Za zamkniętymi drzwiami sztabów zapadają decyzje, które w najbliższych latach mogą odmienić życie setek tysięcy polskich rodzin. Wysokiej rangi wojskowi przestają owijać w bawełnę i zaczynają mówić głośno o tym, o czym politycy wolą milczeć. Nastroje społeczne się zmieniają, a dane demograficzne brzmią jak alarm. Coś, co przez lata pozostawało tematem tabu, właśnie wraca na pierwsze strony gazet.
Generał przełamuje milczenie. Padły słowa o powrocie obowiązkowej służby wojskowej
Gen. broni Maciej Klisz, Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych, postanowił zabrać głos w sprawie, która od miesięcy elektryzuje opinię publiczną. Swoje przemyślenia opublikował na platformie LinkedIn jako komentarz do materiału redaktora Jarosława Ciślaka z portalu Defence24. Wpis szybko odbił się szerokim echem w mediach, bo po raz pierwszy tak wysoko postawiony oficer Wojska Polskiego postawił sprawę w sposób niepozostawiający złudzeń. Według niego debata przeszła już do zupełnie innej fazy.
Zdaniem generała nie należy dłużej zastanawiać się nad tym, czy zmiany w ogóle nadejdą. Pytanie sprowadza się teraz do terminu oraz formy, jaką przyjmą nowe rozwiązania. Klisz argumentuje, że punktem startu każdej poważnej analizy powinny być prognozy dotyczące zagrożeń bezpieczeństwa państwa. Dopiero one wskazują, jakich konkretnych zdolności potrzebuje polska armia.
Dowódca zwraca uwagę na fakt, że dyskusji nie wolno sprowadzać wyłącznie do emocji ani bieżących statystyk liczebności wojska. Rzetelna analiza powinna obejmować znacznie szerszy kontekst strategiczny. Od prognoz zagrożeń zależy bowiem cała struktura sił zbrojnych oraz system uzupełniania kadr. Bez takiego podejścia każda decyzja będzie obarczona błędem.
Klisz podkreśla również, że współczesne konflikty zbrojne wymagają zupełnie nowego spojrzenia na obronność. Wygrywa bowiem nie tylko ten, kto dysponuje większą armią. Liczy się sprawność całego państwa działającego pod presją, obejmująca administrację, gospodarkę oraz infrastrukturę krytyczną. Równie ważna pozostaje odporność społeczna i sprawnie funkcjonujący system obrony cywilnej.
Demografia nie kłamie. Ten scenariusz sprawia, że stary model odchodzi do historii
Głównym argumentem, który pojawia się w analizie dowódcy, jest brutalna rzeczywistość demograficzna. Polska kurczy się i szybko starzeje, co całkowicie zmienia warunki planowania obronnego. Dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują, że w 2025 roku urodzi się około 238 tysięcy dzieci, co oznacza spadek o około 14 tysięcy względem roku poprzedniego. Współczynnik dzietności wynosi zaledwie 1,08 i plasuje Polskę wśród państw o najniższych wskaźnikach na świecie.
Saldo migracji przynosi wprawdzie niewielki dodatni impuls, lecz nie jest w stanie zrekompensować ujemnego przyrostu naturalnego. W perspektywie 2040 roku liczba Polaków może zmaleć nawet o dwa miliony. Dla armii oznacza to jedno – pula potencjalnych żołnierzy będzie się systematycznie kurczyć, a średni wiek rezerwistów rosnąć. Eksperci wojskowi określają ten trend jako wyzwanie o charakterze egzystencjalnym.
Właśnie dlatego Klisz przekonuje, że tradycyjny pobór masowy oparty na szerokich rocznikach młodych mężczyzn staje się nierealny. Pytanie brzmi teraz inaczej – jaką formę przyjmie nowy system. Generał wskazuje trzy możliwe kierunki reform, które mogłyby zastąpić dawne rozwiązania. Każdy z nich odpowiada na inne potrzeby współczesnego pola walki.
Pierwszy wariant to pobór selektywny, obejmujący jedynie wybrane osoby o określonych predyspozycjach. Drugi model, kompetencyjny, pozwoliłby armii pozyskiwać specjalistów z dziedzin takich jak informatyka, analiza danych, medycyna, obsługa dronów czy inżynieria. Trzecia koncepcja zakłada rozwiązanie hybrydowe, łączące służbę zawodową, obecną Dobrowolną Zasadniczą Służbę Wojskową oraz krótkoterminowe obowiązkowe szkolenia dla wyselekcjonowanych grup obywateli. Takie podejście miałoby skuteczniej budować rezerwy, które są dziś fundamentem zdolności obronnych.
