Coś niepokojącego dzieje się w polskich miastach. Placówki, które niedawno pękały w szwach, dziś świecą pustkami. Miejsc jest więcej niż chętnych. Władze wielu miast zostały zaskoczone skalą zmian. Jeszcze niedawno budowano nowe żłobki, a teraz rozmowy dotyczą wygaszania istniejących placówek.
Katastrofa demograficzna widoczna gołym okiem
Coś niepokojącego dzieje się w polskich miastach. Placówki, które niedawno pękały w szwach, dziś świecą pustkami. Rodzice nie muszą już stawać w kolejkach po miejsce dla dziecka — bo miejsc jest więcej niż chętnych. Sytuacja zmienia się tak szybko, że władze wielu miast zostały zaskoczone. Jeszcze niedawno budowano nowe żłobki.
Teraz rozmowy dotyczą wygaszania istniejących placówek. Skala tego zwrotu budzi emocje wśród rodziców, nauczycieli i ekspertów. Najnowsze dane potwierdzają najgorsze obawy. Polska traci mieszkańców w tempie, które dekadę temu wydawało się niemożliwe, a konsekwencje dopiero zaczynają być odczuwalne.
Warszawa daje sygnał — reszta kraju patrzy z niepokojem
Stolica jako pierwsza podjęła konkretne kroki — zamknęła cztery przedszkola. Spośród 43 tysięcy miejsc przedszkolnych 2,5 tysiąca pozostaje niewykorzystanych. Według GUS na koniec 2025 roku Polskę zamieszkiwało 37,332 mln osób — o 157 tysięcy mniej niż rok wcześniej. Urodziło się zaledwie 238 tysięcy dzieci — to jeden z najsłabszych wyników od 1989 roku.
We wrześniu 2026 roku do przedszkoli trafi o blisko dwa tysiące trzylatków mniej. W roku szkolnym 2028/2029 liczba przedszkolaków skurczy się nawet o 15 tysięcy. Łódź raportuje 300 wolnych miejsc w żłobkach, Lublin — 390, a Poznań oficjalnie przyznał, że problem nadwyżki stał się faktem.
Jeśli trend się utrzyma, za pięć do dziesięciu lat infrastruktura żłobkowa okaże się dramatycznie przewymiarowana. Likwidacje placówek wywołują opór wielu środowisk. Demografowie podkreślają jednak, że Polska wkroczyła w fazę długotrwałego kryzysu ludnościowego, którego nie zatrzymają pojedyncze działania.
Przez ćwierć wieku populacja Polaków poniżej 18. roku życia skurczyła się o 2,7 miliona. To tak, jakby z mapy zniknęło całe województwo złożone wyłącznie z dzieci i nastolatków. Puste żłobki to dopiero początek. Za kilka lat fala pustych ławek dotrze do szkół, liceów, a wreszcie na uczelnie. Instytucje budowane z myślą o młodym pokoleniu będą musiały szukać nowego sensu istnienia.


