-->
Coś nieoczekiwanego wydarzyło się w czwartek na poligonie w Zielonce. Konferencja szefa rządu, która miała dotyczyć obronności, nabrała zupełnie innego wymiaru. Donald Tusk zmienił ton wypowiedzi i zwrócił się do obywateli przebywających za granicą z przesłaniem, jakiego od dawna nie słyszano z ust polskiego premiera.
Dramatyczny apel premiera. Polacy mają kilkanaście godzin na decyzję, która może uratować im życie
Atmosfera na Bliskim Wschodzie gęstnieje z każdą godziną. Doniesienia napływające z Waszyngtonu, Teheranu i Tel Awiwu składają się w obraz budzący ogromny niepokój analityków i dyplomatów. Ostatnie ruchy amerykańskiej armii nie pozostawiają wiele miejsca na optymizm. Polskie MSZ od tygodni sygnalizowało narastające zagrożenie. Wielokrotne ostrzeżenia konsularne dotyczące podróży do Iranu nie były formalnością – stanowiły wyraźny sygnał, że służby monitorujące sytuację dostrzegają realne niebezpieczeństwo dla życia obywateli RP.
Premier wezwał wszystkich Polaków do natychmiastowego wyjazdu z Iranu i przestrzegł przed planami podróży do tego kraju. Tusk przyznał, że nie chce siać paniki, ale podkreślił, iż prawdopodobieństwo wybuchu gorącego konfliktu zbrojnego jest bardzo wysokie. Szef rządu wskazał, że okno na bezpieczną ewakuację może zamknąć się za kilka lub kilkanaście godzin – potem wydostanie się z Iranu stanie się praktycznie niemożliwe.
Apel nie był działaniem jednoosobowym. Tusk poinformował, że rano kontaktował się z nim wicepremier i szef MSZ Radosław Sikorski, który w pełni podziela te obawy. Rzecznik resortu Maciej Wewiór oficjalnie potwierdził stanowisko ministerstwa, wzywając obywateli RP przebywających w Iranie do jak najszybszego wyjazdu. Według systemu rejestracji Odyseusz w Iranie długoterminowo przebywa troje obywateli Polski. Polska ambasada prowadzi stały monitoring sytuacji i przygotowuje się na różne scenariusze. Decyzji o redukcji personelu placówki na razie nie podjęto.
Amerykańska machina wojenna rusza na Bliski Wschód
Za alarmistycznym tonem polskich władz stoi konkretna sytuacja geopolityczna. Prezydent Trump od tygodni wywiera presję na Teheran, grożąc interwencją militarną, jeśli Iran nie ograniczy programu nuklearnego. Strona irańska odpowiedziała zapowiedzią uderzeń na amerykańskie instalacje wojskowe. Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt przyznała, że mimo postępów w rozmowach stanowiska obu stron dzieli przepaść. Trump nie podjął ostatecznej decyzji o ataku, ale wojsko ma być gotowe do działań w najbliższych dniach.
Skala przygotowań robi wrażenie. Na Bliski Wschód przerzucono ponad pięćdziesiąt myśliwców – F-22 Raptor, F-35 Lightning II oraz F-16 Fighting Falcon. Przestrzeń powietrzną monitorują samoloty E-3 Sentry i szpiegowski U-2 Dragon Lady. Wokół Iranu operuje grupa uderzeniowa lotniskowca USS Abraham Lincoln, a w lutym skierowano tam również USS Gerald R. Ford. Tysiące żołnierzy czekają w bazach w Katarze, Jordanii i innych państwach regionu.
Niepokojącym sygnałem jest też nagłe wzmocnienie bazy Lajes na portugalskich Azorach. Od wtorku stacjonuje tam około czterystu żołnierzy oraz kilkanaście do ponad dwudziestu samolotów wojskowych, w tym myśliwce F-16 i maszyny transportowe. Portugalscy komentatorzy przypominają, że identyczne ruchy poprzedzały wcześniejsze operacje USA. Portal Axios ocenił wprost – Stany Zjednoczone i Iran stoją na krawędzi wojny, a Izrael szykuje się na konflikt w ciągu kilku dni.