Liczby, które warto zapamiętać. Tak wygląda dziś polska armia
Aktualny stan Wojska Polskiego liczy ponad 162 tysiące żołnierzy zawodowych, około 17 tysięcy żołnierzy dobrowolnej służby wojskowej oraz około 38 tysięcy terytorialsów. Łącznie daje to blisko 220 tysięcy mundurowych w czasie pokoju. To wynik, który plasuje Polskę na trzecim miejscu w NATO pod względem liczebności sił zbrojnych. Jednak, jak podkreślają eksperci, sama liczebność nie rozwiązuje problemu rezerw.
W czerwcu 2025 roku Instytut Wschodniej Flanki wspólnie z Instytutem Sobieskiego przedstawiły koncepcję Powszechnej Służby Państwowej, która zakłada głęboką reformę systemu budowy rezerw. Projekt opiera się na trzymiesięcznym obowiązkowym szkoleniu dla absolwentów szkół średnich. Każdy młody obywatel mógłby wybrać ścieżkę odpowiadającą jego zainteresowaniom – wojskową, obrony cywilnej, medyczną, ratowniczo-gaśniczą lub wspierającą kluczowe procesy państwowe. Autorzy proponują również pełną cyfryzację procedur za pośrednictwem aplikacji mObywatel oraz szeroki katalog zachęt dla uczestników.
Raport uzasadnia potrzebę zmian szybkim starzeniem się rezerw osobowych i wymaganiami współczesnego pola walki, na którym konieczna jest częsta rotacja pododdziałów. Autorzy wskazują także na potrzebę odbudowy wartości wspólnotowych i obywatelskiego poczucia odpowiedzialności za bezpieczeństwo państwa. Podkreślają dodatkowo konieczność zbudowania kadr pozamilitarnych niezbędnych na czas kryzysu lub wojny. Taki układ miałby być wyraźnie oddzielony od klasycznych rezerw Sił Zbrojnych RP.
Redaktor Jarosław Ciślak w swoim materiale podkreślił, że kluczowym zadaniem polityków i resortu obrony jest stworzenie atrakcyjnego, dobrze zorganizowanego systemu naboru ochotniczego. Zauważa on, że dziesiątki tysięcy młodych ludzi chętnie weszłyby do armii, gdyby rozwiązania były przemyślane. Autor postuluje również, by resort dbał o ochotnika od momentu zgłoszenia aż do osiągnięcia górnego limitu wieku umożliwiającego udział w ćwiczeniach. Część osób przechodzi potem do służby zawodowej, ale pozostali muszą trafiać do dobrze zarządzanego zasobu rezerwistów.
Politycy trzymają się ostrożnie. Rząd ma jednak plan w szufladzie
Generał Klisz wyraźnie zaznacza, że decyzja o przywróceniu obowiązkowej służby nie należy do wojskowych. To rozstrzygnięcie czysto polityczne, wymagające uwzględnienia kosztów, akceptacji społecznej oraz długofalowej wizji państwa. Rolą żołnierzy jest dostarczanie rzetelnych danych, realistycznych prognoz i uczciwej oceny ryzyka. Jakość tych informacji przesądza o tym, czy końcowa decyzja będzie odpowiedzialna.
Rzecznik rządu Adam Szłapka w rozmowie z RMF FM stwierdził jednoznacznie, że obecnie nie toczą się żadne rozmowy o przywracaniu poboru. Zwrócił uwagę, że Polska dysponuje jedną z największych armii zawodowych w NATO, przeznacza pięć procent PKB na obronność i realizuje duży program SAFE. Podkreślił jednocześnie, że społeczeństwo musi być odporne i przygotowane na różne zagrożenia kryzysowe. Dlatego rząd stawia na rozwój dobrowolnych form szkolenia.
Wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz na początku grudnia 2025 roku przyznał, że możliwość przywrócenia poboru wciąż istnieje. Sam jednak pozostaje zwolennikiem wzmocnienia rezerw poprzez powszechne szkolenia ochotników. Odniósł się też do wypowiedzi gen. bryg. Rafała Miernika, szefa Zarządu Szkolenia Sztabu Generalnego, który jesienią 2024 roku opowiedział się za przywróceniem obowiązkowej służby. Minister zauważył, że głos wojskowych w tej debacie brzmi bardziej zdecydowanie niż głos polityków.
Szef Sztabu Generalnego gen. Wiesław Kukuła przyznał z kolei, że w jego instytucji istnieje szuflada opisana słowem „Pobór”, w której leży stosownie przygotowany plan. To sygnał, że armia jest gotowa na każdy scenariusz. Do dyskusji włączył się także szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomir Cenckiewicz, który w wywiadzie dla RMF FM opowiedział się za odwieszeniem zasadniczej służby wojskowej. Prezydent Karol Nawrocki studził jednak emocje, wskazując, że Wojsko Polskie nie ma dziś problemu ze znalezieniem chętnych, a Dobrowolna Zasadnicza Służba Wojskowa oraz WOT wypełniają obecne potrzeby.
