in

Awantura pod pomnikiem smoleńskim. Kaczyński nie przyszedł. „Kłamca!”

Comiesięczne zgromadzenie pod pomnikiem smoleńskim przerodziło się w spektakl. Nieobecność prezesa PiS, okrzyki protestujących i ostre słowa o „barbarzyńcach” — tak wyglądała jedna z najbardziej burzliwych miesięcznic ostatnich lat.

kaczyński pomnik smoleński wieniec
Fot. Adrian Grycuk - Praca własna

Atmosfera wokół kolejnych obchodów rocznicy katastrofy smoleńskiej była napięta jak nigdy dotąd. Już przed rozpoczęciem wśród zgromadzonych dało się wyczuć niepewność. Plotki krążyły od rana, domysły mnożyły się z każdą godziną. Coś odróżniało ten dzień od poprzednich.

Kaczyński nie przyszedł pod pomnik. To, co działo się na miesięcznicy, zaskoczyło wszystkich

Uczestnicy comiesięcznego rytuału rozglądali się, szukając znajomej sylwetki. Jeszcze w poniedziałek nikt z otoczenia lidera PiS nie potrafił potwierdzić, czy ten zjawi się na miejscu — informował „Fakt”. Jarosław Kaczyński opuścił szpital zaledwie kilka dni wcześniej — 6 lutego zakończył leczenie infekcji.

Lekarze zalecili mu pozostanie w domu. Po raz pierwszy od wielu lat prezes PiS nie stanął pod pomnikiem ofiar katastrofy. Mimo nieobecności Kaczyńskiego uroczystość nie została odwołana. Politycy partii stawili się pod pomnikiem, a głównym mówcą został Mariusz Błaszczak. Szef klubu PiS sięgnął po ostry ton, kreśląc szeroki kontekst historyczny tragedii.

Błaszczak wskazał na zagrożenie ze strony Moskwy, przypominając, że ofiary katastrofy zginęły w drodze na obchody rocznicy zbrodni katyńskiej. Powiązał te wydarzenia z imperialistyczną polityką Kremla, podkreślając, że niezależnie od epoki — carskiej, sowieckiej czy putinowskiej — Rosja stanowi śmiertelne niebezpieczeństwo dla Polski.

Słowa polityka spotkały się z mieszanymi reakcjami. Część zgromadzonych przyjęła je z aprobatą, jednak tuż obok narastał zupełnie inny dźwięk, który miał zdominować przekaz z tego dnia.

„Kłamca!” kontra „barbarzyńcy” — starcie pod pomnikiem

Spokój ceremonii przerwały głośne okrzyki. Grupa protestujących zaczęła skandować słowo „kłamca”, próbując zagłuszyć przemówienia. Błaszczak zareagował natychmiast — nazwał protestujących barbarzyńcami, którzy jego zdaniem realizują scenariusz pisany na Kremlu.

Polityk wprost zaatakował obecną ekipę rządzącą, zarzucając ministrowi sprawiedliwości, że zamiast dyscyplinować zakłócających porządek, wręcz ich zachęca. Według Błaszczaka władza ponosi odpowiedzialność za atmosferę, w jakiej przebiegają obchody.

Mimo awantur uroczystość dobiegła końca zgodnie z rytuałem. Złożono kwiaty, odmówiono modlitwy. Smak tego dnia pozostał jednak gorzki — nieobecność Kaczyńskiego, protesty i słowne przepychanki sprawiły, że lutowa miesięcznica zapisze się jako jedna z najbardziej burzliwych od lat.

czarzasty o nawrockim

Czarzasty ustawia Nawrockiego do pionu. „Jeżeli się nie doczekam, to…”

jackowski o izraelu

Jackowski przerywa milczenie. Jego słowa o Polsce mrożą krew w żyłach