Polskie media przeżywają niespokojny okres. Nastroje w redakcjach od Poznania po Rzeszów, od Gdańska po Kielce, można opisać jednym słowem – niepewność. Informacje o kolejnych redukcjach napływają niemal codziennie, a skala zjawiska zaskakuje nawet osoby od lat śledzące branżę medialną. To nie są pojedyncze przypadki optymalizacji – to skoordynowany proces, który dotyka jednocześnie kilku największych wydawców prasowych i internetowych. Branża, która od lat boryka się z kurczącymi się nakładami i migracją czytelników do internetu, właśnie przechodzi przez jeden z najtrudniejszych momentów w swojej historii – informuje portal press.pl.
Fala zwolnień. AI zabija polskie media, a to dopiero początek
Polskie media przeżywają niespokojne tygodnie. Nastroje w redakcjach od Poznania po Rzeszów, od Gdańska po Kielce, można opisać jednym słowem – niepewność. Informacje o kolejnych redukcjach napływają niemal codziennie, a skala zjawiska zaskakuje nawet osoby od lat śledzące branżę medialną. To nie są pojedyncze przypadki optymalizacji – to skoordynowany proces, który dotyka jednocześnie kilku największych wydawców prasowych i internetowych. Branża, która od lat boryka się z kurczącymi się nakładami i migracją czytelników do internetu, właśnie przechodzi przez jeden z najtrudniejszych momentów w swojej historii.
Dziennikarze dowiadują się o swoim losie na różne sposoby. Jedni zostają wezwani na rozmowy, po których mają podpisać dokumenty kończące współpracę. Inni sprawdzają, czy ich umowy terminowe zostaną przedłużone. Jeszcze inni uciekają na zwolnienia lekarskie i urlopy, żeby odwlec nieuniknione. Atmosfera gęstnieje z każdym dniem, a kadry zarządzające odmawiają komentarzy lub zasłaniają się ogólnikowymi formułkami o „integracji procesów” i „transformacji cyfrowej”. Rzecznik jednej z grup wprost odmawia komentowania zmian personalnych. Prezesi i redaktorzy naczelni milczą jak zaklęci.
Trzy wielkie nazwy polskiego rynku medialnego – Polska Press Grupa, Gremi Media i Grupa Agora – praktycznie równocześnie wdrożyły programy redukcji zatrudnienia. Każda z tych firm ma własne uzasadnienie, każda mówi o synergiach i efektywności. Efekt jednak jest ten sam – doświadczeni dziennikarze zostają bez pracy, a lokalne społeczności tracą informacyjne zaplecze. Za suchymi liczbami i korporacyjnym żargonem kryją się osobiste dramaty ludzi, którzy nierzadko poświęcili mediom całe swoje zawodowe życie.
Polska Press tnie etaty po cichu, Gremi Media likwiduje cały dział
Polska Press Grupa, właściciel kilkunastu dzienników regionalnych, rozpoczęła systematyczną redukcję personelu. W łódzkim oddziale serwisów Nasze Miasto pracę straciły dwie osoby – zwolnienia dotknęły dziennikarzy obsługujących lokalne portale z Radomska i Wielunia. Docelowo na każdy serwis lokalny NM ma pracować zaledwie jeden dziennikarz. Umowy rozwiązywane są za porozumieniem stron. Konrad Zalas, rzecznik PPG, odmówił komentowania zmian personalnych, zasłaniając się polityką firmy.
To jednak dopiero początek. Jak ustalił „Presserwis”, najliczniejsze redakcje grupy mogą stracić nawet po sześć osób. „Gazeta Pomorska”, „Głos Wielkopolski”, „Dziennik Zachodni” i „Dziennik Bałtycki” – każda z tych redakcji liczy ponad 30 dziennikarzy. Ale to „Głos Wielkopolski” jako pierwszy odczuł skutki nowej polityki kadrowej. Pięcioro dziennikarzy wytypowano do zwolnień i wezwano na rozmowy do poznańskiej redakcji.
