in

Miszalski sam jak palec w walce o Kraków. Wkrótce referendum o jego odwołanie

W KO narasta niepokój przed referendum w Krakowie. Aleksander Miszalski ma walczyć praktycznie bez wsparcia centrali, a stawka jest znacznie większa niż jedno miasto.

referendum kraków kiedy
© Fot. Burbonik.pl

Na kilka dni przed głosowaniem atmosfera wokół Krakowa robi się coraz bardziej napięta. W tle polityczne kalkulacje, obawy przed efektem domina i coraz bardziej widoczne pęknięcia wewnątrz obozu władzy. Referendum, które jeszcze niedawno wydawało się lokalnym sporem, dziś przyciąga uwagę całego politycznego zaplecza Koalicji Obywatelskiej.

Kraków drży przed niedzielą. W KO narasta nerwowość wokół Miszalskiego

Niedzielne referendum dotyczące odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego oraz Rady Miasta może okazać się jednym z najgłośniejszych wydarzeń politycznych tej wiosny. Aby wynik był wiążący, do urn musi pójść co najmniej 158 555 mieszkańców. To próg odpowiadający trzem piątym liczby wyborców uczestniczących w drugiej turze wyborów samorządowych z 2024 roku. Już sam ten warunek sprawia, że mobilizacja mieszkańców staje się kluczowym elementem całego politycznego starcia.

Wokół referendum narasta jednak znacznie większe napięcie niż tylko lokalny konflikt samorządowy. Według medialnych doniesień w centrali Koalicji Obywatelskiej rośnie irytacja związana ze sposobem prowadzenia polityki przez prezydenta Krakowa. Partia ma coraz wyraźniej dystansować się od całej sprawy. Politycy KO mają traktować referendum przede wszystkim jako problem samego Miszalskiego i mieszkańców miasta.

To szczególnie istotne dlatego, że Aleksander Miszalski pełni funkcję szefa małopolskich struktur Koalicji Obywatelskiej. Jego zwycięstwo w wyborach samorządowych było dla ugrupowania ważnym sukcesem w jednym z największych miast w kraju. Teraz sytuacja zaczyna jednak ciążyć całemu obozowi politycznemu Donalda Tuska. W partii pojawiają się obawy, że ewentualna porażka mogłaby uruchomić podobne inicjatywy także w innych miastach.

Według Interii wśród polityków KO coraz częściej pojawiają się głosy rozczarowania dotyczące błędów komunikacyjnych popełnianych przez prezydenta Krakowa. Coraz mniej widać też publicznego wsparcia ze strony ogólnopolskich liderów ugrupowania. Dla wielu obserwatorów to sygnał, że Miszalski został pozostawiony sam sobie. Szczególnie teraz, gdy stawka polityczna zaczyna gwałtownie rosnąć.

W partii boją się efektu domina

Największe obawy mają dotyczyć nie tylko samego Krakowa, ale konsekwencji, jakie referendum może przynieść w kolejnych regionach kraju. Według informacji Interii politycy związani z rządem coraz częściej mówią o ryzyku pojawienia się podobnych inicjatyw w innych dużych miastach. Wśród potencjalnych kierunków wymieniane mają być między innymi Rzeszów, Tarnów i Wrocław. Szczególne obawy budzi aktywność Konfederacji.

Jeden z ministrów współpracujących z Donaldem Tuskiem miał w rozmowie z portalem przyznać, że sytuacja wywołuje niepokój również wśród osób z samego zaplecza rządowego. Jednocześnie polityk sugerował, że odpowiedzialność za obecny kryzys spada przede wszystkim na samego Miszalskiego. Z przekazu płynącego z Warszawy ma wynikać, że cierpliwość wobec prezydenta Krakowa wyraźnie się kończy. Mimo to w partii nadal liczą, że uda mu się utrzymać stanowisko.

W KO mają dominować dwie równoległe kalkulacje polityczne. Z jednej strony pojawia się przekonanie, że Miszalski popełnił szereg błędów i sam doprowadził do trudnej sytuacji. Z drugiej jednak strony utrata Krakowa mogłaby zostać odebrana jako poważny cios wizerunkowy dla całego obozu rządzącego. Szczególnie że chodzi o jedno z najważniejszych miast w Polsce.

Dlatego nawet w przypadku politycznych turbulencji partia nie zamierza całkowicie oddawać pola. Z wypowiedzi polityków cytowanych przez Interię wynika, że KO nadal chce utrzymać wpływy w Krakowie, nawet jeśli w przyszłości miałoby się to odbywać pod innym nazwiskiem. To pokazuje, jak duże znaczenie strategiczne ma dziś sytuacja w stolicy Małopolski. Referendum zaczyna więc wykraczać daleko poza lokalną politykę.

Polacy podzieleni ws. odwołania prezydenta

Dodatkowe emocje wywołał również najnowszy sondaż SW Research przeprowadzony dla „Wprost”. Badanie pokazało, że sprawa referendum w Krakowie zaczyna interesować także osoby spoza miasta. Ankietowani zostali zapytani o to, czy Aleksander Miszalski powinien zostać odwołany z funkcji prezydenta Krakowa. Wyniki pokazują wyraźny brak jednoznacznego stanowiska opinii publicznej.

37,8 proc. respondentów opowiedziało się za odwołaniem prezydenta Krakowa. Przeciwnego zdania było 18 proc. ankietowanych. Największą grupę stanowili jednak ci, którzy nie potrafili jednoznacznie ocenić całej sytuacji. Brak zdania zadeklarowało aż 44,2 proc. badanych.

Tak wysoki odsetek niezdecydowanych pokazuje, że referendum nadal pozostaje sprawą trudną do jednoznacznej oceny nawet dla obserwatorów polityki. Jednocześnie wyniki sondażu mogą budzić dodatkowy niepokój w sztabie prezydenta Krakowa. Szczególnie że mobilizacja przeciwników może okazać się znacznie łatwiejsza niż aktywizowanie wyborców biernych politycznie. To właśnie frekwencja będzie miała decydujące znaczenie.

Niedzielne głosowanie może więc przesądzić nie tylko o przyszłości Aleksandra Miszalskiego, ale także o politycznej atmosferze wokół samorządów rządzonych przez Koalicję Obywatelską. W partii coraz wyraźniej widać nerwowość i ostrożność. Krakowskie referendum przestało być lokalnym epizodem. Dla wielu polityków stało się sygnałem ostrzegawczym przed znacznie większym problemem.

ziobro w usa republika

Awantura na posiedzeniu rządu. Tusk pokłócił się z jednym z ministrów

Fot. Wojciech Olkuśnik/East News

A jednak! Rząd chce znów podnieść wiek emerytalny. „To powiedział Tusk”