Napięcie wokół wojny w Ukrainie znów gwałtownie wzrosło. Rosyjskie służby zaczęły publicznie mówić o możliwych atakach, zagranicznych bazach wojskowych i „odwecie”, który miałby dosięgnąć także kraje NATO. W centrum oskarżeń znalazło się jedno z państw bałtyckich.
Kreml wskazał nowe cele. Padły groźby pod adresem państwa NATO
Moskwa opublikowała kolejny komunikat, w którym oskarża Ukrainę o przygotowywanie działań wymierzonych w terytorium Federacji Rosyjskiej. Tym razem rosyjskie służby twierdzą, że część operacji ma być planowana poza granicami Ukrainy. W przekazie pojawiły się również sugestie dotyczące zaangażowania państw bałtyckich. Kreml przedstawił całą sytuację jako poważne zagrożenie dla rosyjskiego bezpieczeństwa.
Według rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego ukraińskie siły mają przygotowywać kolejne uderzenia z wykorzystaniem dronów. W komunikacie pojawiły się oskarżenia pod adresem władz w Kijowie, które Moskwa niezmiennie określa mianem „reżimu”. Rosyjskie służby przekonują, że działania te mają służyć pokazaniu europejskim partnerom zdolności bojowych Ukrainy. Jednocześnie Kreml przedstawił te plany jako działania terrorystyczne.
‼️ Drony i alarmy 🚨 przeciwlotnicze zawyły nad 🇪🇪 Estonią i Łotwą. Zareagowały samoloty NATO, które zestrzeliły zagrożenie około 80 km od granicy z Rosją.
Kreml twierdzi, że Łotwa 🇱🇻 pomaga Ukrainie i z jej terytorium ZSU wystrzeliwuje drony na Moskwę.
🇺🇦 Kijów zaprzecza i… pic.twitter.com/he52DxC1H3
— Piotr Kaszuwara Dziennikarz (@piotrkaszuwara) May 19, 2026
Rosyjskie służby twierdzą również, że Ukraina nie zamierza ograniczać się wyłącznie do korzystania z przestrzeni powietrznej udostępnianej przez państwa bałtyckie. Według propagandowego przekazu drony miałyby być uruchamiane bezpośrednio z ich terytoriów. To właśnie ten fragment komunikatu wywołał największe poruszenie. Po raz kolejny rosyjska narracja zaczęła przesuwać odpowiedzialność także na państwa należące do NATO.
Moskwa nie przedstawiła żadnych dowodów potwierdzających swoje oskarżenia. Mimo tego rosyjskie służby przekonują, że posiadają szczegółowe informacje dotyczące miejsc, z których miałyby startować bezzałogowce. W przekazie pojawiły się nawet nazwy konkretnych lokalizacji. Tego typu komunikaty Kreml wykorzystuje regularnie od początku pełnoskalowej wojny.
Łotwa w centrum rosyjskich oskarżeń
Najmocniejsze oskarżenia padły pod adresem Łotwy. Rosyjski wywiad twierdzi, że ukraiński personel związany z siłami bezzałogowymi miał zostać wysłany właśnie do tego kraju. Według Moskwy działania mają być prowadzone z kilku łotewskich baz wojskowych. Kreml wymienił między innymi Adazi, Seliję, Lielvarde, Dyneburg i Dżekabpils.
Rosyjskie służby przekonują, że posiadają możliwość dokładnego ustalenia miejsc startu dronów. W komunikacie znalazły się sugestie, że nowoczesne systemy wywiadowcze pozwalają szybko namierzyć źródło ataku. Moskwa użyła tych argumentów, aby skierować ostrzeżenie pod adresem władz w Rydze. Przekaz miał wyraźnie zastraszający charakter.
Kreml posunął się jeszcze dalej i zagroził „sprawiedliwym odwetem”. Rosyjskie służby podkreśliły, że członkostwo w NATO nie będzie gwarancją bezpieczeństwa dla państw wspierających Ukrainę. W komunikacie pojawiło się również stwierdzenie, że rosyjskie służby znają współrzędne „ośrodków decyzyjnych” znajdujących się na Łotwie. To jeden z najmocniejszych sygnałów wysłanych ostatnio przez Moskwę wobec państw Sojuszu.
Rosja od wielu miesięcy wykorzystuje podobne komunikaty do budowania napięcia wokół wojny. Oskarżenia wobec państw zachodnich pojawiają się regularnie przy okazji informacji o dostawach uzbrojenia lub wsparciu dla Ukrainy. Tym razem Kreml postanowił jednak wskazać konkretne państwo i konkretne obiekty wojskowe. Takie działania wywołały natychmiastowe zainteresowanie międzynarodowych obserwatorów.
Kreml wrócił do historii z dronem pod Moskwą
Rosyjskie służby nawiązały także do wydarzeń z grudnia 2025 roku. Wtedy Kreml informował o rzekomej próbie ataku dronowego na rezydencję Władimira Putina. Rosyjskie media pokazały nagranie przedstawiające zestrzelony bezzałogowiec leżący na śniegu. Według władz w Moskwie miał to być dowód na próbę zamachu.
Władze Ukrainy od początku odrzucały te oskarżenia. Kijów uznał rosyjskie informacje za element propagandy i próbę manipulowania opinią publiczną. Ukraińscy przedstawiciele podkreślali, że Rosja wykorzystuje podobne przekazy do uzasadniania kolejnych działań politycznych i militarnych. Sprawa szybko stała się częścią szerszej wojny informacyjnej.
Do rosyjskich oskarżeń odniosła się także szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas. Jej zdaniem działania Kremla miały charakter celowego odwracania uwagi. Europejscy politycy wielokrotnie wskazywali już wcześniej, że Moskwa wykorzystuje podobne komunikaty do budowania napięcia i wzmacniania własnej narracji. Tym razem rosyjskie służby ponownie wróciły do tych samych argumentów.
Obecny komunikat Kremla wpisuje się w coraz ostrzejszą retorykę wokół wojny w Ukrainie. Rosja coraz częściej kieruje groźby nie tylko wobec Kijowa, ale również państw wspierających Ukrainę. W najnowszym przekazie szczególnie mocno wybrzmiały ostrzeżenia pod adresem Łotwy i NATO. Moskwa po raz kolejny próbuje pokazać, że konflikt może wykraczać daleko poza linię frontu.


