Polskie dyskonty rozpętały cenową burzę wokół jednego z najbardziej podstawowych produktów w koszyku. Kostki schodzą z półek błyskawicznie, a klienci zacierają ręce. Tymczasem za kulisami toczy się gra, o której większość kupujących nie ma pojęcia.
Dlaczego masło staniało i nadal tanieje? Od drogiego luksusu do cenowego hitu tygodnia
Trudno uwierzyć, że zaledwie kilkanaście miesięcy temu ten sam produkt urósł do rangi symbolu drożyzny. Jego cena wywoływała emocje w mediach, a rząd musiał sięgnąć po nadzwyczajne rozwiązania, aby opanować sytuację. Do sklepów trafiły wówczas zapasy z Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych.
Miały uspokoić nastroje i zbić rosnące stawki. Dziś scena wygląda zupełnie inaczej, a klienci coraz częściej pytają, co tak naprawdę stoi za atrakcyjnymi cenówkami. Bo ceny potrafią zaskoczyć każdego. Kostka masła za 99 groszy? Jeszcze niedawno brzmiało to absurdalnie, dziś to rzeczywistość w największych sieciach.
Biedronka i Lidl walczą na kostki
Sieci takie jak Biedronka czy Lidl robią to regularnie. Wystarczy spojrzeć na gazetki, żeby zobaczyć cenę, która bije średnią rynkową na głowę. Haczyk jednak istnieje i dotyczy warunków zakupu.
Zazwyczaj należy kupić kilka produktów jednocześnie albo aktywować kupon w aplikacji lojalnościowej. Limity ilościowe dodatkowo pilnują, by jeden klient nie wyniósł pół magazynu. Mimo to akcje działają na kupujących jak magnes.
Dla porównania: w marcu 2026 roku średnia cena kostki masła na rynku wynosiła około 4,96 zł. Różnica między tą stawką a dyskontową promocją jest tak duża, że o marży nie ma mowy. Sieci sprzedają towar poniżej kosztów i robią to w pełni świadomie.
Klasyczna gra handlowców
Eksperci nazywają ten mechanizm „loss leaderem”. Produkt-wabik ma ściągnąć ludzi do sklepu, a resztę koszyka klient zapełnia już towarami z normalną marżą. Straty na maśle pokrywają zyski z innych półek. To strategia stara jak sam handel, ale jej skala w polskich dyskontach przybiera nowe rozmiary. UOKiK, zapytany przez portal Dlahandlu.pl, tłumaczy, że w Polsce ceny nie podlegają regulacjom.
Urząd może reagować tylko wtedy, gdy dochodzi do zmów cenowych lub nadużywania pozycji dominującej. Sama niska cena, nawet poniżej kosztów, nie jest więc łamaniem prawa. Regulator przypomina jednak, że krótkie promocje bywają rekompensowane podwyżkami innych produktów, i apeluje o świadome zakupy.
Europa kręci głową nad takimi praktykami
Agresywne promocje to nie tylko polska specjalność. Za zachodnią granicą głośno zrobiło się po pozwie, jaki Tchibo skierowało przeciwko Aldi Süd. Zarzut dotyczył sprzedaży kawy poniżej kosztów produkcji. Niemieckie sądy odrzuciły dotąd roszczenia, ale sprawa ma szansę trafić do najwyższej instancji.
Rozstrzygnięcie mogłoby wpłynąć na interpretację przepisów w całej Unii i zmienić zasady gry dla wielu sieci. Na razie polscy klienci mogą cieszyć się kostką za grosze. Warto jednak pamiętać, że za każdą taką ceną kryje się kalkulacja, w której to sklep, a nie kupujący, rozdaje karty.
Źródło: Business Insider


