in ,

JESTEM ZŁY!JESTEM ZŁY! HAHAHA!HAHAHA!

Miliardy z kaucji popłyną do prywatnych firm. Polacy masowo protestują, rząd udaje głuchego

System kaucyjny miał być ekologiczny i uczciwy. Po pół roku od startu okazuje się, że przynosi skutki odwrotne, a zyskuje na nim wąska grupa – podaje portal zero.pl.

system kaucyjny w polsce opinie
Fot. Depositphotos

Pół roku temu ruszył w Polsce mechanizm, który reklamowano jako krok milowy w ochronie środowiska. Miał być prosty, wygodny i korzystny dla wszystkich. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Dziś coraz więcej osób zadaje pytanie, komu tak naprawdę miał służyć – i kto najwięcej na nim zarobi.

Start, który miał być sukcesem, a stał się kłopotem

Kiedy w październiku 2025 roku wchodził w życie system kaucyjny, politycy koalicji rządzącej mówili o nim jako o rozwiązaniu oczekiwanym przez społeczeństwo. Powoływali się przy tym na ankiety, z których wynikało, że ponad osiemdziesiąt procent Polaków popiera nowe regulacje. Dziś ten entuzjazm wygląda zupełnie inaczej – a badania z marca 2026 roku (realizowane przez sondażownię IBRiS) pokazują, że ponad połowa obywateli ocenia mechanizm negatywnie. Pozytywne zdanie ma już tylko nieco ponad jedna czwarta respondentów.

Mechanizm w teorii brzmi prosto: kupując napój w plastikowej butelce, puszce lub butelce szklanej wielorazowego użytku, konsument wpłaca kaucję, którą odzyskuje po zwrocie opakowania. Regulacje objęły butelki PET do trzech litrów, puszki metalowe do litra oraz szkło wielorazowe do półtora litra. Resort klimatu informował na początku marca, że od startu do stycznia udało się zebrać około dwudziestu ośmiu milionów opakowań.

Problem polega na tym, że za oficjalnymi statystykami kryje się obraz, którego ministerstwo nie chce specjalnie pokazywać. Portal Zero.pl prześwietlił kulisy wdrożenia i dotarł do dokumentów, które rzucają zupełnie inne spojrzenie na cały projekt. Wnioski są niewygodne – zwłaszcza dla osób, które firmowały reformę swoim nazwiskiem.

Badania, które pisali ci, co mieli na tym zarobić

Okazuje się, że opinie Polaków, na które powoływali się urzędnicy Ministerstwa Klimatu i Środowiska, pochodziły z materiałów przygotowanych przez same firmy zainteresowane wprowadzeniem mechanizmu. Biuro prasowe resortu w korespondencji z portalem Zero.pl potwierdziło, że większość przywoływanych badań zamawiały podmioty będące interesariuszami zmian. Wśród nich znalazł się m.in. znany producent piwa – a konkretnie raport, którym posługiwała się wiceminister Anita Sowińska, wskazała portalowi dyrektor ds. korporacyjnych i ESG w tej spółce, Agata Koppa.

To informacja o tyle kluczowa, że Carlsberg nie jest obserwatorem zmian, lecz ich bezpośrednim beneficjentem. Wspólnie z Grupą Żywiec oraz Kompanią Piwowarską powołał bowiem Polski System Kaucyjny S.A. – jednego z operatorów mechanizmu w Polsce. Dziś w kraju działa ośmiu takich operatorów, a każdy z nich musi mieć zgodę ministerstwa na funkcjonowanie. Już samo to rodzi pytania o niezależność decyzji, które podejmowano przed startem reformy.

Sprawa odbiła się echem także w Sejmie. Konfederacja razem z Prawem i Sprawiedliwością złożyły u marszałka wniosek o odwołanie minister klimatu Pauliny Hennig-Kloski. Jednym z głównych argumentów jest właśnie sposób, w jaki wdrożono system kaucyjny, oraz bagatelizowanie alarmów, które formułowali eksperci jeszcze przed jego uruchomieniem.

Osiem miliardów złotych, które nigdy nie wrócą do Polaków

Stawka tej gry sięga kwot, które mogą zawrócić w głowie. Z raportu firmy doradczej Deloitte wynika, że przychody operatorów w ciągu dziesięciu lat sięgną około czterdziestu miliardów złotych – przy kosztach rzędu dwudziestu trzech miliardów. Wszystko to w imię odzysku zaledwie dwóch do trzech procent wszystkich odpadów generowanych w Polsce.

