Europa znów usłyszała z Moskwy słowa o gotowości do rozmów. Problem w tym, że niemal równocześnie rosyjska armia uruchomiła ogromne ćwiczenia nuklearne, a państwowe media zaczęły mówić o możliwości użycia broni atomowej. Kreml miesza deklaracje o dialogu z demonstracją siły, która ma wywołać presję na NATO i europejskich stolicach.
Kreml zmienia ton wobec Zachodu. W tle napięcie wokół NATO
W czwartek rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow przekazał, że Moskwa pozostaje otwarta na dialog z Europą. Według niego z państw Unii Europejskiej zaczęły docierać sygnały świadczące o gotowości do bezpośrednich rozmów z Rosją. Wśród przykładów wymienił wypowiedzi prezydenta Finlandii Alexandra Stubba oraz komentarze pojawiające się w Niemczech. Kreml próbuje więc pokazać, że kanały komunikacji z Zachodem nadal mogą zostać utrzymane.
Pieskow podkreślał, że rozmowy są korzystniejsze niż dalsze zaostrzanie relacji. Jednocześnie oskarżył europejskie państwa o prowadzenie polityki konfrontacyjnej wobec Moskwy. Według rosyjskiego rzecznika obecny kurs Europy prowadzi do coraz większych napięć. Dodał jednak, że Rosja pozytywnie przyjęłaby zmianę nastawienia po stronie europejskiej.
Na tym jednak nie zakończyły się wypowiedzi przedstawiciela Kremla. Podczas konferencji padły pytania o prowadzone właśnie ćwiczenia nuklearne Rosji i ich znaczenie dla NATO. Pieskow nie próbował łagodzić przekazu. Przyznał, że każde tego typu manewry stanowią element budowania potencjału wojskowego i jednocześnie są czytelnym sygnałem dla innych państw.
To właśnie ta część wypowiedzi wywołała największe zainteresowanie obserwatorów. Kreml z jednej strony mówi bowiem o dialogu, a z drugiej otwarcie przypomina o swojej sile militarnej. Rosja stara się w ten sposób utrzymać presję psychologiczną na państwa zachodnie. W efekcie polityczne deklaracje mieszają się z demonstracją gotowości do eskalacji.
Rosja ostrzega NATO. Padają sugestie ataku nuklearnego
Jeszcze ostrzejszy ton pojawił się w rosyjskich mediach państwowych. Agencja TASS oraz komentatorzy związani z państwową telewizją zaczęli przedstawiać ćwiczenia nuklearne jako formę komunikatu skierowanego do Zachodu. Wiceprezes Wszechrosyjskiej Państwowej Telewizji i Radia Jewgienij Poddubny określił manewry mianem „cichego dialogu” z państwami NATO. Rosyjskie media próbują przekonywać, że Europa oraz Stany Zjednoczone przestały traktować rosyjskie groźby atomowe poważnie.
W materiałach publikowanych przez TASS pojawiły się sugestie, że państwa zachodnie coraz śmielej naciskają na Moskwę, ponieważ nie wierzą w możliwość użycia broni jądrowej. Poddubny twierdził, że demonstracja potencjału nuklearnego może wywołać „otrzeźwiający efekt” u przeciwników Rosji. Nie przedstawił jednak konkretnych przykładów działań Zachodu, które miałyby świadczyć o przygotowaniach do ataku na Rosję. Mimo to przekaz rosyjskich mediów konsekwentnie buduje obraz narastającego zagrożenia.
W rosyjskiej telewizji coraz częściej pojawiają się też odniesienia do możliwości przeprowadzenia zarówno ataku odwetowego, jak i prewencyjnego. Poddubny mówił, że część zachodnich przywódców zaczęła traktować broń atomową jako narzędzie, które nigdy nie zostanie użyte. Według rosyjskich komentatorów takie podejście ma prowadzić do coraz odważniejszych działań wobec Moskwy. Kremlowi sprzyja fakt, że podobne wypowiedzi regularnie trafiają do opinii publicznej za pośrednictwem państwowych mediów.
Jeszcze dalej poszedł pułkownik Lewon Arzanow z organizacji Oficerowie Rosji. W rozmowie z TASS przekonywał, że państwa zachodnie otwarcie mówią o pokonaniu Rosji na polu walki. Według niego Moskwa nie może ignorować takich deklaracji i musi odpowiednio reagować. Tego typu wypowiedzi wpisują się w szerszą strategię budowania napięcia wokół ćwiczeń nuklearnych.
Ćwiczenia nuklearne Rosji i Białorusi. Rakiety Jars i Cyrkon w centrum uwagi
Od 19 do 21 maja Rosja i Białoruś prowadzą wspólne manewry związane z użyciem sił nuklearnych. Według rosyjskiego Ministerstwa Obrony w ćwiczeniach uczestniczy ponad 64 tysiące żołnierzy. Oficjalnie celem operacji jest sprawdzenie gotowości armii do działania w przypadku zagrożenia agresją wobec Rosji lub jej sojuszników. Skala działań pokazuje jednak, że Moskwa chce także wywołać polityczny efekt poza własnymi granicami.
Rosyjskie ministerstwo poinformowało, że na Białorusi dostarczono już ładunki jądrowe do magazynów polowych brygady rakietowej. Wcześniej głowice atomowe zamontowano na rakietach Iskander-M. To oznacza kolejny etap ćwiczeń, które od początku wzbudzały duże zainteresowanie państw NATO. Manewry są bacznie obserwowane przez zachodnie wywiady i wojskowych analityków.
W trakcie ćwiczeń rosyjskie siły przeprowadziły również testy rakietowe. Ministerstwo Obrony Rosji poinformowało o wystrzeleniu międzykontynentalnego pocisku balistycznego Jars oraz hipersonicznego pocisku Cyrkon. Takie działania mają podkreślać zdolność Rosji do użycia różnych typów uzbrojenia strategicznego. To także element budowania presji wobec państw wspierających Ukrainę.
Do sytuacji odniosły się również ukraińskie władze. Kijów ocenił, że rosyjska eskalacja nuklearna stanowi zagrożenie dla globalnego systemu bezpieczeństwa. Krótki komentarz przedstawił też sekretarz generalny NATO Mark Rutte. Szef Sojuszu zapowiedział, że ewentualne użycie przez Rosję broni jądrowej przeciwko Ukrainie spotkałoby się z druzgocącą odpowiedzią.


