Wystarczy pierwszy naprawdę ciepły weekend, by w głowach milionów Polaków zaczęły kiełkować te same obrazy: szum fal, zapach grillowanej ryby z nadmorskiej tawerny i słońce, które przez cały dzień nie chowa się za chmurami. Zagraniczny urlop od lat zajmuje czołowe miejsce na liście najpilniej pielęgnowanych marzeń mieszkańców kraju nad Wisłą. Pytanie, które wraca z każdą wiosną, brzmi jednak inaczej niż dekadę temu. Dziś dotyczy już nie tego, dokąd pojechać, lecz czy przeciętny portfel w ogóle wytrzyma taki wyjazd.
Pięć kierunków, do których Polacy ciągną najchętniej
Lato kojarzy się większości rodaków z południem Europy, a wybór pada zwykle na te same destynacje. Na szczycie listy od lat utrzymują się Hiszpania, Włochy, Grecja, Chorwacja oraz Turcja. To właśnie te kraje najczęściej przewijają się w rankingach popularności i w wyszukiwarkach internetowych. Analitycy uznali je za reprezentatywny obraz tego, gdzie marzą o spędzeniu urlopu polskie rodziny.
Dane Google z 2025 roku potwierdzają tę intuicję dość jednoznacznie. Najwięcej zapytań o wakacyjne wyjazdy dotyczyło Hiszpanii, Włoch i Grecji, a w pierwszej dziesiątce zmieściły się również Turcja i Chorwacja. Internauci z Polski zostawiają więc cyfrowy ślad swoich planów na długo przed spakowaniem walizek. Wyszukiwarka okazuje się tu nieoczekiwanie wiarygodnym barometrem nastrojów.
Podobny obraz wyłania się z badania pracowni Pollster. Największe zainteresowanie deklarowali ankietowani wybierający się do Grecji, którą wskazało 16 procent badanych. Tuż za nią uplasowały się Włochy oraz Hiszpania, obie po 13 procent. W rankingu Polskiej Izby Turystyki to akurat Turcja zajęła pierwsze miejsce, choć w sieci wyraźnie dominuje śródziemnomorski wybór z południa kontynentu.
Te rozbieżności tylko potwierdzają, że cała piątka trzyma się blisko siebie w czołówce. Niezależnie od metody liczenia, ci sami faworyci wracają niczym refren. Dlatego zestawienie objęło wszystkie te kierunki, bez faworyzowania któregokolwiek z nich. Dopiero takie ujęcie pozwala porównać ceny na tych samych zasadach.
Jak liczono koszty wymarzonego wyjazdu?
Autorzy analizy nie opierali się na przeczuciach, lecz na konkretnych ofertach z polskiego rynku. Przeszukali popularne portale rezerwacyjne, w tym Itakę, Urlop.pl oraz Rainbow, w poszukiwaniu realnych pakietów na sezon. Do obrazu cen dołożyli dane GUS i Eurostatu o zarobkach oraz kursy walut Narodowego Banku Polskiego. Wszystkie wartości pochodzą z końca maja 2026 roku, więc oddają rynek tuż przed szczytem sezonu.
Modelowy scenariusz zakłada siedmiodniowy wyjazd latem 2026 roku dla dwojga dorosłych. Ceny przelotów zaczerpnięto z porównywarki Skyscanner, korzystając z obowiązujących promocji. Najtaniej wypadały loty do Włoch, gdzie bilet w obie strony zaczynał się od około 127 złotych za osobę. Niewiele drożej prezentowała się Chorwacja z ceną od 131 złotych, podczas gdy Hiszpania startowała od 236, a Grecja od 286 złotych.
Najdroższy okazał się przelot do Turcji, gdzie za bilet w dwie strony trzeba było zapłacić od 633 złotych za osobę. Koszty hoteli w standardzie trzy i cztery gwiazdki oszacowano na podstawie gotowych ofert biur podróży za siedem noclegów. Wydatki na posiłki i atrakcje oparto na lokalnych cennikach z poszczególnych krajów. Podstawowe ubezpieczenie turystyczne na tydzień przyjęto na poziomie około 47 złotych od osoby, czyli mniej więcej setkę dla pary.
