W rządzie narasta napięcie, które coraz trudniej ukryć za oficjalnymi komunikatami. Za zamkniętymi drzwiami dochodzi do ostrych sporów, a jedna z ostatnich rozmów podczas posiedzenia Rady Ministrów miała wyjątkowo nerwowy przebieg. Tym razem stawką okazał się dokument, nad którym pracowano od wielu miesięcy i który miał wyznaczyć kierunek działania państwa na kolejne lata.
Tusk zatrzymał kluczowy plan rządu. Burzliwe kulisy spięcia z ważną minister
W koalicji rządzącej od dawna słychać głosy o pogarszających się relacjach między Donaldem Tuskiem a liderką Polski 2050 Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz. Politycy różnych ugrupowań przyznają nieoficjalnie, że współpraca między premierem a minister funduszy staje się coraz trudniejsza. W tle regularnie pojawiają się różnice dotyczące kierunku polityki gospodarczej i sposobu prowadzenia prac rządu. Coraz częściej mówi się też o braku skutecznych mechanizmów uzgadniania stanowisk wewnątrz koalicji.
Dodatkowe emocje budzą publiczne wypowiedzi minister funduszy dotyczące zmian podatkowych. Wśród koalicjantów pojawiały się zastrzeżenia wobec jej pomysłów związanych z podniesieniem drugiego progu podatkowego, które według szacunków mogłyby kosztować budżet nawet kilka miliardów złotych rocznie. Część polityków Koalicji Obywatelskiej miała odbierać takie działania jako politycznie kłopotliwe. W efekcie atmosfera wokół współpracy między oboma środowiskami stopniowo się pogarszała.
Równocześnie politycy Polski 2050 coraz częściej wyrażali frustrację dotyczącą losów własnych projektów ustaw. Według nich część inicjatyw trafiała do politycznej „zamrażarki”, a proces legislacyjny znacząco się wydłużał. W ich ocenie osłabła także regularna komunikacja pomiędzy liderami koalicji. Szczególnie widoczne miało to być przy pracach nad najważniejszymi projektami strategicznymi.
W ostatnich tygodniach napięcie ponownie wzrosło podczas prac nad dokumentem dotyczącym rozwoju państwa do 2035 roku. Strategia przygotowywana przez resort funduszy miała wyznaczać średniookresowe priorytety państwa w polityce społecznej, gospodarczej i przestrzennej. Dokument miał również odgrywać istotną rolę przy planowaniu wykorzystania środków unijnych po 2028 roku. Właśnie wokół tego projektu doszło do jednego z najbardziej wyraźnych spięć w obecnym rządzie.
Premier zatrzymał wielomiesięczne prace
Podczas ostatniego posiedzenia Rady Ministrów premier Donald Tusk miał jasno zakomunikować, że strategia nie zostanie przyjęta. Według relacji uczestników spotkania szef rządu podkreślał, że jego uwagi nie są wymierzone personalnie w minister funduszy. Zastrzeżenia miały dotyczyć samej idei tworzenia wieloletnich planów w warunkach szybko zmieniającej się sytuacji politycznej i gospodarczej. Premier miał uważać, że takie dokumenty mogą szybko stracić aktualność.
W trakcie dyskusji Donald Tusk miał również przypominać wcześniejsze doświadczenia związane z podobnymi projektami strategicznymi realizowanymi w poprzednich latach. W jego ocenie rozbudowane plany rozwoju często stają się źródłem politycznych problemów i sporów interpretacyjnych. Pojawiły się też obawy, że opozycja mogłaby wykorzystywać zapisy strategii do budowania krytycznej narracji wobec rządu. Według rozmówców premier wskazywał również, że Unia Europejska formalnie nie wymaga przyjmowania takiego dokumentu.
Minister funduszy miała jednak przekonywać, że strategia powstawała przez wiele miesięcy przy szerokim udziale administracji, samorządów i partnerów społecznych. Resort argumentował, że dokument przeszedł liczne konsultacje międzyresortowe i uwzględniał zgłaszane poprawki. Z punktu widzenia ministerstwa szczególnie ważne miało być przygotowanie kraju do nowej perspektywy finansowej Unii Europejskiej na lata 2028–2034. Pełczyńska-Nałęcz miała podkreślać, że projekt stanowi ważny element planowania polityki państwa.
Premier krytycznie oceniał jednak również sam sposób pracy nad strategią. Według relacji z posiedzenia rządu uważał, że część ministrów analizowała projekt jedynie fragmentarycznie, bez spojrzenia na dokument jako całość. Wśród członków rządu pojawiały się też głosy dotyczące możliwych problemów komunikacyjnych związanych z założeniami strategii. Część ministrów obawiała się, że rozbudowany dokument może stać się trudny do politycznego obronienia.
W tle spór o przyszłość państwa i unijnych pieniędzy
Projekt strategii miał zastąpić obowiązującą jeszcze „Strategię Odpowiedzialnego Rozwoju” przygotowaną za czasów rządu Mateusza Morawieckiego. Dokument resortu funduszy określano jako próbę stworzenia nowego planu rozwoju państwa na kolejne lata. Zawierał on założenia dotyczące polityki społecznej, gospodarczej oraz przestrzennej. Dla części administracji miał już stać się punktem odniesienia przy bieżących pracach ministerstw.
W otoczeniu Kancelarii Premiera pojawiały się jednak argumenty, że rzeczywistość polityczna i międzynarodowa zmienia się zbyt dynamicznie, by budować plany aż do 2035 roku. Rozmówcy zbliżeni do rządu wskazywali, że nagłe kryzysy mogą całkowicie zmienić wcześniejsze założenia. Część polityków uważała, że bardziej praktyczne są krótsze i elastyczne plany działania. Właśnie ta różnica podejścia miała najmocniej podzielić obie strony sporu.
Nie brakowało też opinii, że brak przyjęcia strategii może utrudnić koordynację działań całego rządu. Zwolennicy dokumentu przekonywali, że państwo potrzebuje jasno określonych priorytetów i długoterminowych celów. Wskazywali również na znaczenie strategii przy planowaniu podziału funduszy europejskich w kolejnych latach. Sceptycy odpowiadali jednak, że ostateczne decyzje i tak będą miały charakter polityczny, niezależnie od zapisów dokumentu.
Dodatkowe emocje wywołał fakt, że jeszcze niedawno przyjęcie strategii znalazło się wśród rządowych priorytetów na 2026 rok. Po zatwierdzeniu raportu temat miał jednak ponownie wrócić podczas dyskusji na posiedzeniu Rady Ministrów i doprowadzić do kolejnej ostrej wymiany zdań. Według informacji z otoczenia rządu przyszłość dokumentu pozostaje dziś niejasna. Coraz więcej wskazuje na to, że strategiczny plan może nie zostać przyjęty w obecnej kadencji.


