Wokół jednej z najważniejszych umów ostatnich miesięcy zaczęły pojawiać się pytania, których wcześniej publicznie niemal nie było. Chodzi o gigantyczne środki na obronność, ambitne deklaracje i koszty, które mogą okazać się wyższe, niż początkowo zakładano. Najnowsze wyliczenia z Brukseli pokazują, że finansowa strona programu SAFE może wyglądać inaczej, niż przedstawiał to polski rząd.
Rząd zapewniał o korzystnych warunkach. Nowe dane z Brukseli zmieniają obraz pożyczki SAFE
Program SAFE powstał jako odpowiedź Unii Europejskiej na rosnące napięcia geopolityczne oraz trwającą wojnę na Ukrainie. Bruksela chce dzięki niemu zwiększyć bezpieczeństwo państw członkowskich i jednocześnie pobudzić europejski przemysł zbrojeniowy. Mechanizm przewiduje ogromne środki przeznaczone na zakupy związane z obronnością. Polska bardzo szybko zdecydowała się wejść do programu.
8 maja w Warszawie podpisano umowę pomiędzy polskim rządem a Komisją Europejską. Dokument dotyczy pożyczki sięgającej nawet 43,7 mld euro. To ponad 180 mld zł, które mają zostać przeznaczone na zakupy uzbrojenia i rozwój zdolności obronnych. Premier Donald Tusk określał ten moment jako wyjątkowo ważny zarówno dla Polski, jak i całej Unii Europejskiej.
Warszawa została pierwszym państwem UE, które podpisało taką umowę. Rząd przekonywał, że wspólne finansowanie w ramach SAFE będzie korzystniejsze niż samodzielne pożyczanie pieniędzy przez państwo na rynku. W debacie dominowały wtedy argumenty dotyczące bezpieczeństwa oraz szybkiego wzmacniania armii. Znacznie mniej miejsca poświęcano przyszłym kosztom obsługi zadłużenia.
Sprawa od początku miała jednak także wymiar polityczny. Umowę zawarto mimo weta prezydenta Karola Nawrockiego wobec ustawy wdrażającej SAFE. W dyskusję zaangażował się również prezes NBP Adam Glapiński. Pojawiła się alternatywna propozycja finansowania wydatków na obronność.
Nowe wyliczenia Komisji Europejskiej
Według informacji podanych przez „Puls Biznesu”, jeszcze przed podpisaniem umowy Komisja Europejska dysponowała nowszymi prognozami dotyczącymi kosztów finansowania programu. Rząd mówił wcześniej o oprocentowaniu szacowanym na poziomie 3,17 proc. Dane te miały opierać się na wyliczeniach z pierwszej połowy ubiegłego roku. Tymczasem sytuacja na rynku zaczęła się zmieniać.
Nowe kalkulacje KE dotyczące drugiego półrocza wskazywały już poziom 3,32 proc. Różnica może wydawać się niewielka, jednak przy pożyczce liczonej w dziesiątkach miliardów euro oznacza wzrost kosztów obsługi zadłużenia. Gazeta podkreśla, że wiele wskazuje na dalszy wzrost stawek. Wszystko zależy od warunków, na jakich Komisja Europejska będzie pozyskiwać kolejne środki z rynku.
Według „Pulsu Biznesu” kluczowe znaczenie będzie miała jesień. Wtedy Komisja Europejska ma ponownie podsumować koszty finansowania programu SAFE. Takie raporty publikowane są mniej więcej co pół roku. Właśnie wtedy może się okazać, jak bardzo zmieniły się warunki ekonomiczne całego projektu.
KE emituje euroobligacje i bony, aby zdobywać środki potrzebne do finansowania programu. Problem polega na tym, że kolejne emisje wymagają akceptowania coraz wyższych rentowności. To bezpośrednio przekłada się na oprocentowanie pożyczek oferowanych państwom członkowskim. Polska może więc zapłacić więcej, niż początkowo zakładano.
Spór o alternatywę dla SAFE
Przeciwnicy obecnego modelu finansowania od początku wskazywali, że istnieją inne możliwości pozyskania środków na obronność. Prezydent Karol Nawrocki oraz szef NBP Adam Glapiński proponowali rozwiązanie określane jako SAFE 0 proc. Koncepcja zakładała wykorzystanie zysków Narodowego Banku Polskiego oraz zgromadzonych rezerw złota. Zwolennicy tej opcji przekonywali, że pozwoliłaby ona uniknąć dodatkowych kosztów odsetkowych.
Rząd nie zdecydował się jednak na taki wariant. Postawił na współpracę z Komisją Europejską i wspólnotowy mechanizm finansowania. Według zwolenników tego rozwiązania SAFE nadal pozostaje korzystniejszy niż samodzielne zadłużanie się Polski na rynku długu. Nawet przy rosnącym oprocentowaniu pożyczka ma być tańsza niż bezpośrednia emisja obligacji przez państwo.
Debata wokół programu nabiera jednak coraz większej dynamiki. Z jednej strony pojawia się argument bezpieczeństwa i konieczności szybkiego wzmacniania armii. Z drugiej coraz częściej wraca pytanie o skalę przyszłych zobowiązań finansowych. Szczególnie że mowa o jednym z największych programów finansowych związanych z obronnością w historii Polski.
Na razie rząd nie odniósł się szerzej do nowych wyliczeń Komisji Europejskiej. Wszystko wskazuje jednak na to, że temat kosztów SAFE będzie wracał wraz z kolejnymi raportami Brukseli. Jesienne dane mogą stać się ważnym testem dla politycznych zapewnień składanych przy podpisywaniu umowy.