Każdy wariant rozbito na te same kategorie, żeby porównanie miało sens. Pod lupę trafiły przelot, nocleg, wyżywienie, lokalne transfery, bilety wstępu oraz polisa. Suma tych pozycji utworzyła koszt całkowity netto pojedynczego wyjazdu. Tak przygotowany rachunek można było zestawić z przeciętną pensją w Polsce.
Założenia, bez których liczby nic nie mówią
Punktem wyjścia stał się typowy sezon letni, rozciągnięty od czerwca do września 2026 roku. Tam, gdzie brakowało precyzyjnych danych, autorzy przyjmowali przybliżone wartości charakterystyczne dla tego okresu. Ceny hoteli podawano zwykle w złotówkach, a kwoty wyrażone w euro przeliczano po kursie NBP z 31 maja 2026 roku. Tego dnia za euro płacono około 4,39 złotego, za lirę turecką 0,15 złotego, a za kunę chorwacką 0,58 złotego.
Transport ograniczono do lotów w obie strony, pomijając podróż pociągiem jako rzadko wybieraną na tych trasach. W kwestii jedzenia przyjęto trzy posiłki dziennie spożywane w restauracjach i lokalnych knajpkach. Dla pary oznaczało to wydatek rzędu 150 do 200 złotych dziennie. Dla porównania w Grecji samo danie główne kosztowało od 38 do 85 złotych od osoby, do czego dochodziły jeszcze napoje.
Osobną pozycję stanowiły atrakcje turystyczne, których ceny potrafią zaskoczyć. Wstęp na ateński Akropol wyceniono na 30 euro, czyli mniej więcej 128 złotych, a bilet do toruńskiego Muzeum Kopernika na około 5 euro. Dla uproszczenia założono, że para wyda na kilka takich atrakcji od 300 do 400 złotych. Gdy brakowało oferty hotelu na siedem dni, sięgano po dane z podobnych pakietów albo podawano rozsądny przedział.
Najważniejszym punktem odniesienia pozostały zarobki Polaków. Autorzy sięgnęli po najnowsze dane GUS z drugiego kwartału 2025 roku, według których przeciętne wynagrodzenie brutto wyniosło 8748,63 złotego. Na rękę dawało to około 6294 złote miesięcznie, czyli mniej więcej 75,5 tysiąca złotych w skali roku. To właśnie ta kwota netto posłużyła do obliczenia, jaki kawałek pensji pochłania urlop.
Hiszpania, Włochy i Grecja na celowniku
Hiszpania potrafi nieźle nadszarpnąć budżet, zwłaszcza przy wyższym standardzie noclegu. Sam przelot dla dwojga to wydatek od około 472 złotych, hotel trzygwiazdkowy na tydzień kosztował od 4 do 6 tysięcy, a czterogwiazdkowy potrafił wspiąć się do 10 czy nawet 12 tysięcy. Do tego dochodziło wyżywienie za 1000 do 1400 złotych, transfery za 200 do 400 oraz bilety wstępu rzędu 300 do 500 złotych, bo sam wstęp do madryckiego Pałacu Królewskiego to 13 euro od osoby. Po doliczeniu polisy cały wyjazd zamykał się w przedziale od 6072 do 8972 złotych, a Rainbow oferował pakiety na Costa Brava od 5849 złotych od osoby i do Almerii od 5258 złotych.
Włochy wypadły w tym towarzystwie zaskakująco przystępnie. Przelot dla pary kosztował zaledwie około 254 złote, nocleg w trzygwiazdkowym hotelu mieścił się w widełkach od 3 do 4 tysięcy, a w czterogwiazdkowym od 6 do 7 tysięcy. Wyżywienie szacowano na 800 do 1200 złotych, transfery na 200 do 300, a atrakcje na 300 do 500 złotych, skoro bilet do rzymskiego Koloseum to mniej więcej 12 euro od osoby. Łączny koszt wypadał między 4654 a 5854 złotych, a Itaka kusiła trzygwiazdkowym hotelem pod Mediolanem od 2274 złotych za dwie osoby oraz czterogwiazdkowym w Rimini za około 2436 złotych.
