Jedno krótkie ujęcie wystarczyło, by na zawsze zapisać się w historii internetu. Niewinna reakcja małej dziewczynki błyskawicznie obiegła świat, przynosząc rodzinie ogromną popularność i nieoczekiwane korzyści. Dopiero po latach okazało się jednak, że za internetowym fenomenem kryły się także trudne pytania o prywatność, dzieciństwo i cenę sławy.
Tak wygląda dziś Chloe Clem. Jedno zdjęcie zmieniło jej życie
Historia Chloe Clem rozpoczęła się w 2013 roku od krótkiego filmu opublikowanego przez jej mamę. Nagranie przedstawiało reakcję dwóch sióstr na informację, że zamiast do szkoły pojadą do Disneylandu. Starsza Lily nie potrafiła ukryć ogromnej radości, podczas gdy dwuletnia Chloe zareagowała zupełnie inaczej.
Dziewczynka siedząca w foteliku samochodowym spojrzała z charakterystycznym wyrazem twarzy, który internauci błyskawicznie podchwycili. Zatrzymany kadr zaczął funkcjonować jako mem nazwany „Side-Eyeing Chloe”. W krótkim czasie pojawił się na niezliczonej liczbie stron internetowych i w mediach społecznościowych.
Rodzina początkowo nie miała pojęcia, że zdjęcie zdobywa tak ogromną popularność. Jak po latach wspominała mama dziewczynki Katie Clem, o wszystkim dowiedziała się od znajomych. Dopiero po wejściu na platformę Tumblr zobaczyła, że twarz jej córki jest dosłownie wszędzie.
Okazało się, że ktoś wykonał zrzut ekranu z rodzinnego filmu i właśnie w ten sposób powstał słynny mem. Nie była to inicjatywa samej rodziny. Mimo to internetowy fenomen zaczął żyć własnym życiem i przyniósł nieoczekiwane konsekwencje.
Popularność przyniosła wielkie możliwości
Ogromne zainteresowanie szybko dostrzegły również znane marki. Rodzina otrzymała zaproszenie od Disneylandu, a później pojawiły się kolejne propozycje współpracy. Popularność Chloe przełożyła się na realne możliwości zarobkowe.
Katie Clem i jej mąż David podpisali umowy sponsorskie między innymi z Google Pixel. Dzięki rozpoznawalności córki mogli korzystać z ofert, które wcześniej były dla nich nieosiągalne. Internetowa sława zaczęła wpływać na codzienne życie całej rodziny.
Przełomowym momentem okazał się również rok 2021. Wtedy zdjęcie Chloe zostało sprzedane jako token NFT za około 74 tysiące dolarów. Była to jedna z najbardziej medialnych transakcji związanych z internetowym memem.
Matka dziewczynki przyznała później, że zdobyte pieniądze odegrały ogromną rolę w życiu rodziny. Wspominała, że wcześniej zmagali się z poważnymi problemami finansowymi, a dodatkowe środki pozwoliły opłacać rachunki, czynsz oraz codzienne wydatki. Dzięki nim udało się także odłożyć pieniądze na przyszłość Chloe, w tym na edukację i ewentualny ślub.
Bohaterka mema dorosła
Dziś Chloe Clem ma 16 lat i nadal nie ukrywa swojej niezwykłej historii. Nastolatka prowadzi profile w mediach społecznościowych, gdzie publikuje aktualne zdjęcia. Jej wygląd przez lata wyraźnie się zmienił. Charakterystyczna mina, z którą kojarzy ją internet, pozostała już tylko wspomnieniem. Włosy Chloe są dziś znacznie ciemniejsze, a jej twarz zmieniła się wraz z dorastaniem.
Mimo to internauci bez problemu rozpoznają bohaterkę kultowego mema. Nastolatka pojawia się również na wydarzeniach z udziałem influencerów i celebrytów. Spotyka się z fanami oraz rozdaje autografy. Jej konto na Instagramie śledzi ponad 685 tysięcy obserwujących.
Choć internetowa popularność trwa już ponad dekadę, Chloe nie odcina się od swojej przeszłości. Stała się symbolem jednego z najbardziej rozpoznawalnych memów w historii sieci. Jednocześnie historia jej rodziny coraz częściej staje się punktem wyjścia do rozmów o granicach publikowania wizerunku dzieci.
Matka nie ukrywa dziś wyrzutów sumienia
Po latach Katie Clem zaczęła zupełnie inaczej patrzeć na decyzje podejmowane w czasie największej popularności kanału. Przyznała, że przez długi czas publikowała w serwisie YouTube wiele materiałów z udziałem córek, nie pytając ich o zgodę. Dopiero z czasem pojawiły się poważne wątpliwości.
Jak opowiadała w rozmowie z magazynem „People”, zauważyła, że dziewczynki zaczynają być zmęczone i znudzone ciągłym nagrywaniem. Wtedy postanowiła zakończyć publikowanie rodzinnych materiałów. Przyznała, że rezygnacja nie była łatwa, ponieważ wiązała się nie tylko z pieniędzmi, ale także z poczuciem uznania, jakie dawała popularność dzieci.
Dziś Katie Clem otwarcie mówi, że dostrzega u siebie zjawisko sharentingu, czyli publikowania wizerunku i informacji o dzieciach w mediach społecznościowych. Zastanawia się, czy podjęła właściwe decyzje i czy rozpoznawalność nie wpłynęła na późniejsze życie córek. Nie ukrywa, że te pytania wracają do niej bardzo często.
Matka Chloe przyznała również, że odczuwa z tego powodu silne poczucie winy. Choć internetowy fenomen pomógł rodzinie wyjść z trudnej sytuacji finansowej, dziś znacznie większą wagę przywiązuje do ochrony prywatności swoich dzieci. Historia słynnego mema stała się więc nie tylko opowieścią o sukcesie, ale także o konsekwencjach, które pojawiają się wiele lat po zdobyciu internetowej sławy.