Najbardziej intrygująca jest jednak inna liczba. Wartość kaucji, które Polacy zapłacą w cenie napoju, ale nigdy nie odbiorą, szacowana jest na ponad osiem miliardów złotych w ciągu dekady. Pieniądze te nie trafią do budżetu państwa – zostaną u operatorów. Joanna Leoniewska-Gogola, partner associate w Deloitte i jedna z osób pracujących nad raportem, przyznała, że wyliczenia kosztów wdrożenia były dla ministerstwa sporym zaskoczeniem.

Ustawa mówi, że środki z nieodebranych kaucji mają służyć „finansowaniu systemu” – ale nie doprecyzowuje, co dokładnie pod tym pojęciem się kryje. W praktyce nic nie stoi na przeszkodzie, by trafiały one na kampanie reklamowe, wynagrodzenia pracowników czy premie zarządów. Minister Hennig-Kloska w rozmowie z RMF FM deklarowała, że ewentualne nadużycia będą eliminowane, jednak uchyliła się od konkretnej odpowiedzi w kwestii premii dla kadry zarządzającej spółkami operatorskimi.

Paradoks, w którym im gorzej, tym lepiej

Najbardziej absurdalny element całej konstrukcji odkrywa się dopiero po głębszym spojrzeniu na mechanizm. Operatorzy mają rozwijać sieć punktów odbioru, żeby Polakom łatwiej przychodziło odzyskiwanie kaucji. Ale im sprawniej to zrobią, tym więcej pieniędzy z nieodebranych kaucji im ucieknie. Innymi słowy – zarobek na złym wdrożeniu jest wpisany w model biznesowy.

Do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wpłynęło już dwieście sześćdziesiąt skarg dotyczących działania mechanizmu. UOKiK przekazał je do Głównego Inspektoratu Środowiska, który prowadzi kontrole. Liczba skarg wpływających bezpośrednio do GIOŚ nie jest jednak znana – urząd nie udzielił portalowi Zero.pl odpowiedzi na pytania w tej sprawie.

Jedną z rzeczy, które najbardziej irytują konsumentów, jest sposób wypłaty kaucji. Choć ustawa mówi wprost, że pieniądze mają być oddawane klientom, resort klimatu we wrześniu 2025 roku wydał interpretację dopuszczającą zastępowanie gotówki bonami. Uzasadnienie brzmiało technicznie – automaty nie musiałyby wtedy przechowywać monet. W praktyce rynek potraktował tę furtkę jak program lojalnościowy.

Bony, które wiążą klienta z jedną siecią

W Biedronce voucher otrzymany z kaucjomatu da się wykorzystać tylko w tej sieci. W Netto, Żabce czy ALDI ograniczenia idą jeszcze dalej — bon realizuje się wyłącznie w tym samym sklepie, w którym został wydany. Termin ważności to standardowo trzydzieści dni, czyli dokładnie minimum, jakie narzuciło ministerstwo. Tylko Auchan i Kaufland decydują się na dłuższe okresy.

Znacznie poważniejszy problem dotyczy grup, dla których system praktycznie nie istnieje. Osoby starsze oraz osoby z niepełnosprawnościami, które nie są w stanie samodzielnie dotrzeć do punktu odbioru, zostały w projekcie kompletnie pominięte. Wiceminister Sowińska w odpowiedzi na interpelację poselską przyznała, że kwestie dostępności dopiero teraz są przedmiotem prac Rady Dostępności, a odpowiednich rozwiązań nie zapisano w ustawie.

Z reformy praktycznie wypadli też mieszkańcy wsi oraz pasażerowie lotnisk. W mniejszych miejscowościach do najbliższego punktu zwrotu jest czasem kilka kilometrów – bo sklepy muszą mieć powierzchnię co najmniej dwieście metrów kwadratowych, by obsługiwać kaucje. Resort klimatu nie przygotował nawet mapy rozmieszczenia takich placówek przed startem reformy. Nie wiedział więc, jak daleko ludzie będą musieli chodzić ze zwrotnymi opakowaniami.

Śmieci z Wrocławia jadą do Szczecina. I do Niemiec

Najbardziej szokujące ustalenia dotyczą ekologicznego wymiaru reformy – a ściślej: jego braku. Z opracowania dr inż. Beaty Waszczyłko-Miłkowskiej i dr inż. Jolanty Kamińskiej-Borak z firmy BioVeradi, które jako pierwszy opisał Business Insider, wynika, że obsługa jednej butelki PET w systemie kaucyjnym zostawia niemal trzykrotnie większy ślad węglowy niż w systemie gminnym. Emisja rośnie z około czterech gramów CO2 na opakowanie do mniej więcej dziesięciu–jedenastu gramów.