Grecja, ulubienica polskich turystów, ustawiła się cenowo bliżej Hiszpanii. Bilety lotnicze dla dwojga kosztowały około 572 złote, hotel trzygwiazdkowy od 4 do 5 tysięcy, a czterogwiazdkowy od 6 do 6800 złotych. Posiłki potrafiły pochłonąć od 1000 do 1500 złotych, bo obiad dla pary w restauracji to nawet 80 do 170 złotych, transfery zamykały się w 200 do 300, a atrakcje w 400 do 600 złotych, gdy sam Akropol kosztuje 128 złotych od osoby. Cały tydzień mieścił się w przedziale od 6272 do 8272 złotych, a Itaka proponowała hotel na Samos od 1999 złotych od osoby i czterogwiazdkowy na Rodos od 3199 złotych.
Już samo zestawienie tej trójki pokazuje, jak mocno rozjeżdżają się rachunki. Włochy wypadły wyraźnie taniej od dwóch pozostałych klasyków, głównie dzięki niskim cenom przelotów. Hiszpania i Grecja grały w tej samej, znacznie wyższej lidze cenowej. Różnica potrafiła sięgnąć kilku tysięcy złotych za ten sam tydzień.
Chorwacja, Turcja i trzy poziomy budżetu
Chorwacja uchodzi za kierunek przyjazny portfelowi, lecz liczby studzą ten obraz. Przelot dla pary wypadał najtaniej, bo od około 262 złotych, jednak hotel trzygwiazdkowy na tydzień kosztował od 5 do 7 tysięcy, a czterogwiazdkowy od 9 do nawet 11 tysięcy. Wyżywienie szacowano na 800 do 1200 złotych, transfery i lokalne promy na 200 do 300, a atrakcje na 300 do 500 złotych, choć sam wstęp do Parku Narodowego Jezior Plitwickich to około 110 złotych od osoby. Całość zamykała się między 5462 a 7462 złotymi, a oferty last minute potrafiły zaczynać się od 1329 złotych od osoby za czterodniowy pobyt z opcją all inclusive w hotelu Falkensteiner i 2639 złotych w resorcie Funtana.
Turcja zaskoczyła wysokim kosztem dotarcia. Sam przelot dla dwojga sięgał aż 1266 złotych, czyli zdecydowanie najwięcej w całej piątce. Hotel trzygwiazdkowy wyceniono na 3 do 5 tysięcy, a czterogwiazdkowy na 6 do 7 tysięcy, przy czym Itaka oferowała czterogwiazdkowy obiekt w Didymie od 2299 złotych od osoby oraz pięciogwiazdkowy w Bodrum od 2899 złotych. Wyżywienie kosztowało 800 do 1200 złotych, transfery do hoteli z all inclusive 300 do 400, a atrakcje 300 do 500 złotych, skoro przejazd słynnym kolejowym szlakiem w Antalyi to około 220 złotych od osoby. Łącznie tydzień nad tureckim wybrzeżem mieścił się w widełkach od 5766 do 7766 złotych.
Dla lepszej orientacji autorzy ułożyli trzy poziomy wydatków dla pary: ekonomiczny, średni oraz premium. W Hiszpanii oznaczało to kolejno około 5000, 7500 i aż 13 500 złotych, podczas gdy Włochy wypadały taniej, bo 4500, 6000 i 8500 złotych. Grecja plasowała się przy 4000, 6300 i 8800 złotych, Chorwacja przy 4000, 7800 i 11 400 złotych, a Turcja przy 4000, 6900 i 8900 złotych. Wszystkie te kwoty podano w wartościach netto, czyli takich, jakie realnie wychodzą z portfela.
Nawet pobieżne spojrzenie na tabelę pokazuje rozpiętość, która potrafi przyprawić o zawrót głowy. Najtańszy wariant ekonomiczny startuje od czterech tysięcy złotych za parę. Najwystawniejszy wyjazd premium do Hiszpanii kosztuje już ponad trzynaście tysięcy. To kwota, za którą inna rodzina urządziłaby sobie dwa osobne urlopy.
