Ewakuacja pasażerów i emocje na pokładzie
MV Hondius zawinął do portu Granadilla de Abona 10 maja. Rozpoczęła się wieloetapowa operacja wyprowadzania pasażerów i części załogi na ląd. Ludzi kierowano według narodowości oraz dostępności połączeń lotniczych organizowanych przez poszczególne państwa. Wszystko odbywało się pod ścisłym nadzorem medycznym.
Łącznie ewakuowano 122 osoby, w tym 87 pasażerów i 35 członków załogi. Część osób od razu skierowano do dalszej obserwacji lekarskiej. Czternastu obywateli Hiszpanii z niepokojącymi objawami przewieziono do wojskowego szpitala w Madrycie. Służby monitorowały także podróżnych wracających do innych krajów Europy i Ameryki Północnej.
W czasie trwania operacji Jan Dobrogowski opublikował krótkie nagranie wideo za pośrednictwem armatora. Kapitan podziękował pasażerom za spokój, dyscyplinę i wzajemną pomoc podczas kryzysu. Wspomniał także o załodze, która mimo ogromnej presji kontynuowała pracę i opiekę nad chorymi. Materiał szybko zdobył popularność w sieci i stał się symbolem całej historii.
Dobrogowski podkreślał, że jego zadanie nie kończy się wraz z dopłynięciem do Wysp Kanaryjskich. Na pokładzie pozostało jeszcze około 30 osób odpowiedzialnych za funkcjonowanie jednostki. Kapitan zdecydował się kontynuować rejs do Rotterdamu, gdzie statek miał przejść pełną dezynfekcję. Zgodnie z marynarską tradycją zamierzał opuścić pokład jako ostatni.
Czym jest wirus Andes i dlaczego budzi strach?
Wirus Andes należy do grupy hantawirusów wywołujących ciężki hantawirusowy zespół płucny. Choroba może prowadzić do gwałtownej niewydolności oddechowej i w najcięższych przypadkach kończy się śmiercią. Śmiertelność u pacjentów z poważnymi objawami oddechowymi szacowana jest nawet na 36–50 procent. To właśnie te dane sprawiły, że sytuacja na MV Hondius wzbudziła tak ogromne zainteresowanie.
Największe obawy ekspertów budzi fakt, że szczep Andes jako jedyny potwierdzony hantawirus może przenosić się między ludźmi. Nie dzieje się to jednak tak łatwo jak przy grypie czy COVID-19. Według specjalistów potrzebny jest bliski i długotrwały kontakt z osobą zakażoną. Dlatego większość przypadków notowano dotąd w rodzinach lub małych społecznościach w Ameryce Południowej.
Specjaliści zwracają uwagę, że wskaźnik reprodukcji wirusa Andes jest znacznie niższy niż w przypadku koronawirusa. Szacuje się, że jedna zakażona osoba może przekazać infekcję maksymalnie dwóm kolejnym. Dla porównania podczas pandemii COVID-19 wskaźnik ten był wielokrotnie wyższy. To właśnie dlatego WHO od początku próbowała uspokajać nastroje i podkreślać ograniczoną zdolność wirusa do szybkiego rozprzestrzeniania.
Nie istnieje obecnie szczepionka ani lek przyczynowy przeciwko wirusowi Andes. Leczenie polega głównie na podtrzymywaniu funkcji organizmu i walce z objawami choroby. Kluczowe znaczenie ma szybkie rozpoznanie zakażenia oraz odpowiednia opieka medyczna. Szczególnie groźne są przypadki prowadzące do ciężkich problemów oddechowych.
Polska pod nadzorem sanitarnym
Historia MV Hondius ma także polski wymiar wykraczający poza postać kapitana. Główny Inspektorat Sanitarny poinformował 9 maja, że pierwszy obywatel Polski został objęty nadzorem sanitarnym w związku z możliwym kontaktem z pasażerką statku. Chodziło o sytuację na lotnisku podczas oczekiwania na lot jednej z osób związanych z rejsem. Kobieta ostatecznie nie weszła na pokład samolotu z powodu swojego stanu zdrowia.
Służby podkreślały jednak, że nadzór sanitarny nie oznacza kwarantanny ani izolacji. Osoba objęta procedurą nie wykazywała żadnych objawów choroby i nie przebywała w Polsce. Monitorowanie ma potrwać sześć tygodni, czyli tyle, ile wynosi maksymalny okres inkubacji wirusa Andes. Dane trafiły do polskich służb za pośrednictwem międzynarodowego systemu wymiany informacji zdrowotnych koordynowanego przez WHO.
Główny Inspektor Sanitarny dr Paweł Grzesiowski tłumaczył w rozmowie z PAP, że ryzyko dla społeczeństwa pozostaje niewielkie. Podkreślał jednocześnie, że sam przebieg choroby u zakażonych może być bardzo ciężki. Eksperci zaznaczają, że sytuacja wymaga ostrożności, ale nie ma podstaw do paniki. Szczegółowo analizowane są połączenia lotnicze oraz kontakty osób podróżujących ze statku.
Polskie służby nie wykluczają, że w kolejnych dniach mogą pojawić się następne zgłoszenia dotyczące osób mających pośredni kontakt z pasażerami MV Hondius. Nie oznacza to jednak automatycznie nowych zakażeń. Procedury mają charakter prewencyjny i służą szybkiemu wychwytywaniu potencjalnych przypadków. System działa podobnie jak przy innych międzynarodowych zagrożeniach epidemiologicznych.