Firma przygotowała dokumenty przewidujące rozwiązanie umów z trzymiesięcznym wypowiedzeniem. Porozumienie podpisali Daria Przybysz, korespondentka z Obornik i redaktorka prowadząca „Tydzień Obornicki”, oraz Łukasz Cichy, korespondent z Krotoszyna. Troje pozostałych – Damian Cieślak z Choczy, Dariusz Staniszewski z Leszna oraz Hanna Komorowska-Bednarek z Gniezna – nie stawiło się na rozmowach z powodu urlopów i zwolnień lekarskich. Leszek Waligóra, redaktor naczelny „Głosu”, nie chciał komentować sytuacji.
Cięcia w „Głosie” to zapowiedź szerszych zmian w całej Polska Press. Nieoficjalnie mówi się o stopniowym ograniczaniu zatrudnienia – nie gwałtownej fali zwolnień, ale konsekwentnym odchudzaniu redakcji. Strategia ta wpisuje się w plan doprowadzenia grupy do rentowności, zgodny z wizją prezesa PPG Zenona Nowaka. Część dziennikarzy zatrudnionych terminowo musi się liczyć z tym, że ich umowy po prostu nie zostaną odnowione. Struktura „Głosu Wielkopolskiego” dobrze obrazuje skalę wyzwania – w pięciu z trzynastu oddziałów terenowych pracują zaledwie dwie osoby, a w trzech kolejnych – po trzy.
Cała redakcja wraz z naczelnym liczy 46 osób, z czego 24 pracują w terenie, a 6 w redakcji online. Gazeta sprzedawała średnio 5006 egzemplarzy na wydanie. Największą redakcję w grupie – 58 dziennikarzy, w tym 34 w oddziałach lokalnych (9 w Bydgoszczy, 6 we Włocławku) – utrzymuje „Gazeta Pomorska”, będąca zarazem liderem sprzedażowym z wynikiem 8369 egzemplarzy. To właśnie tam eksperci branżowi spodziewają się kolejnej rundy redukcji etatów.
Równolegle Gremi Media, wydawca „Rzeczpospolitej” i „Parkietu”, zdecydowało się na zlikwidowanie całego działu wsparcia, wewnętrznie określanego jako dział Copy. Zespół ten przygotowywał teksty dla wszystkich tytułów wydawnictwa, w tym między innymi dla „Rzeczpospolitej” i „Wieści Rolniczych”. Pracę straciła między innymi szefowa działu Agnieszka Waś-Turecka, która dołączyła do Gremi Media w sierpniu 2024 roku. Wcześniej przez rok i cztery miesiące kierowała działem treści w Inforze, a najdłuższy okres jej kariery – ponad 16 lat – związany był z Grupą Interia.
Anonimowy pracownik Gremi Media przyznał, że likwidacja działu oznacza przerzucenie dodatkowych obowiązków na pozostały personel, który będzie musiał samodzielnie realizować zadania dotychczas wykonywane przez zespół wsparcia. Inny rozmówca powiązał te zmiany z przejęciem Gremi Media przez Grupę PTWP, do którego doszło w połowie grudnia ubiegłego roku – wydawca szuka efektu synergii i eliminuje stanowiska pokrywające się w obu organizacjach. Prezes Gremi Media Maciej Maciejowski oraz redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” Michał Szułdrzyński odmówili komentarzy na ten temat.
Agora zwalnia setki osób – transformacja cyfrowa kosztuje
Największą skalę redukcji zatrudnienia zaplanowała jednak Grupa Agora. Od 20 stycznia trwają tam zwolnienia grupowe, które mogą objąć łącznie do 166 pracowników – to 6,56 proc. całej załogi grupy kapitałowej. Liczby robią wrażenie nawet na tle trudnej sytuacji całej branży. Najboleśniej odczuje to spółka Gazeta.pl, gdzie pracę może stracić do 63 osób, czyli ponad jedna czwarta wszystkich zatrudnionych (25,82 proc.). Cięcia obejmą obszary wsparcia operacyjnego, sprzedaży, wsparcia biznesowego oraz redakcji – a więc praktycznie każdy filar działalności.
