Ceny energii rozpalają obywateli naszego kraju. Otóż od lipca 2024 roku ma nastąpić uwolnienie cen. To koniec tarczy ochronnej, co sprawi, że rachunki miesięczne za energię elektryczną wzrosną nawet o 30-40 zł.
Uwolnienie cen energii elektrycznej 2024. Od lipca podwyżki
Minister klimatu Paulina Hennig-Kloska stara się uspokoić Polaków zapewniając o staraniach rządu, by wzrost cen prądu od lipca był jak najmniejszy. Wiele wskazuje jednak na to, że zapowiadane uwolnienie cen może poważnie wpłynąć na nasze portfele.
Każdy wzrost cen boli, a w szczególności taki, który dotyczy tak podstawowego dobra jak energia. Polskie gospodarstwa domowe zastanawiają się teraz, jak będą wyglądały ich finanse po zapowiedzianym uwolnieniu cen.
Anna Maria Żukowska, posłanka Lewicy, podgrzała dyskusję na ten temat swoją zadziwiającą wypowiedzią, która już podbija sieć. Te szokujące słowa padły w niedzielę 3 marca na antenie Polsat News.
Co takiego powiedziała posłanka? Otóż jej zdaniem lepiej uwolnić ceny energii w lipcu, niż w grudniu, gdyż pozwoli to Polakom przygotować się na zmiany w rachunkach. Szokujące? Nie, bo o wiele ciekawszy był kolejny fragment jej wypowiedzi.
Zdaniem posłanki taka operacja pozwoli rządowi zagrać Polakom na nosie. Gdy bowiem zauważą realny wzrost cen, będą mogli się do niego dostosować.
– Zanim się Polki i Polacy zorientują, o ile tak naprawdę urosło, to minie pół roku – powiedziała Anna Maria Żukowska w trakcie rozmowy z dziennikarzem Polsat News. Z tych słów musiała się potem w mediach tłumaczyć.
‼️Mocne‼️
W Śniadaniu Rymanowskiego @AM_Zukowska się wygadała, dlaczego uwolnienie cen energii nastąpi w lipcu: pic.twitter.com/CF5PyXSk4J
— Wolność__Słowa (@WolnoscO) March 3, 2024
Polacy będą mieli pół roku na to, by się przyzwyczaić
Zdaniem Żukowskiej sprawa jest prosta. Polacy zużywają znacznie więcej energii w okresie zimowym, a nie letnim. Właśnie dlatego lepiej dokonać uwolnienia cen prądu właśnie latem. Wskazała jednocześnie, że ostateczna decyzja i tak należy do Ministerstwa Klimatu i Środowiska.
W lipcu br. kończy się okres zamrożenia cen prądu, co oznacza, że rząd będzie musiał zdecydować o ich uwolnieniu lub przedłużeniu zamrożenia. Na to się jednak nie zanosi, bo budżet państwa nie jest z gumy.
– Pretensje do Żukowskiej, że powiedziała prawdę o podwyżkach cen prądu… Ja bym tylko zaczął je trochę później. Żeby „Polki i Polacy” zorientowali się dopiero po wyborach prezydenckich – napisał na portalu X Robert Gwiazdowski.
Rząd zapowiada, że wzrost cen nie przekroczy 30 do 40 zł miesięcznie dla gospodarstw domowych, jednak szczegóły nie zostały jeszcze ujawnione. Wszystko zależy od sytuacji na rynku i decyzji rządu.
Polska jest aktualnie jednym z ostatnich krajów na terenie Unii Europejskiej, gdzie gospodarstwa domowe objęte są taryfowanymi cenami energii elektrycznej i gazu. Zdaniem ekspertów od rynku energetycznego taki stan rzeczy pogłębia problem ubóstwa energetycznego.


