Przez lata miało się zmienić wszystko, a nie zmieniało się nic. Teraz po raz pierwszy pojawił się konkretny termin, gotowy projekt ustawy i polityczna gra, od której zależy, kto i ile zapłaci za media publiczne. Problem polega na tym, że za oficjalnym planem kryje się drugi wariant. Znacznie bardziej szczelny i dużo trudniejszy do uniknięcia.
Koniec abonamentu RTV coraz bliżej. Ale drugi scenariusz może zaskoczyć miliony Polaków
Przez niemal dwie dekady likwidacja abonamentu RTV pozostawała politycznym hasłem, które regularnie wracało przed wyborami. Kolejne rządy zapowiadały reformę finansowania mediów publicznych, ale system oparty na rejestracji odbiorników trwał praktycznie bez większych zmian. Dla milionów Polaków oznaczało to ciągłą niepewność, kontrole i rosnące stawki. Politycy zmieniali się, deklaracje również, lecz mechanizm pozostawał taki sam.
Pierwszą głośną zapowiedź likwidacji abonamentu złożył Donald Tusk jeszcze w 2007 roku, tuż przed objęciem stanowiska premiera. Przez osiem kolejnych lat temat jednak nie został doprowadzony do końca. Po zmianie władzy PiS także deklarował reformę systemu finansowania mediów publicznych, ale również nie wprowadził przełomowych zmian. Efekt był prosty: abonament nadal obowiązywał, a państwo jednocześnie coraz częściej zasilało TVP i Polskie Radio dodatkowymi miliardami z budżetu.
Sytuacja zmieniła się dopiero pod koniec 2025 roku. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego opublikowało projekt oznaczony numerem UC130. Tym razem nie chodzi już o medialne deklaracje czy zapowiedzi z konferencji prasowych. Projekt został wpisany do wykazu prac legislacyjnych Rady Ministrów, co oznacza rozpoczęcie formalnej ścieżki legislacyjnej.
Za projekt odpowiada minister Marta Cienkowska. Dokument przewiduje uchylenie ustawy abonamentowej z 21 kwietnia 2005 roku i całkowite wygaszenie obecnego systemu od 1 stycznia 2027 roku. Oznaczałoby to koniec obowiązku rejestracji odbiorników, likwidację kontroli prowadzonych przez Pocztę Polską oraz zamknięcie systemu indywidualnych wpłat abonamentowych. W miejsce starego modelu miałoby pojawić się finansowanie mediów publicznych bezpośrednio z budżetu państwa.
Koniec kontroli i koniec rejestrowania telewizorów
Dla wielu obywateli najbardziej symboliczny byłby koniec obowiązku zgłaszania telewizorów i radioodbiorników. Przez lata system abonamentowy funkcjonował w oderwaniu od realiów technologicznych. W czasach platform streamingowych, oglądania treści na smartfonach i komputerach oraz malejącej liczby tradycyjnych odbiorników obowiązek rejestracji sprzętu coraz częściej uznawano za anachroniczny.
Projekt UC130 zakłada odejście od całego mechanizmu opartego na urządzeniach. Państwo przestałoby interesować się tym, kto posiada telewizor lub radio. Zniknęłyby również kontrole prowadzone przez Pocztę Polską. Dla wielu osób byłby to definitywny koniec jednej z najbardziej kontrowersyjnych opłat publicznych ostatnich lat.
Zmiana nie oznacza jednak, że media publiczne przestałyby otrzymywać pieniądze. Wręcz przeciwnie. Projekt przewiduje zagwarantowanie minimalnego poziomu finansowania na poziomie co najmniej 2,5 mld zł rocznie. Kwota miałaby być dodatkowo waloryzowana zgodnie ze wskaźnikiem inflacji.
Rząd argumentuje, że w praktyce obecny model już dziś opiera się głównie na pieniądzach budżetowych. Wpływy z abonamentu RTV od lat nie wystarczają na utrzymanie TVP i Polskiego Radia. Rocznie przynoszą około 800–900 mln zł, co pokrywa jedynie część wydatków. Resztę państwo i tak dopłacało w formie wielomiliardowych rekompensat oraz dotacji parlamentarnych.
Reforma, która formalizuje stan istniejący
W praktyce projekt nie tworzy całkowicie nowego modelu finansowania, lecz porządkuje rozwiązanie funkcjonujące od kilku lat. Od 2023 roku media publiczne regularnie otrzymywały ogromne środki z budżetu państwa. System abonamentowy stał się więc bardziej symbolicznym dodatkiem niż rzeczywistym filarem finansowania.
Rząd przekonuje, że nowa formuła byłaby bardziej przejrzysta i stabilna. Zamiast corocznych politycznych sporów o rekompensaty pojawiłby się ustawowo zagwarantowany mechanizm finansowania. To właśnie stabilność ma być jednym z najważniejszych argumentów przemawiających za reformą.
