Tommy Shelby nie odpuszcza. Gangster z Birmingham, którego miliony widzów żegnały po szóstym sezonie serialu, niespodziewanie powrócił na ekrany i natychmiast wywołał trzęsienie ziemi na Netflixie. 20 marca platforma wypuściła pełnometrażową kontynuację kultowej serii, a reakcja publiczności przeszła najśmielsze oczekiwania – podaje Onet.
Tommy Shelby wrócił i podbił świat w trzy dni. Takich liczb Netflix dawno nie widział
O filmie mówi się dosłownie wszędzie. Fora internetowe, media społecznościowe, portale branżowe – każdy komentuje powrót Shelbych. Fani serialu czekali na ten moment latami, ale nikt chyba nie spodziewał się, że premiera okaże się aż tak elektryzująca. Skala zainteresowania sugeruje, że marka Peaky Blinders nie tylko przetrwała przerwę, ale wręcz na niej zyskała.
Co takiego kryje się za tym fenomenem? Odpowiedź nie jest jednoznaczna i wykracza daleko poza nostalgię za serialem. Za produkcją stoją nazwiska, które same w sobie gwarantują jakość, a fabuła sięga po wątek historyczny, o którym mało kto słyszał. Ale po kolei.
Netflix opublikował dane, które robią wrażenie nawet jak na standardy platformy obsługującej setki milionów użytkowników. „Peaky Blinders: Nieśmiertelny” w ciągu zaledwie trzech dni od premiery zgromadził 25,3 mln wyświetleń i 48,1 mln godzin oglądania. Film wskoczył na pierwsze miejsce rankingu w 50 krajach jednocześnie.
To najlepszy wynik startowy spośród wszystkich odsłon tej marki – lepszy niż którykolwiek sezon serialu. Cillian Murphy ponownie wciela się w Tommy’ego Shelby’ego, a u jego boku na ekranie pojawiają się Rebecca Ferguson, Tim Roth, Barry Keoghan i Stephen Graham. Obsada robi wrażenie sama w sobie, ale to nie jedyny magnes.
Reżyserię objął Tom Harper, natomiast scenariusz po raz kolejny napisał Steven Knight – twórca znany z „Tabu”, „Rodu Guinnessów” i „Tysiąca ciosów”. Knight tym razem sięgnął po mało znany epizod z czasów II wojny światowej. Chodzi o nazistowski plan destabilizacji brytyjskiej gospodarki przez masowe wprowadzenie do obiegu fałszywych banknotów. Ten historyczny wątek stanowi tło fabularne filmu i nadaje mu zupełnie nowy wymiar.
Czy 112 minut wystarczy, żeby zamknąć tę historię?
Film domyka wiele wątków zawieszonych po finale szóstego sezonu. Dla fanów, którzy od lat zastanawiali się nad losem poszczególnych postaci, to istotne dopowiedzenie. Jednocześnie produkcja nie stawia kropki nad całym uniwersum. Netflix już oficjalnie zapowiedział dwa kolejne sezony, które mają skupić się na nowym pokoleniu rodziny Shelbych.
Recenzje są w większości pozytywne, choć pojawiają się też zastrzeżenia. Część widzów i krytyków zwraca uwagę, że 112 minut to po prostu za mało, żeby oddać złożoność narracji, do której przyzwyczaił wielosezonowy serial. Format filmowy narzuca inne tempo i zmusza do skrótów, co nie wszystkim przypadło do gustu.
Niezależnie od tych głosów, jedno widać wyraźnie po samych liczbach – apetyt na Peaky Blinders nie słabnie. Wręcz przeciwnie. Jeśli Netflix dobrze rozegra zapowiedziane kontynuacje, rodzina Shelbych może zagościć na platformie na kolejne lata.


