Polskie gabinety onkologiczne od kilku lat zmieniają swój obraz w sposób, który jeszcze niedawno trudno było sobie wyobrazić. Pacjenci, którzy zgłaszają się z podejrzeniem groźnej choroby układu pokarmowego, są coraz młodsi. Specjaliści przyznają, że ten trend nie wziął się znikąd i ma swoje konkretne, naukowo potwierdzone przyczyny. Co gorsza, polska statystyka dopiero zaczyna nadążać za tym, co dzieje się naprawdę.
Cichy zabójca atakuje coraz młodszych. Onkolodzy biją na alarm
Przez dekady utrzymywało się przekonanie, że nowotwory układu pokarmowego to problem osób po sześćdziesiątce, a profilaktyka młodszych pacjentów może spokojnie poczekać. Życie zweryfikowało jednak takie założenia. Badania prowadzone w Stanach Zjednoczonych pokazały coś, co wstrząsnęło środowiskiem onkologicznym na całym świecie. Polska, choć z opóźnieniem, podąża dokładnie tą samą ścieżką.
Dr n. med. Leszek Kraj w rozmowie z Medonetem nie ukrywa, że codzienna praktyka onkologiczna od kilkunastu lat wygląda zupełnie inaczej. Coraz częściej rozmowa o diagnozie odbywa się z osobami, które dopiero rozpoczęły dorosłe życie zawodowe i rodzinne. Skala tego zjawiska rośnie w sposób, którego nie da się już zignorować ani zrzucić na karb pojedynczych przypadków.
Statystyki onkologiczne w Polsce nadal mają swoje braki, ale jakość ich gromadzenia poprawiła się w ostatnich latach na tyle, by można było wyciągać sensowne wnioski. To dobra wiadomość dla pacjentów, lekarzy i decydentów. Bez rzetelnych danych żadna profilaktyka nie ma szans zadziałać tak, jak powinna.
Dwadzieścia tysięcy diagnoz rocznie
Skala problemu onkologicznego w Polsce robi wrażenie nawet na osobach przyzwyczajonych do operowania dużymi liczbami. Każdego roku polscy lekarze rozpoznają u pacjentów około 200 tysięcy nowych nowotworów różnego typu. To liczba, która powinna stanowić argument przy każdej dyskusji o stylu życia, profilaktyce i finansowaniu ochrony zdrowia.
Jeden konkretny rodzaj nowotworu, jelita grubego, odpowiada za niemal 20 tysięcy z tych przypadków rocznie. Oznacza to, że co dziesiąty pacjent onkologiczny w kraju zmaga się właśnie z tą chorobą. To nie statystyka, której można nie zauważyć, lecz problem na skalę dużego polskiego miasta zachorowań w ciągu zaledwie dwunastu miesięcy.
Wiek pozostaje najsilniejszym czynnikiem ryzyka, co potwierdzają wszystkie dostępne dane medyczne. Im starszy pacjent, tym większe prawdopodobieństwo, że usłyszy taką diagnozę. Ten obraz jednak zaczyna się stopniowo zmieniać i to właśnie ta zmiana spędza sen z powiek lekarzom rodzinnym oraz onkologom. Granica wiekowa, za którą czyhało niebezpieczeństwo, wyraźnie się przesunęła.
Dr Kraj zwraca uwagę, że jeszcze kilkanaście lat temu osoby poniżej 50.-55. roku życia stanowiły około 10 procent wszystkich pacjentów z rakiem jelita grubego. Dziś ten odsetek sięga już 20 procent, choć dane pochodzą głównie z amerykańskich rejestrów. Polskie liczby są cząstkowe, ale specjaliści nie mają złudzeń, że trend w naszym kraju wygląda podobnie.
Talerz, który zwiększa ryzyko zachorowania
Pytanie, dlaczego młodsi ludzie coraz częściej chorują, ma odpowiedź, która nie spodoba się wielu konsumentom wygodnej, szybkiej kuchni. Onkolog wskazuje wprost na codzienne nawyki żywieniowe jako jeden z głównych winowajców obecnej sytuacji. Dieta przeładowana wysoko przetworzoną żywnością odbija się na zdrowiu jelit znacznie szybciej, niż wielu osobom się wydaje.
Czerwone mięso w nadmiernych ilościach, brak ruchu i siedzący tryb pracy tworzą koktajl, który układ pokarmowy znosi coraz gorzej. Do tego dochodzi otyłość, która od lat narasta wśród polskich dzieci i nastolatków. Skutki takiego stylu życia ujawniają się dopiero po latach, już w dorosłości, i właśnie wtedy lądują na biurku onkologa.
Zmiany w mikrobiomie jelitowym, czyli w składzie bakterii zamieszkujących układ pokarmowy, również odgrywają niebagatelną rolę. Tak zwany zachodni styl życia, czyli kombinacja kiepskiego jedzenia, stresu i braku aktywności, wpływa na te bakterie negatywnie. Amerykańskie rejestry onkologiczne, prowadzone od dekad, jako pierwsze wychwyciły powiązanie codziennej diety z ryzykiem zachorowania.
Lekarz uspokaja jednak, że nie ma powodów do paniki, choć powodów do refleksji jest sporo. Podwojenie odsetka młodych pacjentów brzmi groźnie, ale w polskich realiach przekłada się na około 2 tysiące przypadków rocznie wśród osób poniżej 55. roku życia. To wciąż stosunkowo niewielkie ryzyko, choć każdy taki przypadek to dramat osobisty i rodzinny.
Geny to tylko ułamek prawdy
Wielu pacjentów, słysząc o nowotworze jelita grubego, w pierwszej kolejności sięga pamięcią do historii chorób w rodzinie. To zrozumiały odruch, ale niekoniecznie trafny diagnostycznie. Dr Kraj rozprawia się z popularnym mitem, według którego za większość zachorowań mają odpowiadać przekazane z pokolenia na pokolenie geny.
Predyspozycje genetyczne stoją za około 20 procentami przypadków, co oznacza, że pozostałe 80 procent ma podłoże środowiskowe. Mówiąc prościej, większość zachorowań wynika z czynników, na które każdy z nas ma realny wpływ. Talerz, ruch, waga ciała, używki, sen i poziom stresu mają znacznie większe znaczenie niż drzewo genealogiczne.
Polska, zdaniem onkologa, dopiero stoi przed falą zachorowań, którą Stany Zjednoczone obserwują u siebie od lat. Jeśli nawyki żywieniowe i poziom aktywności fizycznej nie zmienią się w nadchodzącej dekadzie, scenariusz amerykański może się u nas powtórzyć. Wtedy liczby będą już zupełnie innego kalibru niż dziś.
Dobra wiadomość brzmi tak, że profilaktyka działa i to bardzo skutecznie. Dieta bogata w błonnik, regularny ruch oraz ograniczenie czerwonego mięsa i wysoko przetworzonych produktów potrafią zauważalnie obniżyć ryzyko zachorowania. Według dr. Kraja te same nawyki chronią również przed innymi nowotworami, w tym wątroby, żołądka czy nerek.


