in

Hantawirus już w Polsce! Pierwszy Polak trafił pod nadzór sanitarny

Czy śmiertelnie groźny hantawirus dotarł już do Polski? GIS objął nadzorem pierwszego obywatela RP po kontakcie z pasażerką statku MV Hondius, gdzie doszło do zakażeń groźnym wirusem Andes.


Pierwsza śmierć na wycieczkowcu MV Hondius

Objawy u Leo Schilperoorda pojawiły się stosunkowo szybko po opuszczeniu Argentyny. Początkowo mogły przypominać zwykłą infekcję lub silne przeziębienie. W kolejnych dniach stan pasażera zaczął jednak gwałtownie się pogarszać. Załoga konsultowała sytuację z lekarzami na odległość, ale na morzu możliwości działania były ograniczone.

12 kwietnia Jan Dobrogowski przekazał pasażerom dramatyczną wiadomość o śmierci Holendra. Nagranie z komunikatem szybko trafiło do internetu i zaczęło krążyć po mediach społecznościowych. Internauci zwracali uwagę na opanowanie polskiego kapitana, który spokojnym głosem informował o tragedii i dalszych procedurach bezpieczeństwa. Dla wielu osób był to pierwszy sygnał, że na pokładzie MV Hondius mogło dojść do poważnego zagrożenia epidemiologicznego.

Żona zmarłego, Mirjam Schilperoord, opuściła statek dopiero 24 kwietnia na Wyspie Świętej Heleny. Towarzyszyło jej ciało męża. Kobieta miała wrócić do Holandii przez Republikę Południowej Afryki, ale dwa dni później sama zmarła w Johannesburgu jeszcze przed planowanym lotem. Informacja o dwóch zgonach wywołała gwałtowne zainteresowanie służb sanitarnych.

W tym czasie na pokładzie pojawiały się kolejne osoby z objawami choroby. Statek pozostawał jednak na morzu, a ostateczna diagnoza wciąż nie była potwierdzona laboratoryjnie. Załoga funkcjonowała w warunkach rosnącej niepewności, nie wiedząc dokładnie, z jakim patogenem ma do czynienia. Pasażerowie zaczęli obawiać się zarówno choroby, jak i problemów z możliwością zejścia na ląd.

Środek Atlantyku i statek, którego nikt nie chciał

Przełom nastąpił dopiero na początku maja. 4 maja potwierdzono obecność wirusa Andes, należącego do grupy hantawirusów. Informacja wywołała alarm, ponieważ jest to jedyny znany szczep hantawirusa zdolny do przenoszenia się między ludźmi. W praktyce oznaczało to, że problem nie ograniczał się już wyłącznie do pierwotnego kontaktu z gryzoniami.

WHO otrzymała informacje o sytuacji dwa dni wcześniej, gdy statek znajdował się daleko od portów i dużych centrów medycznych. Na Atlantyku zaczęły się gorączkowe konsultacje dotyczące dalszych działań. Niektóre państwa obawiały się wpuszczenia jednostki do swoich portów. Władze analizowały ryzyko zdrowotne, a armator próbował znaleźć miejsce bezpiecznego cumowania.

3 maja MV Hondius dopłynął do Praia, stolicy Zielonego Przylądka. Na pokład wysłano sprzęt medyczny i urzędników, jednak pasażerowie nie mogli zejść na ląd. Lokalna infrastruktura zdrowotna została uznana za niewystarczającą do obsługi potencjalnego ogniska zakażeń. Statek musiał ruszyć dalej, a atmosfera na pokładzie stawała się coraz bardziej napięta.

Kilka dni później WHO poinformowała o trzecim zgonie. Ofiarą była obywatelka Niemiec, która zmarła jeszcze 2 maja podczas rejsu. Jej ciało przez pewien czas pozostawało na pokładzie jednostki. Wtedy kryzys osiągnął poziom, który zaczął wywoływać protesty i polityczne napięcia w Europie.

Protesty na Teneryfie i reakcja WHO

Hiszpania zgodziła się ostatecznie na przyjęcie statku na Teneryfie, ale decyzja wywołała gwałtowną reakcję części mieszkańców i pracowników portowych. W porcie Granadilla de Abona pojawiły się protesty dokerów, którzy kwestionowali bezpieczeństwo całej operacji. Obawy wzmacniały informacje o śmiertelnym wirusie oraz kolejnych zakażeniach na pokładzie.

Do sprawy publicznie odniósł się także Fernando Clavijo, lider władz Wysp Kanaryjskich, który sprzeciwiał się wpłynięciu jednostki. Napięcie społeczne rosło z każdym dniem. Mieszkańcy obawiali się powtórki sytuacji znanych z początku pandemii COVID-19. W mediach zaczęły pojawiać się dramatyczne komentarze dotyczące „statku widma” dryfującego po Atlantyku.

Sytuacja stała się na tyle poważna, że na Teneryfę przybył dyrektor generalny WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus. Podczas konferencji prasowej próbował uspokoić mieszkańców i podkreślał, że wirus Andes nie rozprzestrzenia się tak łatwo jak koronawirus. Organizacja Zdrowia przekonywała, że ryzyko dla lokalnej społeczności jest niewielkie przy zachowaniu odpowiednich procedur bezpieczeństwa. Władze liczyły, że pozwoli to opanować rosnące napięcie.

Pomimo protestów rozpoczęto przygotowania do jednej z najbardziej skomplikowanych operacji sanitarnych ostatnich lat związanych z ruchem morskim. Do działań włączono hiszpańskie służby medyczne, WHO oraz ekspertów Europejskiego Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób. Wszystko musiało zostać przeprowadzone etapami, by ograniczyć ryzyko dalszych zakażeń. Każdy błąd mógł wywołać międzynarodowy kryzys.

parada zwycięstwa moskwa 2026

Tak wyglądał Putin podczas Parady Zwycięstwa. To zdjęcie świadczy o chorobie

grenlandia mapa

Zrobili zdjęcie dłoni Trumpa z bliska. Szok! Prezydent USA stara się to ukryć