Niewiele lepiej wygląda sytuacja w spółce Wyborcza, wydawcy „Gazety Wyborczej” – tam redukcja obejmie do 60 pracowników (13,48 proc. załogi), również w szerokim spektrum działów. Spółka Eurozet Consulting straci do 13 osób (20,63 proc.). Cały proces ma zakończyć się 28 lutego. Dodatkowo sama spółka Agora planuje zwolnić do 20 pracowników ze wsparcia biznesowego i operacyjnego, a Grupa Radiowa Agory i Eurozet łącznie do 10 osób.
Agora tłumaczy decyzję potrzebą transformacji cyfrowej działalności, która – jak stwierdzono w raporcie bieżącym – nie funkcjonuje efektywnie w obecnym modelu. Zarząd podjął decyzję o likwidacji części stanowisk, eliminacji powielających się zakresów obowiązków oraz automatyzacji wybranych procesów, co przekłada się na zmniejszone zapotrzebowanie na pracę ludzką. 30 grudnia 2025 roku zarządy poszczególnych spółek – Wyborczej, Gazety.pl oraz Eurozet Consulting – miały zwrócić się do związków zawodowych, rad pracowników i ich przedstawicieli o przystąpienie do konsultacji.
W ramach programu przewidziano możliwość dobrowolnych odejść – w samej Gazeta.pl skorzystało z niej ponad 10 osób, choć Agora oficjalnie nie podaje dokładnych liczb. Warto dodać, że w spółkach Agora (do 20 zwolnień) oraz Grupie Radiowej Agory i Eurozet (do 10 osób łącznie) redukcja nie przyjmie formy zwolnień grupowych, ponieważ liczba objętych nią pracowników nie przekracza ustawowych progów.
Zwolnienia w Agorze mają też konkretne twarze. Z portalu Gazeta.pl odchodzą Dariusz Facoń, od maja 2021 roku szef Wiadomości i newsroomu portalu, Maria Mazurek, kierująca od czerwca 2023 roku redakcją Next.Gazeta.pl, oraz Aneta Bańkowska, od sierpnia 2024 roku odpowiedzialna za serwisy lifestylowe i rozrywkowe. O ich odejściu jako pierwszy poinformował serwis Wirtualnemedia.pl. Wcześniej portal opuścili Patryk Strzałkowski, naczelny Zielona.gazeta.pl, oraz Sylwia Olczak, wieloletnia zastępczyni redaktora naczelnego i dyrektorka ds. wielokanałowości i wideo, związana z Gazeta.pl przez dekadę.
Rzeczniczka Agory Anna Marucha nie odpowiedziała wprost, czy odchodzące osoby zostaną zastąpione, czy też ich stanowiska całkowicie znikną ze struktury organizacyjnej. Powołała się na trwającą integrację procesów w ramach projektu 1Digital, który gruntownie przebudowuje architekturę wszystkich zespołów w grupie. Firma zapowiedziała jedynie, że o kolejnych zmianach będzie informować na bieżąco.
Media zmieniają się na naszych oczach
Na tym tle wyróżnia się nominacja Moniki Tutak-Goll, dotychczasowej naczelnej „Wysokich Obcasów”, na szefową nowo utworzonego, połączonego obszaru lifestyle. To zupełnie nowe stanowisko w strukturach grupy, które ma skonsolidować rozproszone dotąd zasoby. Tutak-Goll przejęła pieczę nad serwisami Kobieta, eDziecko, Podróże i Haps, a także nad redakcjami „Wysokich Obcasów” i „Wysokich Obcasów Extra” oraz portalem Wysokieobcasy.pl. Do jej obowiązków należy koordynacja współpracy między zespołami, rozwój nowych formatów treściowych i budowanie ofert subskrypcyjnych.
