To miał być kolejny etap przygotowań do politycznej walki z rządem, a zakończyło się jednym z najpoważniejszych kryzysów w historii Prawa i Sprawiedliwości. Po serii rozmów i prób osiągnięcia porozumienia doszło do decyzji, która zmieniła układ sił po prawej stronie sceny politycznej. Mateusz Morawiecki przekonuje, że do samego końca walczył o jedność, ale ostatecznie nie udało się zapobiec rozłamowi.
Morawiecki: „Do końca próbowaliśmy utrzymać jedność”
Mateusz Morawiecki podczas piątkowej konferencji odniósł się do wydarzeń, które doprowadziły do rozłamu w Prawie i Sprawiedliwości. Były premier przekonywał, że jego środowisko prowadziło rozmowy i podejmowało działania mające zapobiec podziałowi. Jak zaznaczył, wszystkie próby były prowadzone w dobrej wierze aż do ostatnich godzin przed ostatecznymi decyzjami.
Były szef rządu poinformował również o skali nowego środowiska politycznego. Przekazał, że tworzy je 40 posłów, jeden senator oraz trzech eurodeputowanych. Tym samym potwierdził, że grupa dysponuje znaczącym zapleczem parlamentarnym.
Morawiecki podkreślał, że spory po prawej stronie traktuje jako konflikt wewnątrz jednego obozu politycznego. Zapewnił jednocześnie, że głównym przeciwnikiem pozostaje obecna koalicja rządząca oraz gabinet Donalda Tuska. W jego ocenie to właśnie działania rządu powinny skupiać uwagę całej prawicy.
Podczas wystąpienia były premier zaznaczył także, że jego środowisko nie dążyło do konfrontacji z własnym zapleczem politycznym. Według niego celem pozostawało zachowanie wspólnego frontu przed kolejnymi politycznymi wyzwaniami. To właśnie dlatego jeszcze przed ostatecznym rozstaniem podejmowano kolejne próby osiągnięcia kompromisu.
Spór o strategię zakończył się politycznym przesileniem
Jednym z najważniejszych punktów wystąpienia Morawieckiego była kwestia strategii określanej jako koncepcja „dwóch płuc”. Były premier przypomniał, że rozwiązanie zostało wcześniej zaakceptowane podczas wewnętrznych ustaleń przeprowadzonych w kwietniu. Jego zdaniem miało ono umożliwić skuteczniejsze dotarcie do różnych grup wyborców.
Morawiecki przekonywał, że przyjęta wcześniej strategia była właściwa i dawała szansę na zwycięstwo w przyszłych wyborach. Ocenił również, że nie powinno się odchodzić od wcześniej uzgodnionych planów pod wpływem ultimatum. W jego opinii wcześniejsze ustalenia zostały w praktyce odrzucone.
Były premier zaznaczył również, że polska prawica nie jest jednolitym środowiskiem. Według niego funkcjonuje w niej kilka nurtów, które powinny współpracować, dostosowując język, ofertę programową i sposób działania do zmieniających się okoliczności. Taki model uznał za bardziej skuteczny niż próba pełnej jednolitości.
Morawiecki podkreślał, że jego środowisko nie zamierzało podważać wspólnego celu politycznego. Przekonywał, że proponowana przez niego strategia miała zwiększyć szanse całego obozu na zwycięstwo. Dlatego właśnie apelował o utrzymanie współpracy mimo pojawiających się różnic.
Ostre słowa pod adresem niewielkiej grupy działaczy
Podczas konferencji Mateusz Morawiecki nie ukrywał rozczarowania przebiegiem wydarzeń. Oświadczył, że wielokrotnie proponował utrzymanie jedności i apelował o zaprzestanie działań prowadzących do wypychania części środowiska poza struktury partii. Jego zdaniem za obecny kryzys odpowiada niewielka grupa osób.
Były premier mówił o grupie działaczy, którzy – jak ocenił – specjalizują się w partyjnych rozgrywkach i doprowadzili do obecnego konfliktu. Nie wskazał jednak żadnych nazwisk. Podkreślił jedynie, że nie zamierza publicznie personalizować swoich zarzutów.
Jednocześnie Morawiecki określił swoją konferencję jako apel o jedność. Wyraził nadzieję, że nadal możliwe jest ponowne porozumienie. Zaznaczył również, że w jego ocenie wciąż istnieje możliwość wycofania się z decyzji, które doprowadziły do rozłamu.
Potwierdził także, że skierował do Jarosława Kaczyńskiego list zawierający nowe propozycje dotyczące rozwiązania sporu. Jak wyjaśnił, dokument miał być kolejną próbą znalezienia kompromisu. Wcześniejsze spotkanie polityków nie zakończyło się jednak osiągnięciem porozumienia.
Kaczyński potwierdził odejścia. Ultimatum przesądziło o rozłamie
Kilka godzin wcześniej Jarosław Kaczyński poinformował, że około trzydziestu kilku posłów zrezygnowało z członkostwa w Prawie i Sprawiedliwości. Zapowiedział również zwołanie Komitetu Politycznego PiS, który ma formalnie przyjąć ten fakt do wiadomości. Prezes partii podkreślił, że wszyscy zainteresowani znali wcześniej zasady oraz konsekwencje swojej decyzji.
Szanowni Państwo!
🟦Do ostatniej chwili walczyłem o jedność Prawa i Sprawiedliwości. Nie o stanowiska. Nie o osobiste ambicje. Nie o wpływy.
🟦Walczyłem o jedność obozu, który przez osiem lat zmieniał Polskę – budował jej bezpieczeństwo, rozwijał gospodarkę i przywracał godność… pic.twitter.com/PP7sOkzMHp
— Mateusz Morawiecki (@MorawieckiM) July 24, 2026
Rozłam był następstwem ultimatum dotyczącego członkostwa w stowarzyszeniach prowadzących działalność o charakterze politycznym. Parlamentarzyści mieli określony termin na złożenie odpowiednich deklaracji. Brak takiego oświadczenia oznaczał ryzyko wykluczenia z partii.
Komentatorzy zwracają uwagę, że Jarosław Kaczyński w swoich wypowiedziach unikał ostrego języka wobec odchodzących polityków. Adam Traczyk z More In Common Polska ocenił, że prezes PiS przyjął rozstanie w spokojny sposób i nie budował narracji o zdradzie czy sabotażu. Według niego pozostawia to przestrzeń do rozważań nad ewentualną przyszłą współpracą.
Paweł Musiałek z Klubu Jagiellońskiego wskazał z kolei, że opuszczenie PiS przez Mateusza Morawieckiego może oznaczać zmianę sposobu prowadzenia przez niego polityki i stworzyć możliwość budowania własnego wpływu. Adam Traczyk zwrócił natomiast uwagę, że grupa skupiona wokół byłego premiera jest na tyle liczna, iż może utworzyć własny klub parlamentarny. Taki krok dawałby jej dodatkowe narzędzia do prezentowania własnych inicjatyw oraz wyraźniejszego zaznaczenia swojej pozycji na scenie politycznej.


