in ,

Ta dzielnica Warszawy to narkotykowe getto. NFZ przyznaje, że stracił kontrolę

Wiele osób przeprowadzających się na Pragę Północ żałuje swojej decyzji. Niektórzy mówią o tym głośno, inni tylko po cichu przyznają, że popełnili błąd. Nowi mieszkańcy szybko odkrywają, że rzeczywistość znacząco odbiega od ich wyobrażeń o tej historycznej dzielnicy.

praga północ patologia
Fot. Depositphotos

Najstarsza warszawska dzielnica zmaga się z problemem, który przerasta lokalną społeczność. Mieszkańcy czują się pozostawieni sami sobie, a instytucje odpowiedzialne za rozwiązanie narastającego kryzysu milczą lub przerzucają odpowiedzialność na innych. Problem narkomanii i handlu metadonem stał się codziennością, którą akceptują wszyscy poza samymi mieszkańcami.

Praga Północ narkotykowym gettem. Codzienność przeraża

Na praskich ulicach, podwórkach i w altanach śmietnikowych codziennie można natknąć się na niepokojące ślady: porzucone igły, strzykawki, opakowania po narkotykach i butelki po metadonie. Osoby uzależnione zajmują przestrzenie, które powinny służyć wszystkim mieszkańcom, zamieniając je w miejsca niebezpieczne i odpychające – informuje Onet.

Sytuację pogarsza fakt, że na niewielkim obszarze dzielnicy funkcjonują aż trzy z sześciu punktów terapii substytucyjnej w całej Warszawie. Ta nieproporcjonalna koncentracja placówek powoduje, że codziennie ponad 1500 pacjentów programów metadonowych przemierza ulice Pragi. Dla porównania – przy równomiernym rozłożeniu tych placówek w stolicy, na Pradze powinno leczyć się maksymalnie około 200 osób.

Dorota Gomółka, działaczka społeczna, która przeprowadziła się na Pragę dwa lata temu, dziś żałuje swojej decyzji. W rozmowie przyznaje, że gdyby mogła cofnąć czas, wybrałaby inną dzielnicę. Jej odwaga w mówieniu o problemach spotyka się z poparciem innych mieszkańców, którzy jednak często boją się zabrać głos publicznie.

– Z 2 tys. pacjentów objętych programem leczenia metadonem w stolicy ponad 1,5 tys. korzysta z terapii właśnie na Pradze Północ – wskazuje Gomółka, podkreślając nierównomierne obciążenie dzielnicy problemem.

Najbardziej niepokojący jest jednak nie sam fakt leczenia uzależnionych, ale to, co dzieje się po opuszczeniu przez nich ośrodków. W największej placówce przy ulicy Kijowskiej wielu pacjentów zabiera metadon „na wynos”. Teoretycznie lek powinien być podawany na miejscu, ale w praktyce nie zawsze jest to możliwe – brakuje nawet poczekalni.

Kiedy pacjenci wychodzą z metadonem na zewnątrz, często stają się celem „klientów” – osób uzależnionych, ale nieobecnych w programie leczenia, które chcą nielegalnie kupić lek. Widok ludzi dzielących metadon na porcje przed bramą placówki nikogo już na Pradze nie dziwi. Niektórzy pacjenci padają ofiarami kradzieży – lek zostaje im po prostu odebrany siłą.

Systemowe zaniedbanie i brak odpowiedzi

Ten proceder to jednak tylko wierzchołek góry lodowej. W dzielnicy od lat kwitnie handel narkotykami, głównie heroiną i mefedronem, a metadon – często opłacany przez NFZ – stał się po prostu kolejnym towarem w nielegalnym obrocie.

Mieszkańcy wskazują również na problem niewystarczającej obecności policji. Dorota Gomółka zauważa, że patrole często omijają najbardziej problematyczne miejsca, takie jak ulica Brzeska, uważana za „narkotykowe centrum” nie tylko dzielnicy, ale nawet całego kraju. Funkcjonariusze preferują spokojniejsze uliczki z nową zabudową, gdzie jest bezpieczniej.

Działaczka gorzko komentuje, że Praga Północ, jako dzielnica o kryminalnej przeszłości i złej reputacji, jest traktowana inaczej niż centrum miasta. Zwiększone siły policyjne kierowane są tam, gdzie przebywają turyści i znajdują się ważne instytucje rządowe, jakby mieszkańcy Pragi zasługiwali na mniejszą ochronę.

Aktywiści przeprowadzili własne obliczenia i odkryli, że liczba pacjentów leczonych na Pradze jest siedmiokrotnie wyższa niż wynikałoby to z proporcjonalnego podziału. Zastanawiają się, czy NFZ jest świadomy tej dysproporcji i czy płaci za te nadwykonania.

Ścisła współpraca NFZ z policją

Instytucje państwowe i samorządowe milczą lub przerzucają odpowiedzialność. NFZ twierdzi, że „nie ma wpływu na to, gdzie punkty są zlokalizowane, bo nie jest to kryterium przetargu”. Jednocześnie zapewnia, że nowy punkt terapii substytucyjnej na pewno nie powstanie w tej dzielnicy.

Julian Rembelski, pełniący obowiązki rzecznika prasowego dzielnicy, podkreśla ograniczoną rolę samorządu w kontrolowaniu takich ośrodków. Zapewnia jednak, że władze dzielnicy podejmują działania.

Regularnie współpracujemy z policją, monitorując obszary o zwiększonej częstotliwości incydentów. Odbyliśmy także spotkania z przedstawicielami miasta, w tym z wiceprezydentem Jackiem Wiśnickim, a także z przedstawicielami NFZ, gdzie przedstawiliśmy nasze uwagi i postulaty – komentuje dla Onetu.

Ministerstwo Zdrowia, centrala NFZ, Urząd m.st. Warszawy oraz Komenda Rejonowa Policji nie odpowiedziały na pytania dotyczące konkretnych działań zmierzających do rozwiązania problemu. Ta cisza jedynie potwierdza obawy mieszkańców o istnienie „praskiej zmowy milczenia” wokół narastającego kryzysu.

uokik zgłoszenie reklamacji

UOKiK bezlitosny dla trójki celebrytów. Nałożył prawie pół miliona złotych kary

stan zdrowia papieża franciszka

„Jesteśmy pogodzeni”. Watykan szykuje się na najgorsze. Smutne wieści