Tyle z miesięcznej pensji pochłonie urlop
Tutaj zaczyna się sedno całej analizy, bo liczby nabierają wymiaru, który dotyka każdego portfela. Autorzy przyjęli prosty próg dostępności: wydatek poniżej 5 procent dochodu uznaje się za bardzo przystępny, od 5 do 15 procent za umiarkowany, a powyżej 15 procent za trudny do udźwignięcia. To jasne kryterium pozwala bez emocji ocenić, czy stać kogoś na wyjazd. Wystarczy zestawić koszt urlopu z przeciętną wypłatą.
Wynik tego zderzenia okazał się bezlitosny. Tydzień w Hiszpanii za około 7500 złotych pochłania 119 procent miesięcznej pensji netto, we Włoszech za 6000 złotych około 95 procent, a w Grecji za 6372 złote mniej więcej 101 procent. Chorwacja z rachunkiem rzędu 7762 złotych zjada 123 procent wypłaty, a Turcja za 6866 złotych około 109 procent. Każdy z tych kierunków ląduje więc w kategorii trudnej, czyli grubo powyżej granicznych 15 procent.
Mogłoby się wydawać, że ratunkiem jest najtańszy wariant, lecz i tu liczby nie pozostawiają złudzeń. Ekonomiczny wyjazd za 4 do 5 tysięcy złotych nadal odpowiada 64 do 80 procentom miesięcznego wynagrodzenia. To wciąż wielokrotnie więcej niż wyznaczony próg dostępności. Innymi słowy, nawet oszczędny urlop dla dwojga zjada większość tego, co przeciętny Polak zarabia przez trzydzieści dni pracy.
Obraz nieco łagodnieje dopiero wtedy, gdy koszt rozłoży się na cały rok. W ujęciu rocznym wyjazd stanowi od 8 do 12 procent zarobków, co mieści się już w kategorii umiarkowanej. Kryterium liczy się jednak zwykle w skali miesiąca, bo właśnie tak planuje się domowe budżety. Wniosek autorów brzmi twardo: wakacje w tych pięciu krajach wymagają od przeciętnej rodziny poważnego wysiłku finansowego.
Jak przyciąć rachunek za wakacje?
Pierwszą i najskuteczniejszą bronią pozostaje wybór terminu. Ucieczka od szczytu sezonu, czyli lipca i sierpnia, potrafi zbić ceny lotów i hoteli nawet o połowę. Podróż poza wakacjami szkolnymi otwiera dostęp do ofert, o jakich w pełni sezonu można tylko pomarzyć. Sama zmiana kilku dni w kalendarzu daje czasem oszczędność liczoną w tysiącach.
Liczy się również to, dokąd dokładnie się jedzie i jak organizuje wyżywienie. Tańsze rejony, jak północna Grecja czy Bułgaria, kosztują znacznie mniej niż oblegane kurorty, choć nie wszystkie znalazły się w samym badaniu. Formuła all inclusive bywa korzystna, zwłaszcza w Turcji, ale prawdziwe oszczędności przynosi rezygnacja z drogich napojów i posiłków w turystycznych lokalach. Jedzenie w miejscowych knajpkach albo samodzielne zakupy potrafią wyraźnie odchudzić rachunek.
Sporo da się ugrać także na transporcie i samej rezerwacji. Bilety kupowane z wyprzedzeniem i loty tanimi liniami obniżają koszt przelotu do 200 czy 300 złotych od osoby w obie strony. Warto śledzić oferty last minute oraz programy lojalnościowe biur podróży, bo gotowe pakiety łączące przelot z hotelem często wychodzą taniej niż kupowanie wszystkiego osobno. Cierpliwość i czujność potrafią się tu opłacić bardziej niż jakikolwiek kod rabatowy.
Na koniec zostaje twardy wariant budżetowy dla naprawdę oszczędnych. Podróż z mniejszą ilością bagażu rejestrowanego, rezygnacja z płatnych dodatków i wybór hotelu trzygwiazdkowego zamiast czterech czy pięciu gwiazdek realnie tnie wydatki. Całe zestawienie opracowano w czerwcu 2026 roku na danych GUS oraz cennikach portali Itaka, Urlop.pl, Rainbow i Skyscanner. Wszystkie kwoty mają charakter orientacyjny i nie uwzględniają nagłych skoków cen, więc realny rachunek warto sprawdzić tuż przed rezerwacją.


