Najnowsze statystyki unijne obnażyły skalę kłopotów fiskalnych w kilku państwach członkowskich. Wśród nich niepokojąco wysoko uplasował się kraj nad Wisłą, który pod względem nierównowagi budżetowej ustępuje już tylko jednemu sąsiadowi zza wschodniej granicy.
Europa liczy straty, Warszawa ma powody do niepokoju
Dane Eurostatu za 2025 rok pokazały, że przeciętny deficyt w całej Wspólnocie utrzymał się na poziomie 3,1% PKB, identycznie jak rok wcześniej. Większość unijnych stolic zakończyła rok na minusie. Zaledwie cztery państwa mogą pochwalić się nadwyżką: Cypr wypracował 3,4%, Dania 2,9%, Grecja 1,7%, a Portugalia 0,7%. Łącznie aż jedenaście krajów przekroczyło dopuszczalną granicę trzech procent.
Największą dziurę w kasie państwa ma wciąż Rumunia z deficytem na poziomie 7,9% PKB. Bukareszt zmniejszył go z 9,3% notowanych rok wcześniej, ale nadal pozostaje objęty unijną procedurą nadmiernego deficytu od 2020 roku. Polski wynik to 7,3% PKB, co daje drugie miejsce od końca. Dalej w rankingu znalazły się Belgia z wynikiem 5,2% oraz Francja z 5,1%.
Dług rośnie po obu stronach
Rumuński dług publiczny podskoczył do 59,3% PKB z 54,8% rok wcześniej. Na poziomie całej UE zadłużenie urosło do 81,7% PKB, a w strefie euro sięgnęło 87,8%. Najmniej zadłużone pozostają Estonia, Luksemburg i Dania, rekordzistami zaś Grecja, Włochy i Francja. Unijne wydatki rządowe stanowiły 49,5% PKB przy dochodach na poziomie 46,4%.
Tak wysoki deficyt niesie konkretne konsekwencje. Finansowanie rosnących wydatków i obsługa długu stają się coraz kosztowniejsze. Komisja Europejska może naciskać na Warszawę, by ta wdrożyła program konsolidacji fiskalnej. Polska i Rumunia stoją przed najtrudniejszymi wyzwaniami budżetowymi spośród wszystkich państw Wspólnoty.


