W niemieckiej polityce coraz wyraźniej słychać nerwowość, a kolejne publiczne wystąpienia czołowych polityków przeradzają się w polityczne testy wytrzymałości. Tym razem uwaga skupiła się na kanclerzu Friedrichu Merzu, który podczas spotkania w Bawarii zdobył się na wyjątkowo osobiste wyznanie dotyczące Stanów Zjednoczonych.
Kanclerz Niemiec zaskoczył słowami o USA. Został wygwizdany
Spotkanie Friedricha Merza z młodzieżą podczas Zjazdu Katolików Niemieckich w Wuerzburgu miało być rozmową o polityce i przyszłości kraju. W praktyce wydarzenie szybko nabrało znacznie bardziej napiętego charakteru. Dyskusję zakłócili aktywiści klimatyczni, którzy przerywali wystąpienie okrzykami i gwizdami. Ochrona wyprowadziła jedną z protestujących osób, a druga opuściła salę samodzielnie.
Przed centrum kongresowym zebrało się również około 400 demonstrantów sprzeciwiających się polityce klimatycznej niemieckiego rządu. Choć protest nie sparaliżował wydarzenia, pokazał skalę społecznych emocji wokół działań obecnego gabinetu. Dla Merza był to kolejny trudny tydzień wizerunkowy. Kilka dni wcześniej podobna sytuacja spotkała go podczas kongresu niemieckich związkowców w Berlinie.
Kanclerz próbował tam przekonywać do głębokich reform i ostrzegał, że Niemcy nie mogą pozwolić sobie na dalszy zastój. Część uczestników reagowała jednak buczeniem i gwizdami. Rosnące napięcie wokół wystąpień szefa rządu coraz częściej staje się symbolem problemów całej koalicji CDU/CSU-SPD. W Berlinie nie brakuje opinii, że społeczne zniecierpliwienie wyraźnie przyspiesza.
Merz otwarcie o Ameryce i własnych błędach
Największe poruszenie wywołały jednak słowa Merza dotyczące Stanów Zjednoczonych. Kanclerz przyznał, że od lat pozostaje wielkim sympatykiem Ameryki, ale obecnie jego entuzjazm wyraźnie osłabł. Podczas rozmowy stwierdził nawet, że dziś nie zachęcałby swoich dzieci do wyjazdu do USA w celu zdobywania wykształcenia i pracy. Ta deklaracja szybko odbiła się szerokim echem w niemieckich mediach.
Merz nie ukrywał również własnych problemów politycznych. Przyznał publicznie, że coraz częściej zastanawia się, dlaczego jego przekaz nie trafia do obywateli tak skutecznie, jak oczekiwał. Kanclerz ocenił, że musi wyraźniej tłumaczyć swoje decyzje i sposób działania rządu. Jednocześnie zapewnił, że mimo narastających problemów chce przekonywać społeczeństwo, iż Niemcy są w stanie poradzić sobie z obecnymi wyzwaniami.
6 maja minął rok od zaprzysiężenia Friedricha Merza na urząd kanclerza. Bilans tego okresu pozostaje jednak dla niego bardzo trudny. Sondaże pokazują, że pozytywnie jego pracę ocenia jedynie kilkanaście procent Niemców. „Der Spiegel”, podsumowując pierwszy rok rządów Merza, opisywał atmosferę panującą w kraju jako ponurą, wskazując m.in. na kryzys gospodarczy, konflikty w koalicji oraz napięcia w relacjach transatlantyckich.


