Do wiceministra finansów Juranda Dropa trafił dokument, którego treść może zainteresować każdego, kto odkłada pieniądze na przyszłą emeryturę, a takich osób w Polsce nie brakuje. Jego autorzy nie ukrywają, że obecne zasady programu wymagają korekt, a niektóre z zaproponowanych rozwiązań budzą kontrowersje nawet w samym środowisku finansowym. Najciekawsze szczegóły dopiero przed nami – donosi Business Insider.
PPK czeka trzęsienie ziemi? Oto, co szykują zarządzający miliardami Polaków
Przypomnijmy kontekst. Przepisy nakładają na rząd obowiązek dokonania przeglądu ustawy o PPK do końca 2026 roku. Ministerstwo Finansów dotychczas nie deklarowało jednoznacznie, czy widzi potrzebę zmian w przepisach. Tymczasem środowisko zarządzających oszczędnościami emerytalnymi postanowiło nie czekać z założonymi rękami i samo wyszło z inicjatywą, która może nadać tej debacie zupełnie nowy kierunek.
Izba Gospodarcza Towarzystw Emerytalnych, zrzeszająca podmioty odpowiedzialne za inwestowanie kilkudziesięciu miliardów złotych zgromadzonych przez polskich pracowników, przesłała do resortu finansów swoją ocenę funkcjonowania programu wraz z pakietem sześciu konkretnych propozycji.
Zdaniem IGTE program dobrze spełnia swoją rolę jako narzędzie budowania prywatnego kapitału, bo łączy wpłaty pracownika, pracodawcy i dopłaty państwowe. Mimo to wskaźnik uczestnictwa na poziomie 59 procent daleki jest od zadowalającego, a pewne mechanizmy programu da się poprawić. Oto, co dokładnie proponują ludzie, którzy na co dzień zarządzają emerytalnymi pieniędzmi Polaków.
Częstszy autozapis i wyższe limity wpłat
Pierwsza z propozycji dotyczy skrócenia odstępu między kolejnymi rundami automatycznego zapisu do PPK. Obecnie okienka autozapisu pojawiają się co cztery lata. Poprzedni autozapis odbył się w 2023 roku, a następne przypadają na lata 2027 i 2031. IGTE argumentuje, że wielu pracowników rezygnuje z programu pod wpływem chwilowego braku gotówki, a nie z przemyślanej, długoterminowej decyzji. Gdyby ponowny automatyczny zapis następował co dwa lub trzy lata, więcej osób miałoby szansę wrócić do oszczędzania po przejściowych trudnościach finansowych. To mogłoby mieć realny wpływ na podniesienie wskaźnika partycypacji, który wciąż rozczarowuje.
Drugi postulat to podniesienie limitów dobrowolnych wpłat dodatkowych. Dziś uczestnik PPK może dorzucić z własnej kieszeni maksymalnie 2 procent wynagrodzenia ponad składkę podstawową, a pracodawca ma prawo dopłacić do 2,5 procent pensji. Zdaniem IGTE wyższe limity przełożyłyby się na szybsze narastanie kapitału i lepsze zabezpieczenie finansowe po zakończeniu kariery zawodowej. Dla osób, które chcą i mogą oszczędzać więcej niż pozwalają na to obecne przepisy, ograniczenia stanowią niepotrzebną barierę hamującą budowę prywatnego majątku.
Trzecia propozycja jest odpowiedzią na zjawisko, które de facto osłabia sam sens istnienia programu. PPK umożliwia wypłatę zgromadzonych środków przed osiągnięciem wieku emerytalnego, co sprawia, że część oszczędzających traktuje program jako dodatkowy bufor na bieżące wydatki, a nie jako zabezpieczenie na starość. IGTE wprost stwierdza, że taka praktyka zamienia narzędzie długoterminowego oszczędzania w źródło finansowania codziennej konsumpcji, a to obniża zarówno indywidualne bezpieczeństwo finansowe uczestników, jak i skuteczność całego systemu na poziomie gospodarki.
Rozwiązaniem miałyby być progresywne dopłaty roczne, pewnego rodzaju premia za lojalność wobec programu. W pierwszych trzech latach uczestnictwa dopłata wynosiłaby 250 złotych rocznie. Po trzech latach regularnego oszczędzania bez wypłat mogłaby wzrosnąć do 400 złotych, a po pięciu latach do 500 złotych. Alternatywą mogłoby być powiązanie tych kwot ze wskaźnikiem inflacji, co zabezpieczałoby realną wartość premii.
Emerytura na nowych zasadach i wyższe koszty zarządzania
Obecny system wypłat po przejściu na emeryturę również budzi zastrzeżenia. Kto raz zdecyduje się na raty, nie może zmienić zdania. Nie wolno mu skrócić okresu wypłat ani przejść na wypłatę jednorazową. IGTE zwraca uwagę, że życie bywa nieprzewidywalne. Sytuacja zdrowotna czy finansowa emeryta potrafi zmienić się nagle i w sposób, którego nikt nie był w stanie przewidzieć. Propozycja zakłada, że uczestnik, który wybrał wypłaty rozłożone na co najmniej dziesięć lat, mógłby w dowolnym momencie odebrać pozostałe środki jednorazowo, pod warunkiem zapłacenia zryczałtowanego podatku dochodowego.
