Przez długi czas Polska mogła się chwalić względną stabilnością fiskalną na tle innych krajów europejskich. Dziś coraz trudniej utrzymać ten wizerunek. Sygnały płynące z rynków finansowych i od analityków największych agencji ratingowych zaczynają układać się w niepokojący obraz — jeden, który trudno zbagatelizować.
Polska na finansowym zakręcie. Rating może spaść, a długi urosną do astronomicznych kwot
Niespodziewanie okazuje się, że czynniki, które jeszcze niedawno wydawały się odległe – geopolityczne napięcia, skoki cen surowców, rosnące ambicje zbrojeniowe państwa – zaczynają bezpośrednio wpływać na wycenę polskiego długu. Eksperci finansowi coraz uważniej przyglądają się temu, co dzieje się z rentownością obligacji skarbowych.
To nie jest tylko sucha statystyka. Za każdym ułamkiem procentu rentowności stoją realne pieniądze – te, które budżet musi wyłożyć, żeby ktokolwiek chciał pożyczyć Polsce gotówkę. I tych pieniędzy potrzeba coraz więcej.
Dwa scenariusze, oba nieprzyjemne
S&P Global Ratings właśnie zaktualizowała swoje prognozy dla Polski – i zrobiła to w negatywnym kierunku. W scenariuszu bazowym agencja zakłada, że deficyt sektora general government wyniesie w 2026 roku 7,0 proc. PKB, a w 2027 roku – 6,0 proc. PKB. Jeszcze niedawno te same liczby wyglądały odpowiednio: 6,5 i 5,8 proc.
Jednak to nie bazowy scenariusz spędza sen z powiek analitykom. Wariant szokowy, oparty na założeniu, że ropa naftowa będzie kosztować 130 dolarów za baryłkę w 2026 roku i 100 dolarów rok później, maluje znacznie ciemniejszy obraz. W takim układzie deficyt mógłby urosnąć aż do 8,0 proc. PKB w 2026 i 7,0 proc. w 2027 roku. Tymczasem obecne notowania ropy oscylują już blisko 110 dolarów – scenariusz szokowy nie jest więc abstrakcją.
Rentowność polskich obligacji dziesięcioletnich wzrosła w czwartek do 5,78 proc. Tydzień wcześniej, przed atakiem USA i Izraela na Iran, wynosiła 4,96 proc. To skok o prawie cały punkt procentowy w zaledwie kilka dni — i bardzo konkretny sygnał z rynku.
Ratingi pod presją – i nie tylko S&P patrzy z niepokojem
Agencja S&P utrzymuje co prawda dla Polski perspektywę stabilną, ale sama ta informacja nie powinna usypiać czujności. Pozostałe dwie z Wielkiej Trójki agencji ratingowych – Moody’s i Fitch — mają już wobec Polski perspektywę negatywną.
Moody’s ocenia wiarygodność kredytową Polski najwyżej spośród trzech gigantów – na poziomie A2 – ale właśnie z tym niepokojącym dopiskiem „negatywna”. Fitch i S&P wystawiają Polsce rating A-, czyli o jeden szczebel niżej, przy czym Fitch również wskazuje na perspektywę negatywną.
Jeśli którakolwiek z agencji zdecyduje się na obniżkę ratingu, konsekwencje odczują nie tylko budżet i rządzący. Droższe finansowanie długu to wyższe odsetki, mniej pieniędzy na wydatki publiczne i większa presja na kolejne cięcia lub podwyżki podatków. Mechanizm jest prosty – ale skutki mogą być dotkliwe dla każdego.


