w

JESTEM ZŁY!JESTEM ZŁY!

Oddamy rządowi nawet 32% pensji. Uwaga na przekroczenia limitów!

Progi podatkowe pozostają na tym samym poziomie od lat mimo rosnących pensji. To spore zagrożenie dla naszych dochodów.

wynagrodzenie

Nasze wynagrodzenie ciągle rośnie. Mija właśnie 10 lat od momentu ustanowienia wysokości drugiego progu podatkowego na poziomie 85,5 tys. brutto. Przy rosnących nieustannie wynagrodzeniach zaczyna to być dla wielu problemem.

Rząd nikomu nie daruje – wynagrodzenie trzeba oddać

85 828 brutto – tyle dokładnie wynosi magiczna kwota, której przekroczenie w ciągu roku podatkowego powoduje, że musimy oddać nie 17%, a 32% podatku PIT. Na szczęście tylko od nadwyżki.

POLECAMY:
Koszmarne dane z GUS. W Polsce rośnie ubóstwo!

Dla osoby pracującej na podstawie umowy o pracę daje to do ręki kwotę 60,4 tys. zł. Gdyby podzielić to na 12 miesięcy, nasze zarobki wyniosą na rękę zaledwie ok. 5 tys. złotych. Może to i nawet dobra pensja biorąc pod uwagę zarobki w naszym kraju.

Patrząc realnie… jeśli mieszkamy w Warszawie, takie wynagrodzenie szału nie robi. W dużych miastach taki poziom wynagrodzenia to raczej minimalna i konieczna kwota do przetrwania. Ceny nieruchomości, wysokość czynszów czy odstępnego, znacznie większa cena za przejazdy komunikacją miejską, nie mówią o droższej o kilkanaście procent żywności czy rozrywce.

Zarabiasz 5 tys.? Dla rządu jesteś bogaczem

Jeśli dostajemy brutto mniej niż wynosi wspomniany wyżej drugi próg podatkowy, zapłacimy podatek według skali 17 proc. To nieco mniej niż do tej pory, bo rząd obniżył ten poziom o 1 punkty procentowy, dzięki czemu w kieszeniach większości obywateli zostaje dodatkowe kilkadziesiąt złotych

Po przekroczeniu tej magicznej kwoty wpadamy w drugi próg, który wynosi dokładnie 32 proc. Żeby było jasne – wyższą stawką podatkową objęte jest tylko to, co ponad to. Czy to sprawiedliwe? Tu można się spierać. Progi podatkowe powodują zniechęcenie jeśli chodzi o oszczędzanie. Rząd bardziej cieszy się, gdy wydajemy nasze pieniądze, a nie je kumulujemy.

W całej sprawie jest jedna kwestia, która może budzić w nas złość. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, 10 lat temu przeciętna pensja brutto była równa ok. 37 tys. zł. Z kolei w ubiegłym roku było to już 59 tys. zł. To spory wzrost, bo o ponad 60 proc. Próg podatkowy pozostał jednak bez zmian, co powoduje, że za moment bez problemu zacznie nas on obowiązywać. Fiskus nie daruje nikomu.

Państwo premiuje tylko biednych i cwanych?

Zgodnie z zapowiedziami rządu, w roku 2021 minimalne ustawowe wynagrodzeni ma wynieść nawet 3 tys. zł. W 2023 r. może to być nawet o tysiąc zł więcej. Taki system powoduje, że osoba ciężko pracująca przez 8 godzin dziennie czy też na tzw. swoim odda 2 razy więcej w postaci podatku.

Z kolei podstawowa komórka społeczna, jaką jest rodzina (zakładając, że rodzice pracują), dostaną razem po 7 tys. złotych na rękę. Co tu jest ciekawego? Ano to, że do takiej rodziny - mimo takich dochodów - nadal nie zapuka np. komornik. Ustawowo bowiem środki te będą chronione przed zajęciem.

POLECAMY:
HIT internetu! Mamy nagranie z zadymy w Biedronce

To nie jedyna wada ręcznego ustalania czegoś takiego jak wynagrodzenie minimalne. To zjawisko powoduje także znaczący wzrost inflacji, a to z kolei przekłada się na wzrost cen wszystkich towarów i usług. Podwyżki wynagrodzeń są więc w większości przypadków jedynie iluzoryczne.

Podsumowując... już niedługo może okazać się, że wykonując swoje dotychczasowe obowiązki na podstawie zwykłej umowy o pracę, oddamy fiskusowi dwa razy więcej. Nie mówi się bowiem o ewentualnych zmianach w wysokości progów podatkowych. Na wzrost kwoty wolnej od podatku też nie ma raczej co liczyć. A zatem - wygląda na to, że co było dane, będzie zaraz zabrane z nawiązką.

Źródło: bezprawnik.pl

Zobacz także:

Co myślisz?

pilne

Wielka tragedia. Jedna z największych gwiazd sportu zginęła w wypadku

grypa

Wysoce zjadliwa grypa na Warmii i Mazurach, rolnicy w strachu