Podlega bezpośrednio Ewie Walas z zarządu spółek Gazeta.pl i Wyborcza. Tutak-Goll pracuje w Agorze od 2009 roku – zaczynała jako dziennikarka, następnie awansowała na redaktorkę, w 2014 roku objęła stanowisko wicenaczelnej „Wysokich Obcasów”, a od 2022 roku kieruje tytułem, miesięcznikiem „Wysokie Obcasy Extra” oraz serwisem Wysokieobcasy.pl jako naczelna. Pod koniec stycznia Agora połączyła również newsroomy „Gazety Wyborczej” i Gazeta.pl – wspólnym zespołem pokierowała Paula Skalnicka, a na stanowisko dyrektora operacyjnego redakcji powołano Krzysztofa Kardasa.
Wracając do Polska Press – wśród dużych redakcji grupy „Dziennik Zachodni” zatrudnia 34 dziennikarzy (w tym 11 w oddziałach terenowych) przy sprzedaży 5294 egzemplarzy, a „Dziennik Bałtycki” – 33 osoby (14 w oddziałach) ze sprzedażą zaledwie 2742 egzemplarzy. Przy tak niskich nakładach pracodawca staje przed trudnym zadaniem – musi zrównoważyć ograniczenie kosztów z utrzymaniem mocy wydawniczych niezbędnych do pokrycia rozległych regionów.
Nieoficjalnie mówi się, że z „Dziennika Zachodniego” może odejść pięć osób. Mniejsze redakcje, zatrudniające od 8 do 17 dziennikarzy, praktycznie nie mają już gdzie ciąć – każde kolejne zwolnienie groziłoby paraliżem pracy. Redakcje liczące od 20 do 29 osób – „Echo Dnia”, „Nowiny”, „Dziennik Łódzki”, „Gazeta Wrocławska”, „Gazeta Lubuska”, „Kurier Poranny” i „Gazeta Współczesna” – balansują na granicy minimalnej obsady pozwalającej na bieżące funkcjonowanie.
Stanisław Wróbel, naczelny kieleckiego „Echa Dnia”, wyjaśnił mechanizm stojący za zwolnieniami – zarząd zestawia liczbę odsłon serwisów z liczbą dziennikarzy i na tej podstawie ocenia efektywność poszczególnych redakcji, a następnie podejmuje decyzje kadrowe. Jeden z anonimowych redaktorów regionalnego dziennika Polska Press przyznał, że część ubytków kadrowych da się pokryć, dokładając obowiązków pozostałym pracownikom.
Sztuczna inteligencja głównym powodem?
Powtarzalne treści – relacje z wypadków czy zapowiedzi wydarzeń kulturalnych – można tworzyć z pomocą sztucznej inteligencji. Jednak przy poważnych wydarzeniach, wymagających obecności reportera na miejscu, żadna technologia nie zastąpi człowieka. Jak podkreślił rozmówca, przy rozległych terenach obsługiwanych przez regionalne redakcje, wysyłanie dziennikarza z centrali na poważną katastrofę tylko dlatego, że brak kogoś bliżej, jest nie do zaakceptowania.
Już na początku października Polska Press zlikwidowała „Tygodnik Ostrołęcki” – jedyny samodzielny tygodnik w grupie, niezwiązany z żadnym dziennikiem regionalnym. Wtedy pracę straciły dwie dziennikarki. Ten krok okazał się zaledwie preludium do znacznie szerszej restrukturyzacji, której skutki branża medialna odczuwa właśnie teraz.
Polskie media wchodzą w okres fundamentalnych przemian kadrowych. Transformacja cyfrowa, szukanie synergii po fuzjach, automatyzacja procesów i nieustanna presja na rentowność składają się na obraz branży, w której doświadczenie i wieloletnia praca nie gwarantują już stabilności zatrudnienia. Dziesiątki dziennikarzy w całym kraju stają przed pytaniem, co dalej z ich karierą – a odpowiedzi na razie nie widać.
Źródło: wirtualnemedia.pl, press.pl


