Dziś upływa termin, w którym prezydent musi podjąć kluczową decyzję dotyczącą jednej z najbardziej kontrowersyjnych ustaw ostatnich miesięcy. Chodzi o nowelizację przepisów regulujących funkcjonowanie treści w polskim internecie, która od tygodni budzi ogromne emocje zarówno wśród polityków, jak i zwykłych użytkowników sieci.
Prezydent szykuje zaskakujący ruch. Rząd już szykuje kontrę
Atmosfera w gabinetach władzy jest napięta do granic możliwości. Z kuluarów dochodzą sprzeczne sygnały, choć jedno wydaje się przesądzone – głowa państwa zmierza w bardzo konkretnym kierunku. Już teraz niektórzy przedstawiciele koalicji rządzącej zaczęli nagrywać w Sejmie materiały wideo, które mają posłużyć do krytyki postawy Karola Nawrockiego.
Ustawa trafiła na biurko prezydenta jeszcze w grudniu ubiegłego roku. Od tamtej pory trwały intensywne konsultacje, analizy prawne i zakulisowe rozmowy. Projekt ma dostosować polskie prawo do unijnego rozporządzenia znanego jako Akt o usługach cyfrowych (DSA). Rządzący przekonują, że chodzi o stworzenie skutecznych narzędzi wymuszających na platformach internetowych usuwanie nielegalnych materiałów.
Pałac stawia sprawę jasno
Sygnały płynące z otoczenia prezydenta nie pozostawiają złudzeń. Źródła bliskie Nawrockiemu wskazują na kilka poważnych zastrzeżeń wobec przyjętych przepisów. Przede wszystkim podnoszony jest argument o niekonstytucyjności regulacji – na co zwrócił uwagę Sąd Najwyższy w swojej ostrej opinii wydanej podczas prac legislacyjnych.
Współpracownicy głowy państwa kwestionują również przyjętą ścieżkę odwoławczą. Ich zdaniem zamiast kierować sprawy do Urzędu Komunikacji Elektronicznej, znacznie lepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie specjalnych sądów działających w trybie 24-godzinnym. Argumentują, że przeciętny obywatel nie będzie się procesował z urzędem, natomiast odwrócenie tej logiki – gdzie to państwo musiałoby wygrać w sądzie – mogłoby funkcjonować sprawnie i szybko.
Sam prezydent już w listopadzie ubiegłego roku podczas Kongresu Młodych ECR w Lublinie dał jasno do zrozumienia, jak postrzega sporną ustawę. Nawrocki określił ją wówczas jako „nadregulację” unijnych przepisów, która może prowadzić do odbierania Polakom możliwości swobodnego dzielenia się opiniami w sieci.
Jako człowiek przywiązany do wolności, dostrzegł w proponowanych rozwiązaniach poważne zagrożenia. Sugerował wprost, że nowe prawo może wprowadzać pewną formę ograniczania swobody wypowiedzi. Rządzący szacują prawdopodobieństwo weta na 99 procent. Koalicja nie zamierza jednak składać broni i już przygotowuje się do kolejnego starcia.
Rząd zapowiada walkę do końca
Wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski stanowczo broni przyjętej regulacji. Przekonuje, że ustawa ma na celu zwiększenie bezpieczeństwa w sieci poprzez wzmocnienie praw użytkowników wobec wielkich platform oraz ochronę przed nielegalnymi treściami, dezinformacją i hejtem. Zdaniem szefa resortu cyfryzacji chodzi o przełamanie dotychczasowego modelu, gdzie to same platformy decydowały o zasadach gry, a zwykły internauta pozostawał praktycznie bezbronny.
Gawkowski nie owija w bawełnę – według niego ewentualne weto oznaczałoby, że prezydent bierze na siebie pełną odpowiedzialność za brak walki z nielegalnymi treściami i akceptuje postępujące zaśmiecanie internetu. Minister zapowiada, że zanim koalicja przejdzie do kolejnych kroków, najpierw pokaże opinii publicznej skalę szkód wyrządzonych decyzją głowy państwa.
Podobnego zdania jest wiceminister cyfryzacji Michał Gramatyka z Polski 2050, który określa potencjalne weto jako „bardzo, bardzo duży błąd”. Wskazuje na problemy z implementacją unijnego prawa DSA – regulacji przyjętej przez instytucje europejskie właśnie po to, by przeciwdziałać hejtowi i dezinformacji na platformach społecznościowych.
Gramatyka podkreśla, że nowe przepisy mają wzmocnić pozycję użytkowników, którzy dziś nie mają praktycznie żadnych praw wobec internetowych gigantów. Każdy miałby zyskać możliwość odwołania się od decyzji o usunięciu postu czy profilu, a wszelkie działania moderacyjne wymagałyby uzasadnienia. Przewidziano również specjalne mechanizmy chroniące najmłodszych internautów.
Polityczna przepaść się pogłębia
Rozmówcy z kręgów rządowych nie kryją frustracji. Wskazują na niezrozumiałą ich zdaniem logikę argumentacji Pałacu. Prezydent domagał się, by treści nie znikały bez decyzji sądu – po senackich poprawkach ustawa gwarantuje właśnie taki mechanizm. Teraz jednak pojawiają się zarzuty o zbyt wolne procedury. Pada pytanie, dlaczego poprzedni rząd nie wdrożył sądów 24-godzinnych, skoro teraz strona prezydencka uważa je za niezbędne.
Część koalicyjnych polityków uważa, że prawdziwym problemem nie są konkretne przepisy, lecz polityczna kalkulacja obozu prezydenckiego. Według tej interpretacji Pałac dostrzega potencjał wyborczy w narracji wzywającej do całkowitej deregulacji internetu – retoryce zbieżnej ze stanowiskiem Konfederacji.
Odpowiedź z otoczenia prezydenta jest równie ostra. Współpracownicy Nawrockiego twierdzą, że rząd wprawdzie próbował prowadzić dialog, jednak ostatecznie znów doprowadził do zaostrzenia podziałów. Część obserwatorów zwraca uwagę na istotny kontekst – podczas kampanii prezydenckiej Nawrocki podpisał tzw. Deklarację Toruńską przedłożoną mu przez Sławomira Mentzena. Trzeci punkt tego dokumentu zawiera zobowiązanie do niepodpisywania żadnej ustawy ograniczającej swobodę wyrażania poglądów zgodnych z konstytucją.
Jeśli prezydent rzeczywiście kurczowo trzyma się tej obietnicy, perspektywy porozumienia z rządem w sprawach dotyczących regulacji internetowych wydają się niezwykle mgliste. Nieoficjalnie słychać jednak, że koalicja szykuje drugie podejście do ustawy – być może w zmienionej wersji, która rozbroi przynajmniej część prezydenckich zastrzeżeń. Polityczna batalia o kształt polskiego internetu dopiero się rozkręca.


