Czasem jeden podpis decyduje o dalszym biegu sprawy. Gdy go brakuje, pojawiają się pytania o granice władzy, odpowiedzialności i możliwości działania sądów. Teraz właśnie taki spór trafił na wokandę i może stać się ważnym testem dla obowiązujących procedur.
Poszedł do sądu przeciwko premierowi. Chce wymusić podpis Donalda Tuska
Sprawa dotyczy asesorów sądów administracyjnych, którzy od wielu miesięcy czekają na zakończenie procedury nominacyjnej. Jak informowała wcześniej „Rzeczpospolita”, niezbędnym elementem pozostaje kontrasygnata prezesa Rady Ministrów. Według ustaleń dziennika premier Donald Tusk nie złożył dotąd podpisów pod postanowieniami nominacyjnymi przygotowanymi jeszcze za obecnej i poprzedniej prezydentury. Dla części zainteresowanych oznacza to przedłużającą się niepewność.
Jeden z kandydatów postanowił skierować sprawę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Zdecydował się na ten krok po 11 miesiącach oczekiwania na zakończenie procedury. W skardze domaga się zobowiązania szefa rządu do złożenia podpisu pod postanowieniem nominacyjnym. Chce również, aby sąd uznał bezczynność organu za działanie naruszające prawo w sposób rażący.
Czy sąd może nakazać premierowi podpis?
O ocenę tej sytuacji „Fakt” poprosił konstytucjonalistę prof. Marka Chmaja. Prawnik zwrócił uwagę, że sprawa nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać. Ekspert podkreślił, że kontrasygnata premiera ma charakter ustrojowy. Oznacza to, że nie należy jej traktować tak samo jak klasycznego aktu administracyjnego.
Zdaniem profesora właśnie tutaj pojawia się zasadnicza przeszkoda. Sądy administracyjne mogą ingerować w określone działania organów administracji, jednak nie zawsze mają możliwość zastępowania czynności o charakterze ustrojowym. Prof. Chmaj wyjaśnił, że podpis premiera oznacza przejęcie odpowiedzialności za akt urzędowy prezydenta. Z tego powodu kontrasygnata funkcjonuje w odrębnej kategorii prawnej.
Dwie różne instytucje prawne
Konstytucjonalista zaznaczył jednocześnie, że skarga na bezczynność może zostać wniesiona do sądu. Nie wykluczył także, że sąd mógłby zobowiązać prezesa Rady Ministrów do szybkiego rozważenia kwestii udzielenia kontrasygnaty. Jednocześnie, jak wskazał ekspert, samo orzeczenie sądu nie może zastąpić podpisu premiera.
Taka decyzja nadal pozostaje w gestii szefa rządu. Profesor odniósł się również do porównań między podpisem premiera a podpisem prezydenta pod nominacjami sędziowskimi. Jego zdaniem są to dwie odrębne konstrukcje prawne, których nie należy utożsamiać.
Jak wyjaśnił, akty prezydenta mają cechy aktów administracyjnych wykonywanych przez organ niebędący częścią administracji. Kontrasygnata premiera pełni natomiast inną funkcję ustrojową. Na zakończenie prof. Chmaj ocenił, że zarówno akty prezydenta, jak i akty urzędowe prezesa Rady Ministrów powinny podlegać kontroli sądowej, ponieważ żaden organ państwa nie powinien pozostawać całkowicie poza mechanizmami kontroli.


