in

Wyciekła prawda o wirusie Nipah. Czy znów grożą nam masowe zgony?

W Indiach wykryto nowe przypadki zakażenia groźnym patogenem. Służby sanitarne objęły nadzorem niemal 200 osób, a część z nich trafiła na przymusową kwarantannę.

modlitwa na koronawirusa msza kościół epidemia
Fot. Wikipedia, Pixabay

Wieści napływające z Azji elektryzują środowisko medyczne na całym świecie. To, co wydarzyło się w ostatnich dniach w Indiach, natychmiast uruchomiło procedury kryzysowe i zmobilizowało służby sanitarne do działania na niespotykaną skalę. Sytuacja rozwija się dynamicznie, a kolejne informacje docierające z subkontynentu indyjskiego budzą coraz większe emocje – podaje Onet.

Śmiertelny wirus powraca. Indie w strachu, a eksperci mówią wprost o zagrożeniu

Patogen, o którym mowa, nie jest przypadkowym mikroorganizmem. Jego historia sięga końca lat 90. ubiegłego wieku, kiedy to po raz pierwszy zidentyfikowano go w Malezji i Singapurze. Od tamtej pory naukowcy śledzą każde jego pojawienie się z najwyższą uwagą. Powód jest prosty — ten konkretny wirus potrafi zabijać z przerażającą skutecznością.

Indyjskie władze zareagowały błyskawicznie. Natychmiast po potwierdzeniu diagnozy uruchomiono szeroko zakrojone działania epidemiologiczne. Przeprowadzono badania PCR nie tylko u ludzi, ale również u nietoperzy z ogrodu zoologicznego w Kolkacie oraz z różnych zakątków Bengalu Zachodniego. Skala operacji pokazuje, jak poważnie traktowane jest obecne zagrożenie.

Wirus Nipah — bo to właśnie o nim mowa — należy do rodziny paramyksowirusów, tej samej co sprawcy odry, świnki czy paragrypy. Jego naturalnym siedliskiem są owocożerne nietoperze z rodzaju Pteropus, zamieszkujące rozległe tereny Azji Południowo-Wschodniej, Afryki Wschodniej oraz Australii. Te latające ssaki mogą być nosicielami patogenu bez żadnych widocznych objawów choroby.

Nietoperze, owoce i sok z daktyli — nieoczywista droga zakażenia

Problem polega na tym, że zarażone nietoperze wydalają ogromne ilości wirusa wraz z moczem i odchodami. W ten sposób zanieczyszczają wodę, różne powierzchnie, a przede wszystkim owoce rosnące na drzewach. Największą liczbę zachorowań odnotowuje się tam, gdzie ludzie regularnie piją nieprzegotowaną wodę i jedzą surowe owoce — szczególnie w Bangladeszu.

Najbardziej niebezpieczny okazuje się sok z daktyli, lokalny przysmak zbierany metodami tradycyjnymi. Nietoperze często żerują na palmach daktylowych, pozostawiając na nich swoje wydaliny. Nieświadomi zagrożenia mieszkańcy spożywają skażony napój, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji. Co gorsza, wirus potrafi przenosić się również z człowieka na człowieka poprzez bliski kontakt i płyny ustrojowe — ta cecha budzi największy niepokój epidemiologów na całym świecie.

Prof. Tomasz Dzieciątkowski, wirusolog wypowiadający się dla Medonetu, podkreśla, że właśnie możliwość transmisji międzyludzkiej sprawia, iż Nipah znajduje się na liście patogenów Światowej Organizacji Zdrowia potencjalnie zdolnych do wywołania pandemii. Jednocześnie ekspert zaznacza, że reakcja indyjskich służb była wzorcowa — przy chorobach o tak wysokiej śmiertelności, wobec braku skutecznego leczenia czy szczepionki, izolacja i kwarantanna pozostają podstawowymi narzędziami walki.