Istotne znaczenie ma również Europejski Akt o Wolności Mediów, czyli EMFA. Polska musi wdrożyć przepisy wynikające z tego aktu, a jednym z wymogów jest zapewnienie mediom publicznym przewidywalnego i stabilnego finansowania. Według projektodawców obecny system corocznych decyzji budżetowych nie daje takich gwarancji.
Problem polega jednak na tym, że nawet proponowany model budzi zastrzeżenia. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zwróciła uwagę, że zapis o finansowaniu „nie mniejszym niż 2,5 mld zł” pozostawia ministrowi finansów szerokie pole uznaniowości. Według KRRiT może to być sprzeczne z zasadą stabilności wymaganą przez europejskie regulacje.
Ministerstwo Finansów policzyło koszty
Za politycznymi deklaracjami stoją bardzo konkretne liczby. Ministerstwo Finansów podczas konsultacji publicznych projektu przedstawiło własne wyliczenia dotyczące skutków reformy. Wynika z nich, że zapewnienie dodatkowych miliardów złotych rocznie dla mediów publicznych będzie dużym obciążeniem dla budżetu.
Szacunki mówią nawet o około 25 mld zł skumulowanych kosztów w ciągu dekady. To oznacza, że państwo będzie musiało znaleźć stałe źródło finansowania. W praktyce pieniądze nie pojawią się znikąd. Jeśli nie będą pochodziły z abonamentu lub nowej opłaty, trzeba będzie przesunąć środki z innych wydatków albo zwiększyć wpływy podatkowe.
To właśnie w tym miejscu zaczyna pojawiać się alternatywny scenariusz, o którym coraz częściej mówi się w politycznych i medialnych kuluarach. Oficjalnie rząd stawia dziś na finansowanie budżetowe. Jednak w dokumentach towarzyszących projektowi znajduje się jeszcze jedna możliwość. I właśnie ona wywołuje największe emocje.
Plan B istnieje. I może objąć niemal wszystkich pracujących
W Ocenie Skutków Regulacji dołączonej do projektu UC130 Ministerstwo Kultury opisało różne możliwe warianty finansowania mediów publicznych. Jednym z nich jest tzw. opłata audiowizualna. To rozwiązanie, które przez lata regularnie wracało w debacie publicznej, ale nigdy nie zostało wdrożone. Mechanizm byłby znacznie prostszy od obecnego abonamentu. Opłata byłaby automatycznie naliczana przy rozliczeniu podatku PIT. Nie byłoby konieczności rejestrowania odbiorników, pilnowania terminów wpłat ani kontaktu z Pocztą Polską. Cały proces przejąłby urząd skarbowy.
Najważniejsza różnica polega jednak na czymś innym. W obecnym systemie miliony Polaków po prostu ignorują obowiązek abonamentowy. Według szacunków około 80 proc. osób nie płaci abonamentu RTV. W modelu powiązanym z PIT praktycznie nie byłoby możliwości uniknięcia opłaty. Dla administracji państwowej oznaczałoby to znacznie większą skuteczność poboru. Dla obywateli byłaby to natomiast opłata powszechna, automatyczna i dużo trudniejsza do obejścia niż obecny system.
To nie jest projekt ustawy. Na razie to wariant awaryjny
Wokół opłaty audiowizualnej pojawia się jednak ważne zastrzeżenie. Obecnie nie istnieje żaden osobny projekt ustawy wprowadzający taki mechanizm. Rząd nie skierował go do Sejmu i oficjalnie nie ogłosił decyzji o wdrożeniu nowej daniny. Na dziś opłata audiowizualna funkcjonuje jedynie jako jedna z analizowanych możliwości opisanych w dokumentach towarzyszących projektowi UC130. Formalnie pozostaje wariantem alternatywnym, po który rząd może sięgnąć, jeśli główny projekt reformy nie zostanie przyjęty.
Mimo to temat budzi ogromne zainteresowanie. Powód jest prosty. W przeciwieństwie do obecnego abonamentu system poboru przez PIT byłby niemal całkowicie szczelny. Państwo nie musiałoby ścigać osób unikających opłat, ponieważ pieniądze byłyby pobierane automatycznie przy rozliczeniu podatkowym. To właśnie dlatego część komentatorów uważa, że opłata audiowizualna może okazać się politycznie atrakcyjnym planem awaryjnym. Szczególnie jeśli podstawowa reforma napotka przeszkody na etapie legislacyjnym.
Założenia opisane w Ocenie Skutków Regulacji są dość konkretne. Według analiz miesięczna opłata audiowizualna miałaby wynosić około 9 zł miesięcznie. Rocznie dawałoby to około 108 zł od jednej osoby objętej systemem. Nowa danina miałaby obejmować osoby fizyczne między 26. a 75. rokiem życia. Opłata byłaby pobierana automatycznie przy rozliczeniu PIT. Projektowane zwolnienia przypominałyby obecne ulgi abonamentowe.
