Spór o Trybunał Konstytucyjny od miesięcy elektryzuje polską opinię publiczną. Tym razem jednak głos zabrał uznany konstytucjonalista, który na łamach Onetu postawił sprawę tak ostro, jak jeszcze nikt przed nim. Jego ocena działań obecnego rządu nie pozostawia pola do interpretacji — padły słowa o łamaniu prawa, naruszaniu zasad państwa demokratycznego i potencjalnych konsekwencjach karnych. Ekspert wprost porównał obecną sytuację z poprzednimi rządami i stwierdził, że dzisiejsze działania są znacznie poważniejsze niż te, które kiedyś bulwersowały opinię publiczną.
Wyroki TK trafiają do kosza. Od miesięcy nikt ich nie publikuje
Polska polityka od lat krąży wokół sporów o sądownictwo konstytucyjne. Kolejne ekipy rządzące na różne sposoby próbowały radzić sobie z orzeczeniami, które nie były im na rękę. Obecna sytuacja ma jednak szczególny charakter, bo dotyczy systemowego blokowania publikacji wyroków najważniejszego organu sądowniczego w kraju.
Rząd Donalda Tuska od dłuższego czasu konsekwentnie odmawia ogłaszania orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego w Dzienniku Ustaw. Szef Rządowego Centrum Legislacji, którego ustawowym obowiązkiem jest niezwłoczne publikowanie tych rozstrzygnięć, po prostu tego nie robi. Takie postępowanie narusza ustawę z 2000 roku o ogłaszaniu aktów normatywnych oraz pośrednio godzi w konstytucyjną zasadę trójpodziału władz. Wyroki TK, przypomnijmy, mają charakter ostateczny i obowiązują powszechnie, niezależnie od tego, co o nich sądzi aktualnie rządzący polityk.
Taki stan rzeczy budzi poważne zastrzeżenia nie tylko w kraju, ale i za granicą. Komisja Wenecka, ciało doradcze Rady Europy, zajęła w tej sprawie jednoznaczne stanowisko. Organ ten wskazał, że blokowanie publikacji wyroków sądów lub trybunałów na podstawie arbitralnej decyzji politycznej jest po prostu niedopuszczalne. Nie dotyczy to zresztą wyłącznie Polski. Komisja wypracowała już całą linię opiniodawczą odnoszącą się do podobnych praktyk w różnych państwach.
Sytuacja wygląda więc tak, że z jednej strony istnieje jasny obowiązek prawny, z drugiej zaś polityczna wola, by go ignorować. Odmowa publikacji dotyczy nie jednego, lecz wszystkich wyroków wydanych w ostatnim roku. Pytanie, jak długo taka praktyka może trwać bez konsekwencji, nie jest już retoryczne.
Sprawa religii w szkołach podgrzewa atmosferę do granic
Na tym tle szczególnie gorącym tematem stała się kwestia lekcji religii. Trybunał Konstytucyjny pod koniec listopada 2024 roku orzekł, że rozporządzenie minister edukacji Barbary Nowackiej dotyczące zmian w organizacji nauczania religii jest niekonstytucyjne. Resort edukacji tymczasem konsekwentnie stoi na stanowisku, że Trybunał w obecnym kształcie jest upolityczniony i nie powinien być traktowany jako wiarygodna instytucja.
Prof. Paweł Borecki z Zakładu Prawa Wyznaniowego Uniwersytetu Warszawskiego zwraca uwagę na istotny niuans. Trybunał nie oceniał merytorycznej zawartości rozporządzenia MEN z 26 lipca 2024 roku. Nie wnikał w spory ideowe ani nie wypowiadał się na temat samej treści przepisów dotyczących nauczania religii. Zakwestionował je wyłącznie z przyczyn formalnych.
Chodzi o brak wymaganego porozumienia ze związkami wyznaniowymi. Rozporządzenie powstało bez konsensusu z Kościołami, co zdaniem Trybunału narusza obowiązujące procedury legislacyjne. Wiceminister edukacji Katarzyna Lubnauer argumentowała wprawdzie, powołując się na orzeczenie TK z 1993 roku, że „porozumienie” oznacza konsultację i próbę wypracowania kompromisu. Twierdziła, że resort takie konsultacje przeprowadził.
Prof. Borecki nie zgadza się z tą interpretacją. Wskazuje, że wiceminister niepełnie przytacza argumentację Trybunału sprzed ponad trzech dekad. Ponadto Zasady Techniki Prawodawczej z 2002 roku, wydane za rządów premiera Leszka Millera, precyzyjnie definiują zwrot „w porozumieniu”. Oznacza on wymóg uzyskania akceptacji ze strony podmiotu, z którym takie porozumienie ma być wypracowane. Nie wystarczy samo poinformowanie czy przeprowadzenie rozmowy.
Padły słowa o łamaniu prawa karnego i grożącej odpowiedzialności
Ocena prof. Boreckiego jest miażdżąca i dotyczy samego premiera. Według konstytucjonalisty szef Rządowego Centrum Legislacji, nie publikując orzeczeń TK, dopuszcza się czynu odpowiadającego znamionom przestępstwa opisanego w artykule 231 Kodeksu karnego. Przepis ten dotyczy nadużywania uprawnień przez funkcjonariusza publicznego i przewiduje karę pozbawienia wolności do trzech lat.
