in

Szykują zamach na Putina? Podano datę. Na Kremlu wybuchła ogromna panika

Tegoroczne obchody 9 maja w Moskwie będą wyglądać inaczej niż zwykle. Ekspertka z UMK wskazuje na rosnące obawy Kremla o bezpieczeństwo prezydenta Rosji.

parada zwycięstwa moskwa 2026
© Fot. Burbonik.pl

Moskwa szykuje się do Dnia Zwycięstwa, ale nastroje na Kremlu dalekie są od triumfalnych. Zamiast tradycyjnego pokazu siły, w tym roku stolica Rosji zobaczy okrojoną wersję corocznych uroczystości.

Putin boi się własnego święta. Kreml ogranicza paradę 9 maja

Dzień Zwycięstwa to od lat najważniejsza data w rosyjskim kalendarzu państwowym. Co roku 9 maja Plac Czerwony zamienia się w scenę gigantycznej defilady wojskowej, a cały kraj staje na baczność. Tyle że w 2025 roku rozmach obchodów wyraźnie zmaleje. Zdaniem analityków przyczyny tego są ściśle związane z sytuacją na froncie i wewnętrznymi lękami rosyjskich elit.

Dr Agnieszka Bryc z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu nie pozostawia złudzeń. Specjalistka od stosunków międzynarodowych ocenia, że Władimir Putin od dawna przejawia obsesyjną troskę o własne bezpieczeństwo. Trwająca wojna z Ukrainą i coraz śmielsze uderzenia na terytorium Rosji spotęgowały te obawy do granic. Ekspertka wprost mówi o paranoi rosyjskiego przywódcy, który obawia się zamachu podczas majowych uroczystości.

Moskwa szykuje defiladę, ale zaproszeń oficjalnie nie było

Coroczne obchody Dnia Zwycięstwa od lat stanowią dla Kremla okazję do demonstrowania międzynarodowego poparcia. W tym roku lista gości ponownie się skurczyła, a wśród potwierdzonych nazwisk próżno szukać liderów największych światowych potęg. Kto zatem zdecydował się na podróż do rosyjskiej stolicy i co ta układanka mówi o pozycji Moskwy?

Dziewiąty maja to dla Rosji data o ogromnym ładunku symbolicznym. Co roku Kreml organizuje wielką wojskową defiladę na Placu Czerwonym, która ma przypominać o zwycięstwie nad nazistowskimi Niemcami. Przez dekady wydarzenie przyciągało dziesiątki zagranicznych delegacji. Teraz atmosfera wokół parady wygląda zupełnie inaczej.

Rosyjskie władze opublikowały wykaz szefów zagranicznych delegacji, którzy zamierzają uczestniczyć w tegorocznych uroczystościach. Nazwiska na liście nie zaskakują nikogo, kto śledzi politykę Kremla w ostatnich latach. Grono sojuszników z roku na rok topnieje, a każda kolejna edycja obchodów odsłania rosnącą izolację Moskwy na arenie międzynarodowej.

Szczególną uwagę obserwatorów przyciąga nie tyle sam skład delegacji, ile mechanizm zaproszeń. Doradca Władimira Putina, Jurij Uszakow, oznajmił, że Moskwa nie rozsyłała specjalnych zaproszeń, a politycy sami zgłaszali chęć przyjazdu. Tyle że dzień wcześniej rosyjski ambasador w Armenii Siergiej Kopyrkin powiedział dziennikarzom coś zupełnie odwrotnego.

Kopyrkin przyznał wprost, że zaproszenia trafiły do przywódców wszystkich tak zwanych bratnich państw. Odpowiadał na pytanie o to, czy premier Armenii Nikol Paszynian również otrzymał takie zaproszenie. Dwa sprzeczne komunikaty z ust kremlowskich urzędników w ciągu jednej doby nie pozostawiają wątpliwości co do panującego zamieszania.

Kto jednak stanie obok Putina na trybunie?

Lista potwierdzonych gości obejmuje dziewięć nazwisk. Wśród nich znaleźli się Aleksander Łukaszenko z Białorusi, premier Słowacji Robert Fico oraz sułtan Ibrahim, najwyższy władca Malezji. Na paradę przyjadą też prezydent Laosu Thongloun Sisoulith oraz kilku polityków z Republiki Serbskiej, wchodzącej w skład Bośni i Hercegowiny.

Z Bośni do Moskwy wybierają się aż trzy osoby: prezydent Republiki Serbskiej Siniša Karan, przewodniczący tamtejszego Zgromadzenia Narodowego Nenad Stevandić oraz lider partii „Związek Niezależnych Socjaldemokratów” Milorad Dodik. Na liście widnieją również przywódcy dwóch nieuznawanych międzynarodowo republik: Badra Gunba z Abchazji i Alan Gagłojew z Osetii Południowej.

Taki skład delegacji trudno uznać za imponujący pokaz dyplomatycznych wpływów. Dominują liderzy małych państw, terytoriów zależnych od Moskwy i politycy, których obecność od lat nikogo nie dziwi. Brak przedstawicieli Chin, Indii czy jakiegokolwiek państwa z grona G7 mówi sam za siebie.

Kreml najwyraźniej zdaje sobie sprawę z niekorzystnej optyki, skoro próbuje przedstawić przyjazdy jako spontaniczne gesty sympatii, a nie efekt oficjalnych zaproszeń. Wersja o dobrowolnym zgłaszaniu się gości brzmi jednak mało wiarygodnie po dementi ze strony własnego ambasadora.

Armenia odmawia, a powód jest wymowny

Największy oddźwięk wywołała decyzja premiera Armenii. Nikol Paszynian ogłosił 7 maja, że nie pojedzie do Moskwy. Jako powód podał zbliżający się start kampanii wyborczej, która oficjalnie rusza dzień później, 8 maja. Zamiast na Plac Czerwony, premier wybiera się do armeńskiego regionu Sjunik, gdzie zamierza spędzić ósmy i dziewiąty maja.

Armenia, tradycyjny sojusznik Rosji i członek struktur postsowieckich, od kilku lat wyraźnie dystansuje się od Moskwy. Odmowa Paszyniana wpisuje się w ten trend i jest kolejnym sygnałem pękania dawnych więzi. Oficjalne uzasadnienie kampanią wyborczą pozwala wprawdzie zachować dyplomatyczne pozory, ale wymowa gestu jest jednoznaczna.

Dla Kremla każda taka odmowa to wizerunkowy cios. Parada 9 maja ma przecież pokazywać siłę i sojusze Rosji, a tymczasem nawet najbliżsi partnerzy wolą zostać w domu. Lista obecnych na trybunie honorowej robi się z roku na rok krótsza, a lista nieobecnych coraz bardziej wymowna.

Tegoroczne obchody Dnia Zwycięstwa będą więc kolejnym sprawdzianem tego, jak daleko posunęła się izolacja Rosji. Dziewięć zagranicznych delegacji zamiast kilkudziesięciu sprzed lat to obraz, którego żadna defilada czołgów i rakiet nie jest w stanie przysłonić.

isw mapy ukraina

Tak ma wyglądać atak Putina na Polskę. Eksperci mówią o „diabelskim planie”

safe nawrockiego

Po wakacjach referendum Nawrockiego. Pójdziemy do urn? Znamy datę