Coraz więcej sygnałów sugeruje, że polska gospodarka zaczyna wchodzić w znacznie bardziej wymagający okres. Na pierwszy plan wracają obawy o ceny, zadłużenie państwa i tempo wzrostu, które jeszcze niedawno wydawało się stabilne. Najnowsze prognozy ekonomistów pokazują, że sytuacja może rozwijać się w kierunku, którego wielu chciało uniknąć.
Polska zwalnia? Eksperci alarmują, że nadchodzą trudniejsze miesiące
Analitycy banku Pekao SA skorygowali swoje przewidywania dotyczące wzrostu gospodarczego Polski. Według nowych wyliczeń PKB ma wzrosnąć w tym roku o 3,5 proc., a w przyszłym już tylko o 2,7 proc. Wcześniejsze prognozy były wyraźnie bardziej optymistyczne i zakładały odpowiednio 3,8 proc. oraz 3,6 proc. wzrostu. To sygnał, że dynamika polskiej gospodarki zaczyna wyraźnie słabnąć.
Ekonomiści wskazują, że taki scenariusz może oznaczać początek trudniejszego etapu dla finansów publicznych. Wolniejszy wzrost gospodarczy zwykle przekłada się na większą presję na budżet państwa. Pojawiają się też obawy dotyczące szybszego przyrostu długu publicznego. W tle pozostaje również problem utrzymujących się wysokich kosztów energii.
Inflacja znów może przyspieszyć
Według ekspertów dodatkowym zagrożeniem pozostaje sytuacja na rynku paliw i gazu. Kryzys naftowy może podnieść inflację nawet o 2 punkty procentowe. Oznaczałoby to, że pod koniec roku wskaźnik wzrostu cen może zbliżyć się do poziomu 4 proc. Takie prognozy coraz częściej pojawiają się w analizach ekonomicznych.
Eksperci przyjęli w swoich wyliczeniach, że ropa utrzyma się w pobliżu 100 dolarów za baryłkę, a gaz będzie kosztował około 50 euro za megawatogodzinę. Obecnie baryłka ropy Brent kosztuje ponad 106 dolarów, natomiast ceny gazu wynoszą około 46 euro za MWh. Członkowie Rady Polityki Pieniężnej sugerowali już wcześniej, że wyższa inflacja mogłaby otworzyć drogę do podwyżek stóp procentowych. Mimo tego Pekao SA nadal zakłada brak zmian stóp aż do końca przyszłego roku.