Powód? Logistyka. Portal Zero.pl dotarł do sprawozdania jednego z operatorów, złożonego we Wrocławiu. Wynika z niego, że odpady ze Śląska transportowane są do zakładów w Szczecinie, Radomsku oraz niemieckim Freibergu. Na pytania o odległości dotyczące innych operatorów odpowiedziała tylko jedna firma – Kaucja.pl – zapewniając, że jej transporty nie przekraczają stu kilometrów. Pozostali milczą. Pełny obraz poznamy dopiero po rocznych sprawozdaniach.

Do tego dochodzą problemy techniczne samych kaucjomatów. Ekspertka Deloitte zwraca uwagę, że automaty mechanicznie uszkadzają zwracane opakowania – robią w nich otwory, kruszą materiał, odrywają nakrętki. Według niej straty surowca sięgają od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu procent. Część tego, co Polacy oddają w dobrej wierze, nie trafia do recyklingu, tylko idzie do spalenia jako paliwo alternatywne RDF. Ślady takiej praktyki widać też we wspomnianym sprawozdaniu operatora – część odpadów powędrowała do cementowni.

Gminy płacą, mieszkańcy też zapłacą

System kaucyjny uderza także w finanse samorządów. Gminne przedsiębiorstwa odpadowe tracą najbardziej wartościowe surowce – plastik PET oraz szkło – które wcześniej zbierały i sprzedawały jako materiał wtórny. Deloitte szacuje, że w ciągu dekady oznacza to dla nich sześć miliardów sześćset milionów złotych mniejszych dochodów. W strumieniu gminnych śmieci zostanie to, co mniej opłacalne i droższe w obsłudze.

Skutki widać już teraz. W Łodzi, jak w rozmowie z „Dziennikiem Łódzkim” przyznał Tomasz Kacprzak z Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania, miesięczne straty sięgają ponad stu tysięcy złotych. Kacprzak nie wyklucza, że w przyszłości konieczne będą podwyżki opłat za wywóz odpadów. W warszawskim MPO zanotowano spadek odbioru plastiku i metali z ponad sześciu tysięcy ton w ostatnim kwartale 2025 roku do około pięciu tysięcy sześciuset ton w pierwszym kwartale 2026 roku – choć rzecznik spółki przypomina, że część różnicy może wynikać z sezonowości.

Rzecznik krakowskiego MPO Piotr Odorczuk cytowany przez zero.pl zauważa z kolei, że mechanizm wszedł w życie samodzielnie, bez zapowiadanych przepisów regulujących odpowiedzialność producentów za wprowadzane na rynek opakowania. Ustawa w tym zakresie do dziś nie obowiązuje. Krakowska spółka dopiero analizuje skutki zmian – pełna ocena będzie możliwa po roku funkcjonowania.

Kto naprawdę skorzysta na tej reformie

Całość układa się w niepokojący obraz. Państwo wprowadziło mechanizm o ogromnej skali finansowej, nie dysponując rzetelnymi danymi na etapie projektowania. Opierało się na analizach dostarczanych przez rynek. Zakładało, że odpowiedzi na kluczowe pytania pojawią się dopiero po wdrożeniu. Ocena skuteczności ma się odbyć na podstawie sprawozdań samych operatorów – czyli tych, którzy na reformie zarabiają.

Ministerstwo klimatu w odpowiedzi na interpelację poselską przyznało zresztą, że nie prowadzi monitoringu dotyczącego choćby tak podstawowej kwestii jak wpływ mechanizmu na ceny napojów. Nie wiadomo, czy produkty w butelkach i puszkach po wprowadzeniu systemu podrożały. Nie wiadomo, bo nikt tego nie sprawdza.

Tymczasem Polacy stoją w kolejkach do kaucjomatów, które się zacinają, zapełniają i niszczą opakowania. Butelki wędrują przez pół kraju ciężarówkami, a część z nich kończy w piecu. Miliardy z nieodebranych kaucji zostają u prywatnych spółek, a samorządy zapowiadają, że za wywóz śmieci trzeba będzie dopłacić. Ekologiczna reforma, która miała być powodem do dumy, coraz bardziej wygląda na operację, która najbardziej opłaca się tym, którzy ją zaprojektowali.

Źródło: zero.pl

zbigniew ziobro stan zdrowia

Są nowe wieści o stanie zdrowia Zbigniewa Ziobry. „Prognozy przeżywalności niepokojące”

państwowa inspekcja pracy nawrocki

Prezydent Nawrocki użył prawa łaski. Osobie groził areszt za wpis w sieci