Ten mechanizm działałby jak zabezpieczenie przed nadużyciami, bo wcześniejsza wypłata wiązałaby się z konkretnym kosztem podatkowym. Paradoksalnie, zdaniem autorów propozycji, sama świadomość posiadania takiej furtki mogłaby zachęcać więcej osób do wybierania wypłat ratalnych. Nikt nie czułby się zamknięty w sztywnym schemacie bez wyjścia, a poczucie kontroli nad własnymi oszczędnościami sprzyjałoby cierpliwemu, rozłożonemu w czasie korzystaniu z kapitału.
Osobny i potencjalnie najbardziej dyskusyjny wątek dotyczy kosztów zarządzania pieniędzmi zgromadzonymi w PPK. Obecnie wskaźnik kosztów całkowitych funduszy wynosi zaledwie 0,3 procent rocznie, co na tle rynku jest poziomem niskim. IGTE proponuje podniesienie tego limitu do 0,5 procent, tłumacząc, że wyższe opłaty pozwoliłyby zarządzającym sięgać po bardziej agresywne strategie inwestycyjne z potencjałem wyższych zysków, przy jednoczesnym zachowaniu odpowiedniej dywersyfikacji portfela i akceptowalnego poziomu ryzyka.
Oszczędzający zapłaciliby więc więcej, ale w zamian ich pieniądze mogłyby pracować efektywniej na dłuższym dystansie. To propozycja, która z pewnością wywoła gorącą dyskusję, bo dotyka bezpośrednio portfeli uczestników i stawia pytanie o to, czy niższe koszty zawsze oznaczają lepszy wynik.
Ostatnia z omawianych propozycji celuje w koszty funkcjonowania portalu obsługującego PPK. Opłata za jego działanie wynosi 0,03 procent od aktywów i rośnie automatycznie wraz ze wzrostem zgromadzonych środków, niezależnie od faktycznych nakładów na utrzymanie i rozwój systemu informatycznego. IGTE zauważa, że koszty technologiczne nie rosną proporcjonalnie do wielkości aktywów. Co więcej, po kilku latach funkcjonowania programu zmienił się zakres obowiązków portalu, bo znaczną część zadań informacyjnych i obsługi uczestników przejęły same instytucje finansowe.
Bardziej adekwatny byłby model łączący ryczałt z opłatą zależną od liczby wykonywanych operacji, ewentualnie z ustalonym limitem maksymalnym. Obecna konstrukcja oznacza, że im więcej pieniędzy zgromadzą uczestnicy PPK, tym większe obciążenie kosztowe poniosą wszyscy zaangażowani, mimo że utrzymanie portalu wcale nie wymaga proporcjonalnie wyższych wydatków. W długim okresie taka presja kosztowa może negatywnie wpłynąć na wyniki netto uczestników.
Zaproszenie do rozmowy, nie ultimatum
Warto podkreślić, że IGTE nie stawia rządowi żadnych warunków i nie atakuje obowiązujących rozwiązań. Autorzy dokumentu wyraźnie zaznaczają, że ich propozycje to zaproszenie do merytorycznej dyskusji, a nie żądanie wprowadzenia konkretnych regulacji. PPK to dobrowolny program, w którym prywatne oszczędności pracownika są systematycznie powiększane o wpłaty pracodawcy i dopłaty z budżetu państwa, a zgromadzone pieniądze pozostają własnością uczestnika i są inwestowane z myślą o dodatkowym wsparciu finansowym po zakończeniu kariery zawodowej.
Debata o przyszłości PPK rozgorzała na dobre, a rząd ma jeszcze niecałe dwa lata na przeprowadzenie ustawowego przeglądu programu. To, czy propozycje IGTE trafią na podatny grunt w Ministerstwie Finansów, zależy od wielu czynników politycznych i ekonomicznych, ale zarządzający oszczędnościami Polaków wyraźnie pokazali, czego oczekują.
Sześć z dziewięciu zgłoszonych postulatów dotyczy bezpośrednio kieszeni przyszłych emerytów i zasługuje na poważną rozmowę. Miliony uczestników PPK powinny śledzić rozwój tej dyskusji z uwagą, bo jej wynik może realnie wpłynąć na wysokość ich przyszłych oszczędności. Najbliższe miesiące pokażą, czy Ministerstwo Finansów potraktuje te postulaty jako punkt wyjścia do zmian, czy też uzna, że obecny kształt programu nie wymaga ingerencji. Niezależnie od decyzji rządu, debata o PPK weszła na zupełnie nowe tory.


