Kiedy na Bliskim Wschodzie znów zapłonął lont, większość z nas myślała o cenach paliwa. Tymczasem eksperci od farmacji biją na alarm – kryzys może w ciągu kilku tygodni dosięgnąć zwykłego Kowalskiego stojącego po receptę. Najważniejsze i najbardziej niepokojące informacje dopiero przed nami.
Twoje leki mogą nie dotrzeć na czas. Eksperci biją na alarm
Sytuacja geopolityczna na Bliskim Wschodzie uderza tym razem w dostęp do leków. Szlaki, którymi surowce farmaceutyczne wędrują z Azji do Europy, stają się coraz bardziej niepewne. Warto zrozumieć, jak bardzo Polska jest uzależniona od azjatyckich producentów substancji czynnych.
Zakłócenia przy cieśninie Ormuz i Kanale Sueskim wydłużają dostawy leków do Europy nawet o trzy tygodnie. Krzysztof Kopeć, prezes Krajowych Producentów Leków, wskazuje, że statki z Azji omijają zagrożony rejon trasą wokół Rogu Afryki – to cztery tysiące mil i 15–20 dni opóźnienia. Porty są przeciążone, a miejsce cargo w samolotach z Indii brakuje.
Dłuższa droga naraża wrażliwe na temperaturę preparaty na uszkodzenia i wydłuża procedury dopuszczenia do obrotu w UE. Wzrost cen ropy przekłada się na droższe opakowania szklane, a firmy ubezpieczeniowe zapowiadają podwyżki składek za ładunki w strefach wojennych. Stawki czarteru supertankowców przekraczają poziomy z czasów pandemii.
Polskie firmy liczą koszty
Barbara Misiewicz-Jagielak z Polpharmy przyznaje, że podwyżki nie objęły jeszcze wszystkich producentów, ale wzrost kosztów transportu i opakowań jest nieuchronny. Servier czuje się bezpieczniej – produkuje substancje czynne w UE, a jego warszawska fabryka dostarcza blisko 100 procent opakowań leków do polskich aptek. Natalia Stasiakowska-Jabłońska z Servier zaznacza jednak, że wzrostu cen energii i ubezpieczeń w dłuższej perspektywie nie da się wykluczyć. Bayer wdrożył procedury bezpieczeństwa, lecz Margareta Szabó Gačková nie chce spekulować o skutkach konfliktu.
Których leków może zabraknąć?
Krzysztof Łanda, były wiceminister zdrowia, stawia sprawę wprost: nie boi się wzrostu cen – boi się, że pewnych leków w Europie po prostu zabraknie. Przypomina, że gdyby Polska wdrożyła refundacyjny tryb rozwojowy (RTR), kraj byłby dziś znacznie lepiej chroniony. Zagrożone są leki, których substancje czynne powstają w Indiach i Chinach.
Podczas pandemii COVID-19 zabrakło m.in. leków przeciwgrypowych, dla pacjentów z HIV i chorobą Parkinsona, leków przeciwmalarycznych oraz środków przeciwbólowych. Historia może się powtórzyć. Kopeć wskazuje główne ryzyka: przeciążony transport, opóźnienia w pozwoleniach importowych i gwałtowny wzrost kosztów frachtu oraz ubezpieczeń.
Branża ma jeden apel – zwiększyć produkcję substancji czynnych w Europie i uniezależnić się od azjatyckich dostawców. Bez tego polscy pacjenci mogą wkrótce boleśnie odczuć skutki globalnych napięć geopolitycznych.
Źródło: medonet.pl


