Głośna sprawa związana z Collegium Humanum wciąż dostarcza nowych informacji. W centrum zainteresowania znalazł się znany dziennikarz telewizyjny, a ujawnione przez media szczegóły śledztwa wywołały kolejną falę politycznych komentarzy. Tym razem uwagę zwracają relacje pracownicy uczelni oraz dokumenty zabezpieczone przez śledczych.
Śledztwo, które nie przestaje budzić emocji
Sprawa Collegium Humanum od wielu miesięcy pozostaje jednym z najgłośniejszych postępowań prowadzonych przez prokuraturę. W kolejnych odsłonach śledztwa pojawiają się nazwiska osób znanych z życia publicznego i mediów. Każda nowa informacja natychmiast staje się przedmiotem szerokiej debaty.
Wśród osób objętych postępowaniem znaleźli się prezenter TV Republika Adrian Klarenbach oraz jego żona Lucyna Klein-Klarenbach. Śledczy zarzucają im między innymi uzyskanie fikcyjnych dokumentów związanych z ukończeniem studiów podyplomowych MBA. Sprawą zajmował się wydział Prokuratury Krajowej w Katowicach.
Dodatkowe szczegóły opublikowała „Gazeta Wyborcza”, która opisała fragmenty materiału dowodowego oraz aktu oskarżenia. Według dziennika w sprawie pojawiły się nowe relacje świadków. To właśnie one zwróciły szczególną uwagę opinii publicznej.
Sam Klarenbach miał wcześniej tłumaczyć, że faktyczne studia nie były realizowane. Według informacji przytoczonych przez gazetę dokumenty rekrutacyjne miały zostać wypełnione na prośbę rektora i służyć celom statystycznym. Takie wyjaśnienia stały się jednym z elementów analizowanych przez śledczych.
Dokumenty i relacja pracownicy uczelni
Z ustaleń opisywanych przez gazetę wynika, że funkcjonariusze CBA odnaleźli w dokumentacji uczelni formularz rekrutacyjny przypisany Adrianowi Klarenbachowi. Wśród zabezpieczonych materiałów miała znaleźć się również kopia dyplomu ukończenia studiów wyższych. Dokument zawierał pieczątkę potwierdzającą zgodność z oryginałem oraz datę 20 stycznia 2020 roku.
Szczególne znaczenie miały mieć także okoliczności związane z wypełnianiem części dokumentów. Według relacji pracownicy uczelni data widniejąca na formularzach została wpisana przez inną osobę. Świadek twierdziła, że zrobiła to podczas wizyty dziennikarza na uczelni.
Jak wynika z opisu przytoczonego przez „Gazetę Wyborczą”, pracownica rozpoznała Klarenbacha i odniosła się do jego zachowania podczas spotkania. W akcie oskarżenia znalazła się informacja, że świadek opisywała go jako osobę zachowującą się w sposób charakterystyczny dla osoby publicznej. Według relacji miał sprawiać wrażenie spieszącego się i zdystansowanego.
Dziennik podał również, że w materiałach śledztwa pojawiają się informacje o innych dokumentach przekazywanych przez Klarenbacha do uczelni. Według tych ustaleń miał on także otrzymywać wiadomości dotyczące prowadzonych zajęć. Okoliczności te stanowią część materiału analizowanego przez prokuraturę.
Polityczne reakcje i obrona dziennikarza
Publikacja szczegółów aktu oskarżenia wywołała zdecydowane reakcje polityków Prawa i Sprawiedliwości. W mediach społecznościowych pojawiły się liczne wpisy wyrażające poparcie dla dziennikarza TV Republika. Autorzy tych komentarzy przekonywali, że sprawa ma podłoże polityczne.
Poseł Michał Woś publicznie zadeklarował wsparcie dla Klarenbacha. Z kolei Mariusz Gosek ocenił zarzuty jako całkowicie nieuzasadnione. Polityk przekonywał również, że dziennikarz nie zrezygnuje ze swojej działalności medialnej.
Kilka dni później Gosek poinformował o złożeniu zawiadomienia do Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Jak wyjaśnił, dotyczyło ono możliwości bezprawnego ujawnienia informacji pochodzących z akt postępowania przygotowawczego. W jego ocenie mogło to naruszyć interesy Adriana Klarenbacha oraz jego żony.
Stanowisko obrony przedstawił również mecenas Bartosz Lewandowski z Ordo Iuris. Pełnomocnik Klarenbachów podważył wartość materiału przedstawianego przez prokuraturę. Według niego publikowane informacje opierają się bardziej na przypuszczeniach niż na dowodach, które mogłyby przesądzać o odpowiedzialności oskarżonych.


