Coraz więcej osób handlujących w internecie dowiaduje się, że ich aktywność nie przeszła niezauważona. Urzędnicy analizują dane z popularnych platform sprzedażowych i sprawdzają, kto mógł prowadzić działalność bez rejestracji. Dla części sprzedających może to oznaczać poważne problemy finansowe.
Sprzedawali w sieci i nagle dostali pisma. Fiskus patrzy teraz dokładniej niż kiedykolwiek
Handel internetowy przez lata dawał wielu osobom poczucie anonimowości. Sprzedający wystawiali ubrania, książki czy sprzęt elektroniczny, często nie zastanawiając się, czy ich aktywność może zainteresować urząd skarbowy. Teraz sytuacja wyraźnie się zmieniła. Fiskus zaczął działać znacznie szybciej i skuteczniej niż wcześniej.
Jak informuje „Rzeczpospolita”, urzędy skarbowe analizują raporty przekazywane przez platformy internetowe takie jak Allegro, OLX czy Vinted. Dane trafiają do administracji skarbowej na podstawie przepisów wdrażających unijną dyrektywę DAC7. Według doradcy podatkowego Moniki Piątkowskiej kontrole stały się w ostatnim czasie wyraźnie intensywniejsze. Urzędnicy mają dziś dostęp do szczegółowych informacji o aktywności sprzedających.
Do raportów trafiają osoby, które wykonały co najmniej 30 transakcji w ciągu roku. Obowiązek raportowania obejmuje również tych użytkowników, którzy sprzedawali rzadziej, ale łączna wartość ich transakcji przekroczyła 2 tysiące euro. Fiskus otrzymuje także informacje o wynajmie nieruchomości, środków transportu oraz świadczeniu usług za pośrednictwem internetowych platform. To oznacza, że zakres kontroli jest znacznie szerszy niż jeszcze kilka lat temu.
Nie każdy musi obawiać się wezwania
Eksperci zwracają uwagę, że samo pojawienie się w raporcie nie oznacza jeszcze problemów. Kluczowe znaczenie ma charakter sprzedaży oraz to, czy urząd uzna ją za działalność gospodarczą. Według Piątkowskiej inaczej wygląda sytuacja osoby wyprzedającej prywatne rzeczy, a inaczej regularnego handlu identycznymi produktami. To właśnie powtarzalność transakcji może wzbudzić największe zainteresowanie urzędników.
Doradcy podatkowi podkreślają, że sprzedaż używanych ubrań, przeczytanych książek czy innych prywatnych przedmiotów zwykle nie powinna prowadzić do poważniejszych konsekwencji. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś regularnie oferuje te same towary i robi to na większą skalę. W takiej sytuacji fiskus może uznać, że sprzedający prowadzi działalność bez jej zarejestrowania. A to oznacza już znacznie poważniejsze skutki.
Piotr Juszczyk, cytowany przez „Rzeczpospolitą”, zwraca uwagę, że wcześniej urzędnicy samodzielnie przeszukiwali portale sprzedażowe i wybierali najbardziej aktywnych użytkowników. Teraz dostają gotowe raporty i mogą szybciej typować osoby do kontroli. Skarbówka wysyła już wezwania do wyjaśnień na podstawie przekazanych danych. Dla części sprzedających może to być początek kosztownego postępowania.
Konsekwencje mogą obejmować zaległy podatek PIT wraz z odsetkami. W grę może wchodzić również VAT, składki ZUS oraz grzywna wynikająca z przepisów kodeksu karnego skarbowego. Fiskus szczególnie uważnie przygląda się osobom, które przez internet prowadziły regularny handel bez formalnego zgłoszenia działalności. Dla wielu użytkowników popularnych platform sprzedażowych kończy się okres przekonania, że internet pozostaje poza zasięgiem urzędników.


