in

Kolejna wielka fala zwolnień. 3 tys. pracowników handlu do zwolnienia

Jeden z największych graczy polskiego handlu spożywczego stoi przed głębokimi zmianami, które odczują tysiące osób. Decyzja zarządu może zatrząść całą branżą.

eurocash zwolnienia grupowe
Fot. Jacek Halicki - Praca własna

Polski rynek handlu spożywczego od miesięcy żyje sprzecznościami. Z jednej strony sieci dyskontów rosną w tempie, którego nie powstydziłyby się start-upy z Doliny Krzemowej. Z drugiej – pojawiają się gracze, którzy muszą gwałtownie zacisnąć pasa, bo dotychczasowy model przestał się spinać. Jedna z najbardziej znanych firm w kraju właśnie ogłosiła decyzję, która odbije się na tysiącach polskich rodzin.

Branża handlowa pęka. Eurocash chce zwolnić 3 tys. osób

Patrząc na sytuację w polskim handlu, można odnieść wrażenie, że to dwa zupełnie różne światy. Biedronka i Dino otwierają nowe placówki niemal taśmowo, zatrudniając kolejne setki osób. Konkurencja nie próżnuje, a klienci dostają coraz więcej możliwości wyboru sklepu blisko domu.

Ten obraz mąci jednak prozaiczny szczegół: w tych samych firmach związki zawodowe od dawna prowadzą spory zbiorowe. Pracownicy domagają się wyższych pensji, a temperatura rozmów z zarządami sieci raz po raz wzrasta. Wzrost zatrudnienia idzie więc w parze z napięciami, których nie da się zamieść pod dywan.

Tymczasem część branży idzie w przeciwnym kierunku. Zamiast rozbudowy – cięcia. Zamiast nowych otwarć – zamykanie placówek. Dokładnie taką drogę obrała właśnie Grupa Eurocash, która zapowiada zmiany na skalę, jakiej polski handel dawno nie widział.

Sklepy znikają, model się sypie

Jeszcze do końca listopada poprzedniego roku Eurocash zamknął ponad sto placówek sieci Delikatesy Centrum. Bilans wygląda następująco: 65 sklepów własnych oraz 54 franczyzowe przestały istnieć. Skala redukcji pokazuje, że nie chodzi o kosmetyczne porządki, lecz o zasadniczą przebudowę całej grupy.

Spółka tłumaczy te ruchy potrzebą uproszczenia struktury organizacyjnej po latach intensywnych fuzji i przejęć. Zmiany dotyczą obszarów administracyjnych i operacyjnych, reorganizacji procesów oraz zamykania nierentownych projektów i jednostek biznesowych. Restrukturyzacja własnej sieci Delikatesów Centrum jest tylko jednym z elementów większej układanki.

Liczby z trzeciego kwartału ubiegłego roku potwierdzają, że spółka ma się z czego tłumaczyć przed inwestorami. Przychody spadły o 4,3 procent rok do roku i wyniosły 7,94 mld zł. Słabsza sprzedaż dotknęła zarówno segment hurtowy Cash&Carry, jak i detal w Delikatesach Centrum. EBIT zamknął się kwotą 86 mln zł, a skorygowana EBITDA – po uwzględnieniu efektu zamknięcia trzydziestu własnych sklepów – wyniosła 243 mln zł i była o 3 procent wyższa niż rok wcześniej.

Trzy tysiące osób na celowniku

I tu dochodzimy do informacji, która spędzi sen z powiek wielu pracownikom. W ramach planu na lata 2026–2027 Grupa Eurocash zapowiada zwolnienia grupowe, które mogą objąć około 3 tysięcy osób do końca 2027 roku. Powodem ma być redukcja lub całkowita likwidacja części stanowisk, w tym tych, które po latach przejęć po prostu się dublują.

Biuro prasowe spółki w odpowiedzi dla Strefy Biznesu wyjaśnia, że restrukturyzacja jest częścią strategii dostosowującej model operacyjny do nowego kierunku rozwoju firmy. Eurocash chce się docelowo wycofać z prowadzenia własnych sklepów detalicznych i postawić na obsługę placówek franczyzowych. To zmiana filozofii działania – z bezpośredniego operatora handlowego w stronę dostawcy i partnera dla niezależnych przedsiębiorców.

Prezes spółki Paweł Surówka zapowiedział w komunikacie, że firma konsekwentnie optymalizuje procesy i obniża zadłużenie dzięki sprawniejszemu zarządzaniu kapitałem obrotowym. Według niego ambicją zarządu jest powrót na ścieżkę rentownego wzrostu, a fundamenty pod ten powrót powstają już dziś. Szczegółowy kierunek dalszego rozwoju grupy ma zostać przedstawiony w grudniu, a publikacja sprawozdania finansowego za 2025 rok zaplanowana jest na 30 kwietnia.

péter magyar wiek

Péter Magyar to drugi Orban? Nowy premier Węgier kontynuuje politykę Fideszu

biedronka

Kontrolerzy weszli do sklepów i zamarli. Tego, co zastali, nie spodziewał się nikt