Polscy pracodawcy dostali potężny rachunek. Dane GUS mogą niepokoić zarówno przedsiębiorców, jak i pracowników. Kolejny kwartał z rzędu koszty utrzymania miejsc pracy rosną, a tempo zmian nie zwalnia. Za każdą przepracowaną godzinę trzeba dziś płacić znacznie więcej niż kilka lat temu, a skutki tego odczuwa już cała gospodarka.
Zatrudnianie w Polsce drożeje w zastraszającym tempie. Firmy znalazły na to sposób
Pod koniec 2025 roku indeks kosztów zatrudnienia osiągnął 170,6. To wzrost o 7,7 proc. rok do roku i o 5 proc. względem początku 2025 roku. Dane GUS obejmują wszystkie sektory gospodarki. Każda branża odczuwa rosnącą presję płacową, choć nie każda w tym samym stopniu.
Różnice między gałęziami gospodarki są spore. Najwięcej za pracę płaci się w opiece zdrowotnej i pomocy społecznej, gdzie wskaźnik sięgnął 192,0. Tuż za nim plasuje się transport i gospodarka magazynowa z wynikiem 190,0. To sektory, w których brakuje rąk do pracy od lat.
Wysokie koszty utrzymują się w działalności wspierającej (180,7), administracji publicznej i obronie narodowej (179,2) oraz w sektorze kultury i rekreacji (179,6). Dalej stoją edukacja (169,3), zakwaterowanie i gastronomia (169,1), gospodarka wodno-ściekowa (168,2) oraz przetwórstwo przemysłowe (167,7). Sektor finansowy notuje 167,2, a działalność profesjonalna i naukowa 167,1.
Nawet branże relatywnie tańsze wyprzedzają europejską średnią. Informacja i komunikacja to 166,0, handel 165,3, energetyka 164,8. Na końcu zestawienia znalazły się pozostałe usługi (160,7), obsługa nieruchomości (162,9), budownictwo (162,2) i górnictwo (147,8). Nawet górnictwo wypada drożej niż wiele zachodnioeuropejskich gospodarek.
Polska droższa niż Włochy, Francja i Hiszpania
Polska pod względem indeksu kosztów zatrudnienia wyprzedza Włochy (110,7), Francję (115,2), Danię (116,6), Finlandię (117,6), Hiszpanię (118,6) i Maltę (119,2). Wyżej w unijnym rankingu plasują się tylko Rumunia (172,7), Litwa (176,7), Węgry (180,0) i Bułgaria (191,1). Polska trafiła do ścisłej czołówki najdroższych rynków pracy w UE.
Od 2020 roku koszty pracy nad Wisłą wzrosły o ponad 70 proc., a liczba przepracowanych godzin praktycznie się nie zmieniła. Iwona Wieczyńska z Grupy Progres zwraca uwagę, że to trwała zmiana warunków biznesowych. Firmy nie zbudują już przewagi przez proste zwiększanie etatów. Muszą postawić na elastyczne zarządzanie zasobami ludzkimi.
Sytuacja ta jest szczególnie odczuwalna w produkcji, logistyce, FMCG i handlu. Sezonowość zamówień i zmienny popyt wymuszają szybkie dopasowywanie skali zespołów. Model oparty wyłącznie na stałych etatach w tych warunkach się nie sprawdza. Coraz więcej firm sięga po rozwiązanie, które jeszcze niedawno traktowano jako eksperyment.
Zdaniem Wieczyńskiej modele mieszane przestają być alternatywą i stają się koniecznością. Pozwalają utrzymać ciągłość operacyjną przy jednoczesnej możliwości reagowania na nagłe zmiany zapotrzebowania. To podejście zmienia sposób myślenia o strukturze zatrudnienia. Rynek pracy wchodzi w nową fazę.
System „dwóch biegów”
Hybrydowy model zatrudnienia opiera się na prostej zasadzie. Około 70 proc. zespołu stanowi stała grupa pracowników, a pozostałe 30 proc. to elastyczna pula ludzi dostępnych, gdy firma ich potrzebuje. Znajdują się w niej studenci, osoby łączące kilka aktywności zawodowych i pracownicy wracający na rynek po przerwie. Rozwiązanie to pozwala ograniczać przestoje, kontrolować nadgodziny i zarządzać budżetem kadrowym.
Skala efektów robi wrażenie. Wieczyńska przytacza projekt Grupy Progres, w którym obsadzono 2 384 dodatkowe, nieplanowane dniówki, co dało 19 072 roboczogodziny pracy zrealizowanej dokładnie wtedy, gdy była potrzebna. Planowanie oparte na danych pozwala skrócić czas reakcji na zmiany kadrowe nawet do 53 minut, czyli uzupełniać braki jeszcze w trakcie tej samej zmiany.
Rynek reaguje na te zmiany po obu stronach. Z analiz Grupy Progres wynika, że ponad 36 proc. ogłoszeń dotyczy dziś pracy tymczasowej, zleceń lub umów o dzieło. Zainteresowanie tymi formami w 2025 roku wzrosło o 25-30 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim, zwłaszcza w okresach sezonowych. Coraz więcej ludzi szuka zajęcia na elastycznych warunkach.
Rośnie też segment ofert „od zaraz”, stanowiących już około 34 proc. ogłoszeń. To wyraźny sygnał, że decyzje kadrowe w polskich firmach zapadają nie w tygodniach, lecz w godzinach. Rynek pracy przyspiesza, a filozofia zatrudniania w Polsce zmienia się z kwartału na kwartał.


