Kiedy Karol Nawrocki szedł po prezydenturę, jego kampania była budowana na określonym wizerunku – człowieka stojącego nieco z boku pisowskiego mainstreamu, bardziej wrażliwego na wolności obywatelskie i interesy podatników niż typowy polityk Zjednoczonej Prawicy. Część wyborców dała się przekonać. Dziś te deklaracje brzmią coraz bardziej jak odległa obietnica złożona komuś innemu.
Nawrocki zdradził wyborców? Pracownicy będą w szoku po jego decyzji
Po podpisaniu ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy, która przyznaje inspektorom szerokie uprawnienia do działania nawet wbrew woli stron zawierających umowy, komentatorzy i analitycy zaczęli wyciągać rachunek z dotychczasowych decyzji głowy państwa. I ten rachunek nie wypada korzystnie dla prezydenta.
Ani razu nie sięgnął po kontrolę uprzednią – czyli taką, która realnie wstrzymuje wejście ustawy w życie. Zamiast tego, podobnie jak przy ustawie uderzającej w kierowców, skierował przepisy do Trybunału Konstytucyjnego w trybie następczym. Taki ruch nie blokuje niczego. Ustawa wchodzi w życie, a TK – dysfunkcjonalny od lat – i tak nie zmieni biegu spraw. To nie jest jeden przypadek. To schemat, który powtarza się z uderzającą regularnością i który coraz trudniej interpretować jako zbieg okoliczności.
Weto, kiedy PiS tego chce. Podpis, kiedy PiS tego chce
Analiza decyzji prezydenta Nawrockiego od początku kadencji układa się w dość czytelny wzór. Weto do nowelizacji kodeksu postępowania karnego – mimo że zmiana miałaby ograniczyć nadużywanie tymczasowego aresztowania – pojawiło się w momencie, gdy PiS uczynił z tego swój temat.
Podobnie weto do ustawy o cyfrowych usługach, czyli implementacji unijnego DSA, zbiegło się z pisowską kampanią przeciwko tej regulacji – choć sama partia przez lata rządów nie miała oporów przed ograniczaniem wolności słowa. Z kolei weto do złagodzenia tzw. lex Kamilek padło wyłącznie dlatego, że zmianę zgłosił rząd Tuska – a nie dlatego, że prezydent miał merytoryczne zastrzeżenia do treści przepisów.
Zupełnie inaczej wygląda ta lista po drugiej stronie. Podpis pod drakońskimi karami dla kierowców. Podpis pod podatkiem od banków — mimo wcześniejszej obietnicy wetowania podwyżek podatkowych. I wreszcie podpis pod ustawą o PIP, dającą inspektorom władzę ingerowania w swobodnie zawierane umowy.
W Radzie Gospodarczej powołanej przez prezydenta wolnorynkowcy stanowią margines. Dominują tam praktycy etatystycznej polityki spod znaku rządów Morawieckiego. Efektem tej ustawy będzie znacząca obniżka wynagrodzeń, głównie ludzi młodych. Oni zapewne za ten stan rzeczy podziękują przy wyborczej urnie.
Czym Nawrocki różni się od Trzaskowskiego?
Zdaniem wielu obserwatorów sceny politycznej paradoks jest tu wyjątkowy: Nawrocki, sprzedawany jako bardziej niezależny od PiS niż jego poprzednik, w praktyce okazuje się silniej uzależniony od pisowskiego zaplecza – zwłaszcza w obszarach, które wydają się mu ideologicznie obce, jak gospodarka czy prawa obywatelskie. Duda po 2017 roku wyraźnie zaczął budować własną linię. Nawrocki jak dotąd takiej nie zbudował.
To pytanie, które zaczyna zadawać sobie coraz więcej obserwatorów. Gdyby prezydentem został Rafał Trzaskowski, prawdopodobnie podpisałby ustawę o PIP. Pewnie podpisałby też kary dla kierowców i zakaz hodowli zwierząt na futra. Lista podobieństw jest długa – i nie dotyczy stylu ani tonu, lecz konkretnych decyzji.
Gdy z rachunku wykreśli się weta i podpisy podyktowane wyłącznie bieżącą taktyką PiS, pozostaje pytanie o to, co w polityce Nawrockiego jest naprawdę jego własne. Co zrobiłby samodzielnie, bez pisowskiego nacisku? Co zawetowałby z własnej woli, z przekonania? Na razie – trudno wskazać choćby jeden taki przypadek. I to właśnie niepokoi najbardziej tych, którzy w maju głosowali, licząc na coś więcej niż tylko inny wariant tego samego.


