Kancelaria Prezydenta zaskoczyła dzisiejszym ruchem niemal wszystkich obserwatorów polskiej sceny politycznej. Karol Nawrocki postawił na ostrą konfrontację z unijną agendą klimatyczną i postanowił oddać głos samym obywatelom. Wniosek, który trafił do Senatu, może zmienić kształt polskiej polityki energetycznej na lata. Atmosfera wokół sprawy gęstnieje z każdą godziną.
Prezydent rzuca rękawicę Brukseli i chce referendum
Karol Nawrocki o godzinie 11 oficjalnie zwrócił się do Senatu z wnioskiem o zarządzenie ogólnokrajowego referendum. Głosowanie miałoby dotyczyć stosunku Polaków do unijnej polityki klimatycznej i jej wpływu na codzienne życie milionów rodzin. Sam wniosek odwołuje się do 13 dyrektyw i rozporządzeń przyjętych na szczeblu europejskim. Uzasadnienie dokumentu opublikowano na oficjalnej stronie Kancelarii Prezydenta RP.
Prezydent w wystąpieniu opublikowanym na Platformie X przypomniał, że jako kandydat podpisał porozumienie ze związkiem zawodowym „Solidarność”. Zobowiązał się wówczas do podjęcia działań ograniczających negatywne konsekwencje europejskiego Zielonego Ładu. Złożenie wniosku referendalnego było elementem tamtej umowy. Nawrocki podkreślił, że dzisiejsze decyzje polityczne będą kształtować rzeczywistość gospodarczą kraju przez kolejne dekady.
Otoczenie głowy państwa tłumaczy ten krok rosnącą frustracją społeczną wobec kosztów transformacji energetycznej. Doradcy Nawrockiego twierdzą, że europejska polityka klimatyczna nie daje wymiernych efektów ekologicznych w skali globalnej. Unia odpowiada za zaledwie 6 proc. światowych emisji gazów cieplarnianych, a inne regiony nadal je zwiększają. Europa traci konkurencyjność, a obywatele płacą coraz wyższe rachunki.
Termin głosowania wyznaczono na 27 września. Zanim jednak urny zostaną otwarte, wniosek musi przejść przez Senat na posiedzeniu zaplanowanym na 20-21 maja. Do zarządzenia referendum potrzebna jest bezwzględna większość głosów przy obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów. Polityczna gra dopiero się rozkręca.
Pytanie, które elektryzuje obywateli
Treść pytania referendalnego brzmi następująco: czy obywatele popierają realizację unijnej polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia, cen energii oraz kosztów prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej. Samo sformułowanie budzi kontrowersje, bo zawiera w sobie tezę o negatywnych skutkach tej polityki. Krytycy zarzucą, że pytanie sugeruje odpowiedź. Zwolennicy referendum odpowiadają, że opisuje ono fakty odczuwalne przez przeciętnego obywatela.
Współpracownicy prezydenta powołują się na dane z rządowego projektu Krajowego Planu w dziedzinie Energii i Klimatu. Koszt transformacji klimatycznej dla Polski w najbliższych 14 latach sięgnie według tych wyliczeń 3,5 biliona złotych. W skali jednego roku daje to obciążenie rzędu 6 proc. PKB kraju. Każdy dodatkowy punkt procentowy zaostrzonego celu redukcji emisji to według tych samych szacunków aż 57 mld zł dodatkowych wydatków.
Odrzucenie unijnej polityki klimatycznej przez wyborców miałoby zobowiązać rząd do twardych negocjacji na forum Unii Europejskiej. Chodzi o złagodzenie, odroczenie lub uzyskanie wyjątków od najbardziej kosztownych regulacji. Celem byłaby też skuteczniejsza ochrona finansowa gospodarstw domowych, przedsiębiorców i rolników. Otoczenie Nawrockiego zaznacza, że Polska nie byłaby tu pionierem, bo Czechy już zadeklarowały odrzucenie systemu ETS2.
Głosowanie przeciwko wnioskowi, czyli de facto akceptacja obecnego kursu, niosłoby konkretne konsekwencje. Obywatele musieliby liczyć się z opłatami za emisje z gospodarstw domowych i transportu w ramach ETS2. Doszłaby obowiązkowa, kosztowna termomodernizacja wynikająca z unijnej dyrektywy budynkowej. Na horyzoncie widać też zakaz sprzedaży nowych aut spalinowych po 2035 roku, wygaszanie darmowych uprawnień emisyjnych dla przemysłu i nowe obciążenia nakładane na sektor rolny.
PSL ostrzega: to droga do polexitu
Nie wszyscy entuzjastycznie przyjęli inicjatywę prezydenta. Marek Sawicki z PSL, były minister rolnictwa, ocenił, że nikt przy zdrowych zmysłach nie powie publicznie, iż popiera unijną politykę klimatyczną w obecnym kształcie. Referendum jest więc prezydentowi potrzebne, bo wynik jest z góry przesądzony. Sawicki zwrócił jednak uwagę na niewygodny dla obozu Nawrockiego fakt historyczny.
Były szef resortu rolnictwa przypomniał, że politycy PiS negocjowali i zatwierdzali te same regulacje, które teraz prezydent chce referendalnie odrzucić. Sawicki wskazał Mateusza Morawieckiego jako twarz systemu ETS, a Janusza Wojciechowskiego jako osobę firmującą Zielony Ład. To ludzie z obozu politycznego, który wyniósł Nawrockiego do władzy. Trudno więc traktować referendum jako szczery sprzeciw wobec polityki współtworzonej przez sojuszników prezydenta.
Sawicki porównał też działania Nawrockiego do scenariusza rodem z Wielkiej Brytanii. Według niego systematyczne podważanie kolejnych elementów europejskiej współpracy prowadzi prostą drogą do referendum o wyjściu z Unii. Polityk PSL zaznaczył, że Brytyjczycy żałują decyzji o brexicie. Sawicki dostrzega w inicjatywie prezydenta wspólny mianownik z działaniami Konfederacji i radykalnego skrzydła PiS.
Niezależnie od politycznych ocen wniosek jest już procedowany. Senat zajmie się nim w trzecim tygodniu maja. Jeśli izba wyższa da zielone światło, Polacy pójdą do urn 27 września i sami zdecydują o kierunku krajowej polityki klimatycznej. Stawka jest wysoka, bo wynik głosowania wyznaczy kurs energetyczny i gospodarczy Polski na wiele lat.