Z obowiązku zwolnione miałyby być między innymi osoby z I grupą inwalidzką, weterani-inwalidzi wojenni oraz emeryci po 60. roku życia otrzymujący świadczenie niższe niż połowa przeciętnego wynagrodzenia. Według szacunków system objąłby około 25–27 mln osób. Wpływy z opłaty mogłyby wynieść około 2,7–2,9 mld zł rocznie. To kwota wystarczająca do pokrycia zakładanego minimalnego poziomu finansowania mediów publicznych.
Dla jednych taniej, dla innych dużo gorzej
Nowy model zmieniałby nie tylko sposób poboru pieniędzy, ale także rozkład kosztów między gospodarstwami domowymi. Dziś abonament RTV płaci się za gospodarstwo domowe i odbiornik. W praktyce jedna opłata obejmuje wszystkich mieszkańców. Przy opłacie audiowizualnej sytuacja wyglądałaby inaczej. Obowiązek byłby przypisany do konkretnej osoby, a nie do mieszkania czy telewizora. To oznaczałoby, że liczba pracujących dorosłych w gospodarstwie domowym miałaby kluczowe znaczenie.
Singiel płacący obecnie pełny abonament RTV wydaje około 366 zł rocznie. Przy opłacie audiowizualnej koszt spadłby do około 108 zł rocznie. Taka osoba realnie odczułaby finansową ulgę. Inaczej wygląda sytuacja rodzin wieloosobowych. Gospodarstwo z trzema pracującymi dorosłymi zapłaciłoby około 324 zł rocznie. To kwota zbliżona do obecnego abonamentu za jedno mieszkanie. Najbardziej dotknięty byłby jednak segment osób, które dziś w ogóle nie płacą abonamentu. W systemie PIT uniknięcie opłaty byłoby praktycznie niemożliwe.
Największą przeszkodą może być prezydenckie weto
Projekt UC130 nie ogranicza się wyłącznie do likwidacji abonamentu. Ustawa zawiera także szeroką reformę instytucjonalną dotyczącą funkcjonowania mediów publicznych. I właśnie tutaj pojawia się największe ryzyko polityczne. Projekt zakłada między innymi likwidację Rady Mediów Narodowych, która została utworzona za rządów PiS i odpowiada za powoływanie władz TVP oraz Polskiego Radia.
Jednocześnie reforma przewiduje przywrócenie dziewięcioosobowego składu KRRiT z sześcioletnimi kadencjami rotowanymi co dwa lata. To właśnie te elementy mogą okazać się kluczowe dla dalszych losów ustawy. Prezydent Karol Nawrocki już wcześniej pokazywał, że jest gotów wetować rozbudowane projekty ustaw, jeśli zawierają rozwiązania budzące jego sprzeciw.
W przeszłości zawetował między innymi nowelizację KPK, ustawę dotyczącą DSA oraz przepisy związane z NCBR. W każdym przypadku wskazywał konkretne zapisy, które jego zdaniem naruszały konstytucję albo ograniczały wolność.
Koalicja nie ma głosów do odrzucenia weta
Sytuacja polityczna sprawia, że ewentualne prezydenckie weto mogłoby całkowicie zablokować reformę. Obecna większość parlamentarna nie dysponuje liczbą głosów pozwalającą samodzielnie odrzucić sprzeciw prezydenta. To oznacza, że nawet przy uchwaleniu ustawy przez Sejm i Senat cały projekt może zatrzymać się na ostatnim etapie. W takim scenariuszu abonament RTV pozostałby w obecnej formie, a rząd musiałby szukać nowego rozwiązania.
Część prawników i publicystów zwraca uwagę, że połączenie likwidacji abonamentu z reformą instytucjonalną mediów publicznych może znacząco zwiększać ryzyko weta. Ich zdaniem dużo bezpieczniejszym rozwiązaniem byłoby przygotowanie krótkiej ustawy ograniczającej się wyłącznie do zniesienia abonamentu. Taki dokument mógłby mieć większe szanse na podpis prezydenta, ponieważ nie dotykałby sporów dotyczących KRRiT i Rady Mediów Narodowych. Rząd zdecydował się jednak na znacznie szerszą reformę.
Trzy scenariusze dla Polaków od 2027 roku
Pierwszy wariant zakłada pełne przyjęcie projektu UC130. W takim przypadku od 1 stycznia 2027 roku abonament RTV przestałby istnieć. Media publiczne otrzymywałyby gwarantowane środki z budżetu państwa, a obywatele nie płaciliby żadnej dodatkowej opłaty związanej bezpośrednio z telewizją czy radiem.