Śmiertelność sięgająca 75 procent — brutalna prawda o Nipah

Statystyki związane z wirusem Nipah są bezlitosne. Zakażenie może prowadzić do zgonu nawet u trzech czwartych chorych. Patogen atakuje układ nerwowy, wywołując ciężkie zapalenie mózgu obarczone ekstremalnie wysokim ryzykiem śmierci. Początkowe symptomy przypominają zwykłą infekcję — gorączka, bóle głowy, wymioty i kaszel. Ten ostatni objaw jest szczególnie zdradziecki, ponieważ sprzyja dalszemu rozprzestrzenianiu się choroby.

W zaawansowanych stadiach pojawiają się przerażające objawy neurologiczne. Chorzy doświadczają splątania, drgawek, a ostatecznie pełnoobjawowego zapalenia mózgu. Od momentu pierwszej identyfikacji wirusa przed 28 laty zakażeniu uległo niespełna 800 osób. Średnio połowa z nich nie przeżyła. Różnice regionalne są jednak znaczące — w Singapurze śmiertelność wynosiła około 11 procent, podczas gdy w Bangladeszu i Indiach przekraczała 70 procent.

Prof. Dzieciątkowski tłumaczy tę dysproporcję warunkami panującymi w poszczególnych krajach. Gęstość zaludnienia, poziom higieny oraz dostęp do nowoczesnej opieki medycznej decydują o szansach przeżycia. W państwach rozwiniętych, dysponujących sprawnie funkcjonującymi systemami ochrony zdrowia, ryzyko rozprzestrzenienia się wirusa pozostaje minimalne.

Europejczycy mogą odetchnąć z pewną ulgą. Zasięg występowania owocożernych nietoperzy będących naturalnymi rezerwuarami patogenu nie obejmuje naszego kontynentu. Bez obecności tych zwierząt wirus nie ma możliwości swobodnego krążenia w środowisku. Przez niemal trzy dekady Nipah nie przedostał się ani do Europy, ani do Ameryki Północnej.

Cykliczne ogniska zakażeń ograniczają się głównie do Bangladeszu, a obecna sytuacja w Indiach — choć niepokojąca — nie jest precedensem, mimo że poprzedni przypadek w tym kraju odnotowano 19 lat temu.

Co z podróżnikami i czy powstanie szczepionka?

Osoby planujące wyjazdy do regionów endemicznego występowania wirusa powinny zachować wzmożoną czujność. Ekspert radzi, by w miarę możliwości unikać podróży do Azji Południowo-Wschodniej, zwłaszcza do Bangladeszu i Indii, jeśli nie są one absolutnie konieczne. Decydując się na wizytę w tych rejonach, należy przestrzegać podstawowych zasad bezpieczeństwa — często myć ręce, pić wyłącznie wodę butelkowaną lub przegotowaną, rezygnować ze świeżych soków i owoców oraz omijać duże skupiska ludzi.

Każdy, kto po powrocie z wymienionych krajów zauważy u siebie objawy przypominające grypę, powinien natychmiast skontaktować się z lekarzem i koniecznie poinformować go o miejscu niedawnego pobytu. Szybka reakcja może uratować życie.

Na wirusa Nipah wciąż nie istnieje szczepionka, dlatego główne metody ochrony to kwarantanna oraz kontrola węzłów komunikacyjnych. Prace nad preparatem immunizującym trwają od lat. W grudniu ubiegłego roku Uniwersytet Oksfordzki ogłosił przełomową wiadomość — kandydat na szczepionkę przeciwko Nipah wszedł w drugą fazę badań klinicznych. Prof. Dzieciątkowski zaznacza, że wysiłki naukowców wyprzedzają medialne doniesienia, a profilaktyka i badania prowadzone są systematycznie, niezależnie od chwilowego zainteresowania opinii publicznej.

Obecnie w Indiach pod obserwacją pozostaje 180 osób mających kontakt z zakażonym pacjentem oraz personelem medycznym. Dwadzieścia z nich — będących w najbliższym otoczeniu chorych — objęto obowiązkową kwarantanną. Służby epidemiologiczne działają zgodnie z ustalonymi procedurami, a sytuacja jest monitorowana na bieżąco.

hołownia płacze

Koniec Polski 2050? Wściekły Hołownia gotowy trzasnąć drzwiami. Będą masowe odejścia