Żyjemy w czasach, gdy dane osobowe stały się walutą. Nie tą, którą wypłacamy w bankomacie — ale taką, za którą przestępcy kupują dostęp do cudzego życia. I wcale nie potrzebują tych danych wiele. Wystarczy jedenaście cyfr.
Tu numer PESEL będzie niezbędny
Numer PESEL przez lata traktowany był przez większość Polaków jako zwykła formalność — coś, co wpisuje się w kolejnym formularzu bez głębszej refleksji. Tymczasem to właśnie ten identyfikator stał się dla cyberprzestępców jednym z cenniejszych łupów w dobie cyfryzacji. Zawiera nie tylko datę urodzenia i płeć, ale pełni też funkcję klucza do relacji z państwem i instytucjami finansowymi.
Są sytuacje, gdy jego podanie jest uzasadnione i prawnie wymagane — wizyta u lekarza, urząd, bank. Tam obowiązują rygorystyczne procedury ochrony danych. Kłopoty zaczynają się zupełnie gdzie indziej. Szara strefa — internetowa i telefoniczna — stała się polem działania wyrafinowanych oszustów. Stosują techniki socjotechniczne dopracowane do perfekcji, a ich cel jest jeden: sprawić, żeby ofiara sama i dobrowolnie przekazała im to, czego potrzebują.
Gdzie nie podawać numeru PESEL?
Fałszywe wiadomości SMS i e-maile prowadzą do stron łudząco przypominających serwisy bankowe lub rządowe portale. Ofiara wpisuje dane, myśląc, że loguje się do swojego konta — a w rzeczywistości je traci. Równie groźny jest vishing: dzwoni „pracownik banku” lub „policjant”, rozmowa brzmi profesjonalnie, a jej celem jest „weryfikacja danych”. Ofiara, zdezorientowana, podaje PESEL, numer dowodu, czasem dane karty.
Zagrożenie nie ogranicza się jednak wyłącznie do sieci. Wypożyczalnie sprzętu sportowego, recepcje hoteli, siłownie — prośba o numer PESEL pojawia się w takich miejscach zbyt często i bez podstawy prawnej. Przepisy są jasne: jeśli umowa konkretnie tego nie wymaga, wystarczy okazanie dokumentu do wglądu. Każdy ma prawo zapytać o podstawę prawną takiego żądania. Podobnie z kserowaniem dowodu osobistego — wiele instytucji robi to nagminnie, choć jest to działanie wprost niedopuszczalne. Dowód okazuje się — nie kseruje.
Jak przestępcy wykorzystują numer PESEL?
Tu zaczyna się część, której większość ofiar nie przewiduje — dopóki nie jest za późno. Wyposażony w numer PESEL i kilka podstawowych danych przestępca potrafi w ciągu kilku godzin zaciągnąć szybką pożyczkę w firmie pozabankowej, kupić drogi sprzęt na raty lub podpisać umowę leasingową — wszystko na cudze konto i cudze nazwisko. Pożyczka trafia na wskazane konto w minutach, a ofiara dowiaduje się o długu dopiero wtedy, gdy do drzwi puka windykator.
Odkręcenie całej sprawy jest procedurą długą i wyczerpującą. Poszkodowany musi udowadniać, że nie był stroną umowy, składać zawiadomienia na policję, pisać pisma do instytucji finansowych i czekać — często miesiącami. Stres, strata czasu i koszty prawne to tylko część ceny, jaką płaci ofiara kradzieży tożsamości. Liczba takich przypadków rośnie z roku na rok, a organy ścigania przyznają wprost, że cyberprzestępczość tego rodzaju wyprzedza ich możliwości reagowania.
Jak zastrzec numer PESEL? Skuteczna ochrona przed kradzieżą tożsamości
Polskie prawo daje obywatelom konkretną tarczę ochronną. Usługa zastrzeżenia numeru PESEL, dostępna w aplikacji mObywatel, od połowy 2024 roku nakłada na banki i firmy pożyczkowe prawny obowiązek weryfikacji statusu tego numeru przed udzieleniem finansowania. Jeśli numer jest zastrzeżony — umowy po prostu nie podpiszą. Co istotne, jeśli pomimo zastrzeżenia dojdzie do wyłudzenia pożyczki, odpowiedzialność za długi nie spada na obywatela.
Rozwiązanie jest przy tym elastyczne: zastrzeżenie można czasowo cofnąć — np. na czas składania wniosku kredytowego — a po sfinalizowaniu formalności natychmiast przywrócić blokadę. Cały proces odbywa się w aplikacji, bez wizyt w urzędzie i bez kolejek. To jeden z najprostszych kroków, jakie można podjąć już dziś — zanim przestępcy dostaną szansę na działanie.