Drugi scenariusz przewiduje upadek projektu i uruchomienie planu awaryjnego. Jeśli ustawa zostałaby zawetowana albo nie uzyskała większości, rząd mógłby przygotować osobny projekt wprowadzający opłatę audiowizualną pobieraną przez PIT. Wtedy abonament zniknąłby, ale jego miejsce zajęłaby nowa, powszechna danina.
Trzeci wariant oznacza całkowity impas polityczny. Reforma nie zostałaby przeprowadzona, a rząd nie zdecydowałby się na szybkie wdrożenie planu alternatywnego. W takim układzie obecny abonament RTV nadal obowiązywałby na dotychczasowych zasadach.
Dla mediów publicznych oznaczałoby to dalsze funkcjonowanie w systemie opartym częściowo na abonamencie, a częściowo na doraźnych dotacjach budżetowych przyznawanych decyzjami politycznymi.
Rok 2026 nadal działa po starych zasadach
Niezależnie od politycznych planów obecny system obowiązuje bez zmian przez cały 2026 rok. Oznacza to, że abonament RTV nadal trzeba opłacać zgodnie z aktualnymi stawkami. W przypadku telewizora lub zestawu radio plus telewizor miesięczna opłata wynosi 30,50 zł. Rocznie daje to 366 zł przy płatnościach miesięcznych. Sam odbiornik radiowy kosztuje 9,50 zł miesięcznie.
Nadal obowiązują również kary za używanie niezarejestrowanych odbiorników. W przypadku telewizora kara wynosi 915 zł. Dla radia to 285 zł. Kontrolerzy Poczty Polskiej wciąż prowadzą działania sprawdzające. To ważne szczególnie dla osób, które liczą, że sama zapowiedź reformy oznacza zawieszenie obowiązujących przepisów. Tak się nie stało.
Długi nie znikną razem z abonamentem
Ważna informacja dotyczy także osób mających zaległości abonamentowe. Nawet jeśli reforma wejdzie w życie od 2027 roku, wcześniejsze długi nie zostaną automatycznie umorzone. Poczta Polska nadal mogłaby dochodzić zaległych należności nawet do końca 2028 roku. W praktyce oznacza to możliwość prowadzenia egzekucji także po likwidacji samego abonamentu.
Urząd Skarbowy może potrącać zaległości między innymi z nadpłaty podatku PIT. Reforma nie wymazuje więc wcześniejszych zobowiązań wobec systemu abonamentowego. To szczególnie istotne dla osób, które przez lata ignorowały obowiązek płacenia abonamentu i zakładały, że ewentualna reforma automatycznie zamknie wszystkie stare sprawy.
Rejestrować telewizor czy czekać?
Wśród części obywateli pojawiły się także wątpliwości dotyczące rejestracji odbiorników w 2026 roku. Niektórzy rozważają zgłoszenie telewizora „na wszelki wypadek”, obawiając się ewentualnych kontroli przed planowaną reformą. Według obecnych założeń system od 2027 roku miałby całkowicie odejść od powiązania opłaty z odbiornikiem. Oznaczałoby to, że znaczenie samej rejestracji telewizora praktycznie zniknie.
W praktyce rejestrowanie nowego odbiornika pod koniec obowiązywania starego systemu miałoby sens jedynie na kilka miesięcy. Jeśli reforma zostanie przeprowadzona zgodnie z harmonogramem, sam sprzęt przestanie mieć znaczenie dla obowiązku finansowania mediów publicznych. Kluczowe pozostają jednak decyzje polityczne, których finał poznamy dopiero po zakończeniu procesu legislacyjnego.
Najważniejsze miesiące dopiero przed rządem
Konsultacje publiczne projektu UC130 zakończyły się 23 stycznia 2026 roku. Kolejnym etapem ma być przyjęcie projektu przez Radę Ministrów, co według obecnych planów powinno nastąpić w drugim lub trzecim kwartale 2026 roku. Dopiero wtedy będzie wiadomo, jaki ostateczny kształt przyjmie ustawa kierowana do Sejmu. Możliwe są zmiany wynikające z uwag zgłoszonych podczas konsultacji, w tym także potencjalne próby ograniczenia ryzyka prezydenckiego weta.
Status projektu jest na bieżąco publikowany na stronach Rządowego Centrum Legislacji pod numerem UC130. To właśnie tam pojawią się najważniejsze informacje dotyczące dalszych losów reformy. Dla milionów Polaków stawką jest nie tylko likwidacja znienawidzonego abonamentu RTV. Równie ważne pozostaje pytanie, czy jego miejsce zajmie system finansowany z budżetu państwa, czy obowiązkowa opłata, od której nie będzie już praktycznie żadnej ucieczki.
Źródło: warszawawpigulce.pl


