Wieczorna cisza przed domem Jarosława Kaczyńskiego została przerwana przez interwencję policji. Funkcjonariusze pojawili się po zgłoszeniu, które miało dotyczyć niebezpiecznego znaleziska na posesji prezesa PiS. Informacja szybko wywołała polityczne komentarze i lawinę spekulacji. W tle natychmiast pojawiły się oskarżenia o działania wymierzone w środowiska opozycyjne.
Wieczorny alarm pod domem Kaczyńskiego. PiS mówi o narastającej serii prowokacji
Sprawę nagłośnił rzecznik Prawa i Sprawiedliwości Rafał Bochenek. Polityk przekazał w mediach społecznościowych, że zgłoszenie wpłynęło drogą elektroniczną na komendę policji. Według jego relacji chodziło o rzekome podłożenie ładunków wybuchowych w ogrodzie należącym do Jarosława Kaczyńskiego. Na miejsce skierowano patrol, który chciał sprawdzić teren wokół domu.
Bochenek podkreślił, że samo zachowanie policjantów podczas interwencji nie budziło zastrzeżeń. Jednocześnie ocenił całe zdarzenie jako element szerszego zjawiska wymierzonego w opozycję i media krytyczne wobec obecnej władzy. W jego ocenie podobnych sytuacji ma być coraz więcej. Rzecznik PiS zasugerował także wykorzystywanie służb do politycznych prowokacji.
Pierwsze informacje nie zawierały szczegółów dotyczących przebiegu samego przeszukania. Nie pojawiły się również doniesienia o odnalezieniu jakichkolwiek niebezpiecznych materiałów. Mimo tego sprawa błyskawicznie stała się jednym z najgłośniejszych tematów politycznego wieczoru. Atmosferę dodatkowo podgrzały odniesienia do wcześniejszych interwencji służb.
Coraz więcej fałszywych alarmów
Wpis rzecznika PiS został szybko powiązany z niedawną sytuacją dotyczącą Tomasza Sakiewicza. W piątek policja weszła do mieszkania należącego do szefa Telewizji Republika. Według relacji samego Sakiewicza podczas interwencji miało dojść do szarpaniny z jego asystentką, która została skuta przez funkcjonariuszy. Sprawa wywołała duże emocje w mediach sympatyzujących z opozycją.
Telewizja Republika informowała później, że pracownicy stacji stają się celem fałszywych zgłoszeń kierowanych do służb. Z przekazywanych informacji miało wynikać, że anonimowe osoby alarmowały o zagrożeniu życia albo materiałach wybuchowych znajdujących się w mieszkaniach osób związanych ze stacją. Takie zawiadomienia skutkowały kolejnymi interwencjami policji. Politycy PiS zaczęli mówić o zorganizowanej akcji destabilizującej.
W sobotę policja poinformowała o zatrzymaniu 53-letniego mężczyzny, który mógł mieć związek z fałszywymi alarmami. Śledczy analizowali, czy to właśnie on odpowiadał za zgłoszenia prowadzące do interwencji służb. Ostatecznie został jednak zwolniony po dwóch dniach. Ustalono bowiem, że mogło dojść do bezprawnego wykorzystania jego danych osobowych oraz adresu e-mail.
Mężczyzna ma otrzymać status pokrzywdzonego w prowadzonym postępowaniu. To oznacza, że śledztwo może przybrać zupełnie inny kierunek niż początkowo zakładano. Cała seria zdarzeń jeszcze mocniej zaostrzyła polityczny spór wokół działań służb i bezpieczeństwa osób publicznych. Niedzielna interwencja pod domem Jarosława Kaczyńskiego tylko zwiększyła temperaturę tego konfliktu.