Ekspert z Uniwersytetu Warszawskiego podkreśla, że dzieje się to za pełną wiedzą i przyzwoleniem szefa rządu. W ocenie prof. Boreckiego premier powinien brać pod uwagę, że zarówno instytucje Rady Europy, jak i organy systemu ONZ mogą zakwalifikować działania jego gabinetu jako naruszające europejskie i uniwersalne standardy ochrony praw człowieka. Mowa między innymi o prawie do sprawiedliwego procesu, wolności sumienia i wyznania oraz prawie rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami.
Prawnik wskazuje też, że podobne zarzuty mogą dotyczyć minister Nowackiej. Jeśli szefowa resortu edukacji będzie kontynuować wprowadzanie zmian bez rzeczywistego uzgodnienia ze stroną kościelną, jej postępowanie również może wyczerpywać przesłanki czynu zabronionego z art. 231 KK. Na wspólnej Komisji Rządu i Episkopatu rozmawiano już zresztą o kolejnym rozporządzeniu, zmniejszającym liczbę godzin religii z dwóch do jednej tygodniowo.
Konsekwencje mogą być bardzo konkretne. Prof. Borecki spodziewa się fali skarg do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i Komitetu Praw Człowieka ONZ. Potencjalnym skarżącym może być choćby Prezydium Konferencji Episkopatu Polski. Zdaniem eksperta Kościoły doskonale znają przysługujące im prawa, zarówno konstytucyjne, jak i traktatowe oraz ustawowe, i nie należy zakładać, że pozwolą się marginalizować lub lekceważyć.
Gorzej niż za Szydło. Ekspert nie szczędzi porównań
Prof. Borecki nie unika trudnych analogii. Przypomina, że w przeszłości premier Beata Szydło również blokowała publikację wyroków TK. Jednak, jak zaznacza, obecna praktyka jest pod wieloma względami poważniejsza. Szydło robiła to incydentalnie, natomiast rząd Tuska prowadzi taką politykę w sposób zaplanowany, systemowy i metodyczny. To nie jest jednorazowy wybryk, ale konsekwentna linia postępowania.
Zdaniem eksperta taka praktyka stanowi wstyd na arenie międzynarodowej, zarówno dla premiera, jak i dla ministra sprawiedliwości Adama Bodnara. Komisja Wenecka wskazała zresztą rozwiązanie: jeśli dany wyrok zapadł z udziałem tak zwanych sędziów dublerów, wystarczy przy publikacji zamieścić odpowiednią informację o składzie orzekającym. Zamiast tego rząd wybrał drogę całkowitego ignorowania orzeczeń, co stawia go w trudnej pozycji wobec instytucji europejskich.
Tymczasem polska oświata coraz bardziej przypomina wahadło, które wychyla się to w jedną, to w drugą stronę. Prof. Borecki zwraca uwagę, że po „klerykalnym” ministrze Przemysławie Czarnku przyszła „lewicowo-liberalna” Barbara Nowacka. Gdy obejmowała urząd, zapowiadała spokojne, ewolucyjne zmiany. Rzeczywistość okazała się zgoła odmienna, bo w resorcie edukacji trwa gwałtowna przebudowa, a obietnice łagodnego podejścia dawno stały się nieaktualne.
Za te polityczne przepychanki zapłacą ostatecznie uczniowie, ich rodzice i nauczyciele. Ekspert nie ma wątpliwości, że chaos wokół lekcji religii nikomu nie służy. Każdy rodzic, a nawet każdy katecheta, może zaskarżyć działania lokalnych organów administracji do wojewódzkiego sądu administracyjnego. Fala takich pozwów wydaje się kwestią czasu, nie dobrej woli.
Antyklerykalizm jako paliwo polityczne. Zimna kalkulacja premiera
Prof. Borecki stawia też tezę dotyczącą motywacji stojących za działaniami rządu. Jego zdaniem premier doskonale zdaje sobie sprawę, że dystansowanie się od Kościoła to cenny kapitał polityczny wśród znacznej części jego wyborców. Większość społeczeństwa chce ograniczenia wpływu instytucji kościelnych na państwo i zlaicyzowania polskiej szkoły, a rząd po prostu odpowiada na te oczekiwania.
Ekspert rysuje przy tym ciekawą paralelę. Tak jak Jarosław Kaczyński przez lata wykorzystywał bliskie relacje z Kościołem jako narzędzie sprawowania władzy, tak Donald Tusk czyni dokładnie odwrotnie, instrumentalnie posługując się dystansem wobec religii. Obaj politycy, zdaniem prof. Boreckiego, kierują się zimną kalkulacją, a nie przekonaniami. Sam premier jeszcze kilkanaście lat temu stawiał na sojusz z Kościołem. Między innymi dlatego przed wyborami prezydenckimi w 2005 roku wziął ślub kościelny z dotychczasową partnerką życiową.
Tymczasem rozwiązanie problemu wcale nie musi prowadzić do konfrontacji ze związkami wyznaniowymi. Konstytucja w artykule 149 ustęp 2 daje Radzie Ministrów prawo do uchylania rozporządzeń poszczególnych ministrów. Ten mechanizm pozwoliłby zlikwidować wszystkie „prokościelne” przepisy wykonawcze w sposób w pełni legalny i zgodny z ustawą zasadniczą, bez wchodzenia w otwartą wojnę z Kościołami.
Co ciekawe, to narzędzie konstytucyjne zostało w historii III RP użyte tylko raz. Skorzystał z niego premier Jarosław Kaczyński w 2007 roku, inicjując uchylenie przez Radę Ministrów rozporządzenia ministra edukacji Romana Giertycha w sprawie listy lektur szkolnych. Droga do legalnych zmian istnieje. Rząd najwyraźniej nie chce z niej skorzystać.