Belweder stał się areną sporu. Eksperci sięgają po zagraniczne przykłady
W lutym w Belwederze odbyła się konferencja zorganizowana przez Biuro Bezpieczeństwa Narodowego pod tytułem „Między dobrowolnością a obowiązkiem: czy Polska potrzebuje powrotu zasadniczej służby wojskowej?”. Wydarzenie miało otworzyć debatę o przyszłym modelu służby w kontekście ambitnego celu zbudowania trzystutysięcznej armii. Szef BBN podkreślił, że formuła spotkania ma skonfrontować różne punkty widzenia bez wykluczania żadnej opcji. Dyskusja ma zweryfikować, na ile obecny system oparty na ochotnikach jest wydolny.
Uczestnicy sięgnęli po doświadczenia państw, które znalazły własne odpowiedzi na podobne wyzwania. Finlandia utrzymuje powszechny pobór mężczyzn, co pozwala jej na budowanie ogromnych rezerw mobilizacyjnych. Szwecja po latach zawieszenia przywróciła pobór w 2018 roku w formie selektywnej, obejmując nim zarówno mężczyzn, jak i kobiety. Podobną drogą podążają Norwegia oraz Dania, a państwa bałtyckie – Litwa i Łotwa – zareagowały na agresywną politykę Rosji wprowadzeniem ograniczonej formy służby zasadniczej.
Estonia od lat buduje swoje bezpieczeństwo w oparciu o armię poborową wzorowaną na modelu fińskim. Zupełnie inny przykład stanowi Korea Południowa, która od dekad z powodzeniem stosuje system obowiązkowej i długotrwałej służby wojskowej. Zwolennicy zmian podkreślają, że doświadczenia z wojny w Ukrainie jednoznacznie wskazują na znaczenie dobrze przeszkolonych rezerw. Sam nowoczesny sprzęt nie wystarczy do prowadzenia długotrwałej obrony.
Przeciwnicy wracają jednak do argumentów finansowych i logistycznych. Budowa infrastruktury szkoleniowej, zapewnienie wyposażenia i kadry instruktorskiej dla dziesiątek tysięcy poborowych wymagałoby gigantycznych nakładów. Część ekspertów wyraża obawę, że krótkie szkolenie masowe nie da żołnierzy zdolnych do obsługi zaawansowanego technologicznie sprzętu obowiązującego dziś w NATO. Niepokoi też stan zdrowia młodego pokolenia – choroby cywilizacyjne, w tym otyłość, znacząco zmniejszają liczbę osób zdolnych do służby.
Polacy mówią „tak”. Sondaż pokazuje, jak zmieniły się nastroje
Sondaż Instytutu Badań Pollster dla „Super Expressu”, przeprowadzony w dniach 10–11 marca, przyniósł wyniki, które zaskoczyły wielu komentatorów. Blisko połowa Polaków, czyli 48 procent, popiera przywrócenie obowiązkowej służby wojskowej. Osiemnaście procent badanych zaznaczyło odpowiedź „zdecydowanie tak”, a kolejne 30 procent wskazało „raczej tak”. Taki wynik pokazuje, że społeczna gotowość do zmian znacząco wzrosła.
Grupa przeciwników pozostaje wprawdzie liczna, lecz mniejsza. Łącznie 39 procent respondentów nie zgadza się na przywrócenie poboru – 20 procent wybrało odpowiedź „raczej nie”, a 19 procent „zdecydowanie nie”. Pozostałe 13 procent nie ma wyrobionego zdania, co świadczy o tym, że temat nadal dzieli społeczeństwo. Wśród osób zdecydowanych przewaga zwolenników rośnie jednak do 55 procent, podczas gdy przeciwnicy stanowią 45 procent.
Warto przypomnieć, że zasadnicza służba wojskowa została w Polsce formalnie zawieszona 1 stycznia 2010 roku. Proces ten był rozłożony w czasie i wiązał się z głęboką transformacją armii w kierunku pełnego uzawodowienia. Ostatni pobór odbył się w 2008 roku, a ostatnie wcielenie miało miejsce między 2 a 4 grudnia tego roku. Sejm uchwalił nowelizację ustawy 9 stycznia 2009 roku, a przepisy weszły w życie miesiąc później.
Zwolnienie do rezerwy ostatnich żołnierzy powołanych w ramach poboru nastąpiło w sierpniu 2009 roku. Cała reforma była elementem projektu rządu Donalda Tuska, mającego na celu stworzenie mniejszej, ale profesjonalnej i lepiej wyposażonej armii. Należy pamiętać, że służbę zasadniczą zawieszono, a nie zlikwidowano całkowicie. Oznacza to, że w przypadku zagrożenia bezpieczeństwa państwa istnieje prawna możliwość jej przywrócenia, a zainteresowanie programami takimi jak Dobrowolna Zasadnicza Służba Wojskowa czy „wGotowości” często przewyższa dziś możliwości szkoleniowe armii.


