każdy z nich miał w organizmie ponad dwa promile. Podczas przesłuchań przyznali się do winy. Jednocześnie twierdzili, że nie pamiętają dokładnego przebiegu zajścia.
Poważne zarzuty i realna groźba więzienia
Na początku stycznia 2026 roku prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia. Aleksander B. i Rafał G. odpowiedzą za wspólne pobicie byłego ministra zdrowia. Śledczy zarzucają im również narażenie pokrzywdzonego na niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. W akcie oskarżenia znalazł się także wątek gróźb pozbawienia życia.
Prokuratura uznała, że działanie oskarżonych miało charakter występku chuligańskiego. Taka kwalifikacja prawna podkreśla wagę zarzucanych czynów. Ostateczna ocena należy jednak do sądu. To on rozstrzygnie o odpowiedzialności mężczyzn.
Za zarzucane przestępstwa grozi kara od trzech miesięcy do siedmiu i pół roku pozbawienia wolności. Wysokość ewentualnego wyroku będzie zależała od wielu okoliczności. Znaczenie mogą mieć zarówno ustalenia procesu, jak i rezultat rozpoczętej mediacji.
Najbliższe tygodnie pokażą, czy strony wykorzystają szansę daną przez sąd. Na razie postępowanie weszło w etap, którego niewielu obserwatorów spodziewało się na początku rozprawy. Wszystko wskazuje na to, że kluczowe decyzje zapadną dopiero jesienią.


